10/2024
***
świt budzi mnie wrzaskiem życia
patrzę na porzucony wczoraj
stos niemożliwości
nie wiem którą z nich ubrać
by nie uwierały metki
zegar przypomina:
czas podjąć decyzję
rzucam kostką
nieprawdopodobieństwa
nie ma znaczenia co pokaże
i tak na co wypadnie
to bęc
***
dzień zaczynam zawsze od prawej nogi
nie dlatego że jestem przesądna
nie boję się czarnych kotów
po prostu jeśli tego nie zrobię
moje elektrony zaczną się kręcić
w odwrotną stronę i zamiast wierszy
wypadną ze mnie
czarne dziury
nie mogę pozwolić
by wessały otaczającą mnie
rzeczywistość
bez tego jest wystarczająco
trudna do zaakceptowania
***
mieszam miękkim pędzlem wewnątrz siebie
wprawiam w drgania barwy
cząstek elementarnych
składających się na moją
codzienność
dualizm korpuskularno-falowy
światła które we mnie mieszka
nie mieści się na żadnej pięciolinii
nie próbuj go zrozumieć
poczuj