+48 736-84-84-44

Sławomir Lęga

12/2025

Sól ziemi

 

Sól ziemi woda ze środka planety

Przyjęcie w pełni płomieni i piekła

 

Wiatr szaleje piach unosi moje łzy

Zapadam w sen w pejzażu tęsknień

 

Na ustach czuję głód w duszy ból

Tylko on pragnie potrzeby emocji

 

Przygnieciony do ziemi butem

Chłonę znów smutek cierpień

 

Wyciągnięta dłoń zareaguje agresją

Rozdartą przestrzenią w obiegu strachu

 

Stalowa linka wrzyna mi się w szyję,

Wstyd pachnie winą na sumieniu

 

 

Konie

 

Grzywa powiewa na srebrnym grzbiecie

Mróz ją perłami brzasku roziskrza,

Konie po wałach pędzące przecież

W galopie obraz mroźnego mistrza.

 

Anielski łoskot kłusem kołysze

Scenerią zimy zapłonął z nieba,

Opadły płatki zmieniając w ciszę

Pragnące w tańcu pieśni zaśpiewać.

 

Biegną spiętrzone konie w podmuchach

Na giętkich nogach mocno z wigorem,

Pod gołym niebem świt się zasłuchał

Wiatr wieje świeżym rytmem amore.

 

 

Splątane myśli

W pustce bezduszny wyrzut sumienia

Przekleństwem czasu dopada pamięć,

Spływając bielmem plastrami wosku

We mglistych oczach wysycha łzami.

 

Wyłączyć dreszcze z wyrwanych ramion

Gdzie niegodziwość mierzy się miarą,

Wyrzucić z serca ciosane głazy

Idąc swą drogą w cieniu milczenia.

 

Z pułapki mroku tylnymi drzwiami

Nieustępliwie przekraczać bóle,

Z duszą w zarodku skrywanej woli

Otwierać dłonie znudzonym siłom.

 

Tylko pozory tworzące umysł

Splątane cierniem w puszce emocji,

Kaleczą krawędź wybrzmiałych czynów

Gasnące w myślach złudzeniem prawdy.

Przejdź do treści