+48 736-84-84-44

Halina Chełstowska

12/2025

Idę w siebie

 

Kiedy schodzę na dół do mojej przyjaciółki siebie.

Wszystkie moje myśli jej zanoszę.

Wszystkie pytania jej zadaję i słucham odpowiedzi,

słucham, ich nie ma wcale, milczenie trwa,

rozważania…

Po co te pytania to nic nie da.

Kiedy schodzę do mojej przyjaciółki w głąb siebie.

Rozważamy wszystkie uczynki…

spowiadam się we własnej i do własnej mocy –

do pierwiastka mojego Boga.

Z uczynków dobrych i złych.

Bo te nikogo nie ominą.

Jedną nogą jak jedną myślą idę do mojego nieba silna.

Dałam radę wszystkiemu, co w życiu mogłam zrobić.

Jak musiałam walczyć o każde dziecko, o męża

nie poddając się nigdy i wygrywać.

Wszystko to całe piękne życie to pasmo, łańcuch gór co

każdy musi przejść,

by zdobyć szczyt drugą nogą.

Kiedy przyszło mi dotykać piekła musiałam szybko biec,

żeby buty

nie ugrzęzły. Tylko rzekłam – do diabła z tym czy

z tamtym

to nie jest warte mojego zachodu i zdrowia żal.

Kiedy schodzę sama w siebie wszystko we mnie jest.

Jestem swoim przyjacielem co nigdy

siebie nie zdradzi, a pomocy rozważnie udzieli.

Kiedy schodzę sama w siebie jestem sędzią swoich

spraw,

nauczycielem, marzycielem, miłością i mirażem,

kowalem i murarzem.

Jestem jednością z tą drugą sobą o jednej twarzy

odbijanej w lustrze.

Jasnością i nocą ciemną.

We mnie jestem ja sobą – co sobie wszystko wybaczy.

Jest uśmiech, radość i łzy co zmyją kurz z sandałów

kiedy przyjdzie przekroczyć „próg nadziei” i pójść

w inny wymiar.

Tam pójdę ja sama.

Tu dwie jesteśmy, a nawet trzy, ja, moje oblicze i moje

w lustrze odbicie.

Uśmiechamy się do siebie zgodne w każdym słowie

 

Mówię

 

Nie słyszę

nawet twojego szeptu…

Pustka krzyczy przez ocean

wspomnień niesionych

na skrzydłach życia…

Nie słyszę słów twoich

choć pytam

i dłoń twoją trzymam

w swojej dłoni…

dziwna rodzi się

przepaść,

bo słów twoich

nie słyszę

już nie rozumiem

co mówisz do mnie.

Czytam z ruchu warg…

podaję ci wodę

zaprawioną sokiem

wspólnego życia…

co przeminęło z wiatrem,

uniosło tyle dni

i nocy deszczem obmytych…

Tyle wspólnej troski

o życie udane…

Gdybym chciała

napisać wszystko,

nie byłoby to proste

bo z każdego życia,

które się spełnia

jest w sercu serial

tylko dla nas nagrany.

I kończy się film

zwany naszym szczęściem,

bo cię nie słyszę…

Nie mówisz nic

a zawsze mówiłeś

z miłością,

z szacunkiem,

mówiłeś pięknie.

Ja obmyta

deszczem łez

mówię Ci

dziękuję.

Dziękuję, że jesteś,

że zawsze będziesz

kiedy nawet w ciszy

za ocean życia

odejdziesz.

 

 

Już nie dla mnie

Już nie dla mnie ulice Mediolanu

I strome zbocza Himalajów

Jestem przyziemnym bytem na liściu

Przez wicher oderwanym

Co w zgodzie z naturą hasa po królestwie Homera

Wiszę nad przepaścią zmierzam do celu

Każdy dzień w pochodzie ocalenia

przybliża mnie do

gródki rozsypanej ziemi

Nie dla mnie ulice Mediolanu

Kiedy czas alchemik toczy wnętrze

Skórę obraca w pergamin coraz bielszy

Przeznaczenie słodkich narodzin układa mnie

do nieruchomej kołyski nadziei

W nieskończoną ciszę Hadesu zmierzam…

Jak każdy przechodzień idę

Nie dla mnie strome zbocza Himalajów

gdzie zaczyna się i

kończy tęcza co na dłoni

się kładzie i barwi życie…

Już nie dla mnie…

Pozostawię brzmienie moich myśli

Zawarte w okrzyku późnego wiatru

Może kiedyś mój sen wyśnisz…

Jednego aktora Niemego Teatru

Może tobie się uda

Sen mój wyśnić

Tobie się spodoba Mediolan

Zdobędziesz szczyt Himalajów i chwycisz tęczę

jak za

nogi Pana Boga…

I wszystkie siedem kolorów ze stromego szczytu

popłynie

Twoją melodią

Popłyną poezją i rozsypią Twoje słowa…

Nie dla mnie już wszystkie barwy tęczy

Niech zbocza gór rozsypią ze szczytów moje

słowa

nim skonam.

 

Przejdź do treści