12/2025
Nadzieja na połysk
Kwitnie sezon amfiteatru z ekspozycją
tarcia. Rozterki odbijają się zamiast
dźwięku. Wątpliwości szumią mówcom
w głowach zamiast podpowiedzi.
Szorstkie dylematy migają w umysłach
widzów, a przecież przewidywali
konstelacje błysków widowiska. Coś
komuś umknęło w takim właśnie
miejscu i czasie. Czyjeś czułe struny
zostały draśnięte przez drzazgę,
a planowana melodia musicalu drzemie
ukryta za zasłoną niewiadomej. Cienie
pozorów manipulując sugerują,
że nic innego, tylko dziecięcość ujawnia
rozmaite stany. Niedobór dyskrecji
w rzeczywistości nie stał się jak dzieci.
Na szczęście ktoś szykuje przystawkę:
świeży chleb powszedni. Czy
wypełniona połowa szklanki świata
wkrótce zahaczy o światło dzienne?
Kryształ
Niczym unikalny kryształ
nasiąkam promykami.
Wsuwają się do wnętrza
słoneczne zasłony.
Trochę się przetarłam,
na ścieżkach zwątpień
poobijałam przezroczyste
brzegi. Nie wygładzi ich
ktoś w nie niewcielony.
Być może się wysunę
ponownie między
szczelinami skały.
Doznam ukłucia
innego niż na cudzym
podwórzu.
Nie podnoście mnie wtedy.
Jestem samoistnym
zwierciadłem.
Własna mapa mi nieobca,
a każda zmiana szlaku
dobrze znana z autopsji.
Swobodni
Gdy szybujemy
w przestworzach,
troskliwie nasycamy
błogi reset.
Orzeźwiamy
gorączkowe scenariusze.
Umacniamy zabiegane idee
w okiełznaniu się.
Tutaj żadna nadąsana rama
nam niestraszna.
Tylko niefrasobliwość bywania
wyznacza granice.
Wkrótce uwypukli się pauza
z nieregularnej symfonii.
Jakość prawdy nieraz
wynurzyła się spod powierzchni.
Nieoczywista kratka
Powidok, refleks i półcień.
Balans z nutą
zachwianej równowagi.
Chodzę w kratkę
do przestrzeni kontrastów,
wtedy się zlewam
z drżącym klimatem tła.
Coś jest pozornie oswojone,
lecz nie z mojej bajki.
Ciągle gram z psikusami
w kółko i krzyżyk. Chcę po prostu
swobodnie grać w zielone.
Najbardziej życiodajną pestkę
w stanie nieważkości
dzielę na dwoje. Gdy daję
i otrzymuję, czuję jak
sprzyja stan zgrabnej fali
do surfowania. Oby trwał ciut dłużej.
Zawieruszyłam się gdzieś
w wyliczance będzie, nie będzie padać.
Utknęłam poza oczywistym gruntem.
Trochę za dużo w aurze paradoksów.
Słyszałam, że prawda leży pośrodku.
Ja podobno również.
Tylko dlaczego powierzchnia
i dno wciąż dziwnie nieobce?