12/2025
wspomnienie
obudzić się znów w niedzielny poranek, gdy za ścianą brzmi
beztroski śmiech matki. niski tembr ojca potwierdza świąteczność dnia
za oknem świergot wróbli i słońce. w oddali odgłosy miasta
mieć znów przed sobą cały dzień, w którym chwile przetoczą się
bez pośpiechu. zwyczajne gesty otulą mnie miłością
nie trzeba jej nazywać po imieniu. tak bardzo wiadomo
że jest. trwałość dziecięcego świata podobna do domku z kart
ale w tamten poranek stawiam dopiero pierwsze piętro
i nic jeszcze nie zapowiada późniejszych katastrof
genealogia
babcia miała ciemne oczy i jasny uśmiech
nie ma fotografii z czasów kiedy była młoda
zbierała zioła, hodowała kury i króliki
przędła, darła pierze, ubijała masło. co z tego
przydałoby się dziś moim wnukom
dziadek golił się brzytwą, nosił szelki, grał
na harmonijce i na skrzypcach. nie wiem czy znał nuty
trawę kosił sierpem, wiedział ile mostów jest w Paryżu
kochał konie, koty i dzieci, może w innej kolejności
sprawdzam w Wikipedii ile tych mostów
kiedy nie mieli wnuków, dzieci, jeszcze wspólnych
planów na przyszłość, młody chłopak wieszał cukierki
na gałązkach krzewów w ogrodzie. piękna dziewczyna
powoli odwijała papierek, uśmiechała się jasno
przed nimi było całe życie
o czym się nie mówi po polsku
moja prababka była Niemką. na wsi
wszędzie było podobnie. siało się
wiosną, żniwowało latem, należało nakarmić
i oporządzić zwierzęta, zrobić zapasy
na zimę. musiała być piękna
skoro uwiodła pradziadka a może on ją
zdobył. jakim językiem wyznali sobie
miłość, już się nie dowiem
gdzie dziadek nauczył się grać na skrzypcach
czytać i walczyć. w języku Heimat
czy ojczyźnianym oczarowała go babcia. po polsku
i po niemiecku toczyły się rozmowy
przy dzieciach, potem wnukach. udawałam
że nie rozumiem, kim była moja matka
w czasie wojny. jakie to ma znaczenie
teraz. nie znam niemieckiego