13/2025
Wśród nocnej ciszy
Ciemność nocy spowija niebo
ostatnie auta spływają
tętniącymi chwilę temu arteriami miasta
do serc domów
rozchodzi się
po ulicach uliczkach
alejach i parkach
cisza jak spokojny oddech dziecka.
I tylko gdzieś w ciemnych zaułkach
w osiedlowych śmietnikach
pod mostem rzeki
i w tunelach dworca
słychać jak chrzęści
potłuczone czyjeś życie.
Leży tam w embriony skulony
poszukiwacz niedojedzonych kanapek tropiciel i odkrywca ciepłych miejsc
przesiąknięty dymem
kolejnego wypalonego jak znamię dnia
i próbuje zasnąć nie zamykając oczu.
W kieszeni dzwonią klucze zimne
niepasujące już do drzwi domu
i różowa spinka do włosów córeczki
którą gładzi palcami czule
jak jej kręcone blond włosy
kiedy szła pierwszy raz do szkoły.
A pod głową uwiera
kolorowa jakby na przekór reklamówka wypchana po brzegi
latami wzajemnych zdrad
pretensji o nic
kłótni bez powodu
i kilkoma parami ciepłych skarpet
dorzuconymi z troski.
Moje serce
Znalazłam na drodze
po której Bóg nie chodził
już od dawna
serce z kamienia
leżało wdeptane w ziemię
przez wiarę nadzieję
i miłość.
Szare
zimne
i ciężkie od nienawiści
nie patrzyło w oczy
i nie mówiło
jakby się bało
że nie uwierzę w jego historię.
Zabrałam je ze sobą
ściskając w ciepłej dłoni
i poniosłam
w głąb siebie
oswajając na nowo
niczym dzikie zwierzę
z życiem
które za mną
i przede mną.
A ty przeciw sobie
Jeszcze przy tobie zasypiam
oczy mrużę i słucham
łopotu skrzydeł twoich myśli
jeszcze zanurzam się
w oceanie twoich oczu
i szukam swojego odbicia.
A ty daleko
gdzieś po drugiej stronie mostu
nie na mojej łące
zbierasz rumianki
jej uśmiechu
i buszujesz w zbożu złotych włosów.
Jeszcze w objęciach twoich ud
kołyszę się w rytmie
wczorajszej melodii
i rozpaczliwie szukam cię
w mężczyźnie
który leży tuż obok.
List do ciebie
Wierzyłam że kiedyś
utulę
ukołyszę
zaśpiewam
nocą wstawać będę
gdy zapłaczesz.
Że pokażę ci
jak rosną drzewa
a gdy z pierwszym krokiem
poczujesz chłód zielonych traw
poprowadzę za rękę
przez życia łąk rozkołysany łan.
Że czekać będę
roztrzęsiona
patrząc w okno
od nocy czarne
gdy ty wzlatując
na nieopierzonych skrzydłach
smakować będziesz
świat zachłannie.
Że każdą łzę
którą mi przyniesiesz
pobity przez los
przygarnę
w słońcu nadziei wysuszę
i w radość zmienię
byś spróbował raz jeszcze
i jeszcze
i jeszcze.