13/2025
w szklanej kuli
w prawej dłoni
obracam Venus
księżyc marszczy brwi
wskazującym palcem
zakrywam usta Jowiszowi
pewna jutra
rozpędzam się
na ziemskiej bieżni
zaskoczone gwiazdy
mieszają galaktyką
a wzburzone oceany
nucą tsunami
płacz greckich bogów
to kolejna powódź
nie poddaję się
jeszcze chwila
i znów wzejdzie muza
Bal
wciągnął mnie Matejko
w ramy czasowe
ubrał w błękitną suknię
zaprosił na królewski bal
sam ukrył się w czerwieni ciszy
splótł ręce
zatrzymał zegar i bicie serc
a rozbawieni goście tańczą nadal
zupełnie nieświadomi
Komety Iskonu
bezsilna jej królewska moc Bona
poprawia uśmiech
muszę szybko przerwać tę melancholię
dopić wino
wyciągnąć na parkiet Błazna
i zapobiec tragedii zanim
na zawsze pozostanę
w odmętach ciemnej zieleni
tego płótna