+48 736-84-84-44

Dorota Szawdzianiec

12/2025

Gdy powrócą

 

Nie znajdą domu bielonego szczęściem

z otwartymi na oścież ramionami

w nim oczu stęsknionych i dłoni ciepłych

jak kromki świeżego chleba co syciły czułością

znajdą tylko martwe ściany z oczodołami okien

i murszejące drzwi w krzyku rozwarte

na progu których nikt nie czeka.

 

 

Niepamięć

 

Wszystkie ścieżki

jakie latami

z nadzieją wydeptywałam

z łóżka wprost do nieba

zaprowadziły mnie donikąd.

 

Teraz w spazmach

wciągam je nosem

co wieczór

by zatrzeć ślady

pielgrzymowania

i dryfuję bezbożna.

 

 

Spleen

 

Już tylko oczy otwieram

i przełykam pinezki

kolejnych zdarzeń na śniadanie

a wszystko we mnie marnieje

bez światła.

 

Ust nie otwieram

bo żadne ze słów

nie warte jest wypowiedzenia

a myśli jak mokre zapałki gasną

nim zapisać je zdołam.

 

Już tylko oczy otwieram

od zmierzchu do świtu

milczę jak kamień

w ziemię czarną się zapadam

i mchem złudzeń obrastam.

 

 

Bez słońca blednę

 

Popatrz jak liście

poczerniały na drzewach

czerwień owoców

na gałęziach jarzębin

krwawo krzepnie

a ostatnie jabłka w sadach

kiwają się jak samobójcy.

 

Powoli zatracam się

we wszechobecnej szarości

nie odróżniając poranka od zmierzchu

i przesiąkam

bezustannie siąpiącym deszczem

jak ziemia przykryta

grubą warstwą brunatnych liści.

 

I tak dzień po dniu coraz bardziej rozmiękam

butwieję od środka

wypłukana z radości i szczęścia

snuję się ulicami miasta

z rozmazanym grymasem na twarzy

nie patrząc w niebo

bez słońca.

Przejdź do treści