10/2024
Witkacy: Portret Neny Stachurskiej
„What is your substance, whereof are you made,
That millions of strange shadows on you tend?”
William Shakespeare, Sonnet 53
Gdybym tylko mogła zamknąć oczy albo
dostrzec cię przez to złoto-weneckie lustro,
które postawił przede mną zakochany wariat.
Gdyby ten głupi Szekspir nie mącił ci w głowie.
Gdyby Witkacy
nie poprowadził mnie do ciebie
na niewidzianych nóżkach jego wyobraźni.
Nie wiesz, jakie to trudne – być dla ciebie
jedynie wytworem starego pastelu. Jestem
siostrzyczką złudnego światła na ostatnim
stopniu schodów prowadzących do Nieba.
Wiem, że ty już wszystko widziałeś.
Doświadczyłeś wiary – to jest przecież
ostatnia rzecz, którą jestem w stanie ci dać
swoim podwójnie bez-nadziejnym spojrzeniem.
Błagasz artystę, by ci wreszcie wytłumaczył,
jak wygląda twarz i co się dzieje z ciałem,
gdy odcina je krótsza krawędź papieru –
ale to podlejszy artysta: twój wzrok –
oszukuje cię roztrzaskaną perspektywą…
Więc dlaczego winisz mnie za to, że tu stoję,
niby dawno martwa natura twojej kobiecości?
Wiersz jak wiersz
Od dawna nie widać już srebrnych ryb,
pływających w powietrzu; są
tylko ściany brudne jak wiersz.
Jest tylko szept, ten nieprawdziwy
cień za rogiem, przy drzwiach.
Jego słowa nic nie znaczą
jak nagie ciało.
Nagie ciało nudne jak wiersz, życie
od podniecenia do obrzydzenia,
życie od niechcenia do upadku.
Miłość koniecznie trudna jak wiersz,
wszystko koniecznie takie jak wiersz.
Śmierć jak dzień, w którym nadchodzi
koniec terminu. Deadline jak śmierć.
I wiersz jak śmierć, wódka to raczej poemat;
taki, co się kończy zaśnięciem przez lęk.
Portret Neny Stachurskiej