12/2025
Gdy powrócą
Nie znajdą domu bielonego szczęściem
z otwartymi na oścież ramionami
w nim oczu stęsknionych i dłoni ciepłych
jak kromki świeżego chleba co syciły czułością
znajdą tylko martwe ściany z oczodołami okien
i murszejące drzwi w krzyku rozwarte
na progu których nikt nie czeka.
Niepamięć
Wszystkie ścieżki
jakie latami
z nadzieją wydeptywałam
z łóżka wprost do nieba
zaprowadziły mnie donikąd.
Teraz w spazmach
wciągam je nosem
co wieczór
by zatrzeć ślady
pielgrzymowania
i dryfuję bezbożna.
Spleen
Już tylko oczy otwieram
i przełykam pinezki
kolejnych zdarzeń na śniadanie
a wszystko we mnie marnieje
bez światła.
Ust nie otwieram
bo żadne ze słów
nie warte jest wypowiedzenia
a myśli jak mokre zapałki gasną
nim zapisać je zdołam.
Już tylko oczy otwieram
od zmierzchu do świtu
milczę jak kamień
w ziemię czarną się zapadam
i mchem złudzeń obrastam.
Bez słońca blednę
Popatrz jak liście
poczerniały na drzewach
czerwień owoców
na gałęziach jarzębin
krwawo krzepnie
a ostatnie jabłka w sadach
kiwają się jak samobójcy.
Powoli zatracam się
we wszechobecnej szarości
nie odróżniając poranka od zmierzchu
i przesiąkam
bezustannie siąpiącym deszczem
jak ziemia przykryta
grubą warstwą brunatnych liści.
I tak dzień po dniu coraz bardziej rozmiękam
butwieję od środka
wypłukana z radości i szczęścia
snuję się ulicami miasta
z rozmazanym grymasem na twarzy
nie patrząc w niebo
bez słońca.