+48 736-84-84-44

Dorota Nowak

12/2025

chłód

 

z krawędzi dachu zwisają sople lodu

na ulicach piach i pośniegowe błoto

próbuję zamknąć ten przeklęty rozdział

 

i nagle ty

 

 

miły

 

dzień coraz dłuższy a ty znów

rozliczasz nas z ubytków i narośli

zanim kur zapieje po raz pierwszy

zamartwiasz nas mchem na dachu

skrzypiącym oknem zmurszałym tynkiem

patrzysz jakbyś przekonywał siebie

że wzloty i upadki służą odnawianiu

gniazd corocznemu kwileniu piskląt

 

nasza skóra której smak i zapach

przypomina lata pełne wzruszeń zmienia kolor

traci jędrność a ciebie niezmiennie zachwyca

jej ciepło delikatność dotyku zmarszczka

i każdy kolejny ubytek

 

 

bez zmian

 

miły mój na naszą jedyną drogę spadł śnieg

a ty cierpliwie sprawdzasz poziom wody w studni

jakby od niego zależał kolor szadzi na liściach

a przecież na mrozie skrzy się zwykły kamień

 

podnosisz z ziemi bryłki lodu a gdy roztopią się

w dłoni rozgrzewasz zastygającą krew i łzy

zadziwiające jak szybko powstają sople lodu

pobierają ciepło zmieniają stan skupienia

 

widziałam jak ukradkiem masujesz obolałe kolana

marszczysz brwi by objąć wzrokiem miejsca które

od lat leczy zabezpiecza przezroczysta żywica

i znów chcesz podarować nam wiosnę

 

 

dotykasz

 

jesień już a ty

nieostrożnie pamiętasz o iskrach

w moich snach lato –

coraz trudniej odchodzić

coraz łatwiej wracać

Przejdź do treści