12/2025
sztalugi Julii
na jej obrazach zawsze znać było idealną kreskę
prowadzoną starannie nazbyt delikatną dłonią
postacie łagodne o dobrodusznych liniach twarzy
z lekkim uśmiechem – równie niewinne i piękne
oczy pełne nadziei, jakby odbite z własnego serca
pamiętam dokładnie, pierwsze zdziwienie i wstyd
niebywała harmonia, głos duszy z otchłani czasu
tak czyste oczy, w tak młodym wieku – niedorzeczne
myślałem o krętych kolejach losu, naturze świata
a uderzył mnie błysk nadziei w spojrzeniu z płótna
miniony rok zdawał się trwać wieczność,
wczoraj nie miałem pojęcia o jej istnieniu,
dzisiaj ślęczę nad kartką papieru, nieporadnie
dobieram słowa, które nigdy nie sprostają sztaludze
i to niby ja miałem być jej nauczycielem?
odwracam kartkę z kalendarza – druga połowa lutego
twarze nadal pogodne, kreska idealnie dobrana
przenikliwe spojrzenie – tak piękne i pełne dobroci,
jakże inne od udręczonych sylwetek rodaków
spod Bachmutu, Charkowa, Ługańska
niedorzeczne sprawy niedorzecznego świata
ulatujące Ciepło spod gruzów wszechobecnego zła
Śladami wiecznych cieni Nanga Parbat
Nanga Parbat budzi się dziś do życia znacznie łagodniejszym obliczem –
wbrew prawom natury wczorajszego wieczora.
Mimo wczesnej pory, słońce wzbiło się wysoko ponad horyzont,
delikatne promienie zatopione w ostrych krawędziach grani,
zdawały się szeptać mgle, by jeszcze zwolniła kroku,
wtulona w dawno odkryte szczeliny, czekała tylko na wiatr,
nadchodził zawsze nie w porę, niewinnie zacierał ślady,
gasł i przybierał na sile, milczał, by przemówić potężnym głosem.
Nanga Parbat – piękno chwili skropione łzami małych, ludzkich historii.
Tylko raz w roku góra zstępuje ze swoich szczytów,
słońce kruszy wówczas potężne skalne nasypy,
a uderzenie lawiny rozpoczyna cudowny pochód,
wśród spadających odłamków Nanga Parbat.
Wbrew prawom natury wczorajszego wieczora,
na znanych dotychczas szlakach pojawią się wieczne cienie –
niczym zastygłe w lawie posągi, które budzą się po latach,
by raz jeszcze oddać hołd dawno niewidzianej miłości.
Wracają tu każdego roku, za zgodą Nanga Parbat,
w ostatnim tańcu niepojętej wolności –
żegnani ciepłym pocałunkiem śmierci.
Demencja. Powrót mamy
kiedy dotrzesz na miejsce napisz do mnie list mamo
wiesz że bardzo lubię listy a jesień jest zimna tego roku
u nas bez zmian liście już dawno opadły a wiewiórki
gromadzą zapasy na zimę – ta najmniejsza jednak żyje
widziałem ją wczoraj przez okno chyba też tęskni
jabłoń wydała dorodne owoce miałaś rację
warto było czekać smakują znakomicie
choć najpierw trzeba pozbyć się skórki
cholernie twarda przepraszam nie powinienem
to pewnie dlatego że przestałem pisać wiersze
zły biometr rozumiesz ciągle boli mnie głowa
nie ufam lekarzom wolę wierzyć naturze
na wiosnę zawsze budzę się do tworzenia
jednak odziedziczyłem coś po babci
patrzę do przodu z co najmniej rocznym wyprzedzeniem
przynajmniej nic mnie nie zaskoczy
już wyprasowałem koszulę na twój powrót
beżowa w kwiaty do maja szybko zleci
całuję mocno uściskaj ciocię i wujka
P.S. Mam nadzieję, że pierwsze tulipany zdążą już zakwitnąć.