+48 736-84-84-44

Grzegorz Sierocki

12/2025

sztalugi Julii

 

na jej obrazach zawsze znać było idealną kreskę

prowadzoną starannie nazbyt delikatną dłonią

postacie łagodne o dobrodusznych liniach twarzy

z lekkim uśmiechem – równie niewinne i piękne

oczy pełne nadziei, jakby odbite z własnego serca

 

pamiętam dokładnie, pierwsze zdziwienie i wstyd

niebywała harmonia, głos duszy z otchłani czasu

tak czyste oczy, w tak młodym wieku – niedorzeczne

myślałem o krętych kolejach losu, naturze świata

a uderzył mnie błysk nadziei w spojrzeniu z płótna

 

miniony rok zdawał się trwać wieczność,

wczoraj nie miałem pojęcia o jej istnieniu,

dzisiaj ślęczę nad kartką papieru, nieporadnie

dobieram słowa, które nigdy nie sprostają sztaludze

i to niby ja miałem być jej nauczycielem?

 

odwracam kartkę z kalendarza – druga połowa lutego

twarze nadal pogodne, kreska idealnie dobrana

przenikliwe spojrzenie – tak piękne i pełne dobroci,

jakże inne od udręczonych sylwetek rodaków

spod Bachmutu, Charkowa, Ługańska

 

niedorzeczne sprawy niedorzecznego świata

ulatujące Ciepło spod gruzów wszechobecnego zła

 

 

Śladami wiecznych cieni Nanga Parbat

 

Nanga Parbat budzi się dziś do życia znacznie łagodniejszym obliczem –

wbrew prawom natury wczorajszego wieczora.

 

Mimo wczesnej pory, słońce wzbiło się wysoko ponad horyzont,

delikatne promienie zatopione w ostrych krawędziach grani,

zdawały się szeptać mgle, by jeszcze zwolniła kroku,

wtulona w dawno odkryte szczeliny, czekała tylko na wiatr,

nadchodził zawsze nie w porę, niewinnie zacierał ślady,

gasł i przybierał na sile, milczał, by przemówić potężnym głosem.

 

Nanga Parbat – piękno chwili skropione łzami małych, ludzkich historii.

 

Tylko raz w roku góra zstępuje ze swoich szczytów,

słońce kruszy wówczas potężne skalne nasypy,

a uderzenie lawiny rozpoczyna cudowny pochód,

wśród spadających odłamków Nanga Parbat.

Wbrew prawom natury wczorajszego wieczora,

na znanych dotychczas szlakach pojawią się wieczne cienie –

niczym zastygłe w lawie posągi, które budzą się po latach,

by raz jeszcze oddać hołd dawno niewidzianej miłości.

 

Wracają tu każdego roku, za zgodą Nanga Parbat,

w ostatnim tańcu niepojętej wolności –

żegnani ciepłym pocałunkiem śmierci.

 

 

 

Demencja. Powrót mamy

 

kiedy dotrzesz na miejsce napisz do mnie list mamo

wiesz że bardzo lubię listy a jesień jest zimna tego roku

u nas bez zmian liście już dawno opadły a wiewiórki

gromadzą zapasy na zimę – ta najmniejsza jednak żyje

widziałem ją wczoraj przez okno chyba też tęskni

jabłoń wydała dorodne owoce miałaś rację

warto było czekać smakują znakomicie

choć najpierw trzeba pozbyć się skórki

cholernie twarda przepraszam nie powinienem

to pewnie dlatego że przestałem pisać wiersze

zły biometr rozumiesz ciągle boli mnie głowa

nie ufam lekarzom wolę wierzyć naturze

na wiosnę zawsze budzę się do tworzenia

jednak odziedziczyłem coś po babci

patrzę do przodu z co najmniej rocznym wyprzedzeniem

przynajmniej nic mnie nie zaskoczy

już wyprasowałem koszulę na twój powrót

beżowa w kwiaty do maja szybko zleci

całuję mocno uściskaj ciocię i wujka

 

P.S. Mam nadzieję, że pierwsze tulipany zdążą już zakwitnąć.

Przejdź do treści