12/2025
Sól ziemi
Sól ziemi woda ze środka planety
Przyjęcie w pełni płomieni i piekła
Wiatr szaleje piach unosi moje łzy
Zapadam w sen w pejzażu tęsknień
Na ustach czuję głód w duszy ból
Tylko on pragnie potrzeby emocji
Przygnieciony do ziemi butem
Chłonę znów smutek cierpień
Wyciągnięta dłoń zareaguje agresją
Rozdartą przestrzenią w obiegu strachu
Stalowa linka wrzyna mi się w szyję,
Wstyd pachnie winą na sumieniu
Konie
Grzywa powiewa na srebrnym grzbiecie
Mróz ją perłami brzasku roziskrza,
Konie po wałach pędzące przecież
W galopie obraz mroźnego mistrza.
Anielski łoskot kłusem kołysze
Scenerią zimy zapłonął z nieba,
Opadły płatki zmieniając w ciszę
Pragnące w tańcu pieśni zaśpiewać.
Biegną spiętrzone konie w podmuchach
Na giętkich nogach mocno z wigorem,
Pod gołym niebem świt się zasłuchał
Wiatr wieje świeżym rytmem amore.
Splątane myśli
W pustce bezduszny wyrzut sumienia
Przekleństwem czasu dopada pamięć,
Spływając bielmem plastrami wosku
We mglistych oczach wysycha łzami.
Wyłączyć dreszcze z wyrwanych ramion
Gdzie niegodziwość mierzy się miarą,
Wyrzucić z serca ciosane głazy
Idąc swą drogą w cieniu milczenia.
Z pułapki mroku tylnymi drzwiami
Nieustępliwie przekraczać bóle,
Z duszą w zarodku skrywanej woli
Otwierać dłonie znudzonym siłom.
Tylko pozory tworzące umysł
Splątane cierniem w puszce emocji,
Kaleczą krawędź wybrzmiałych czynów
Gasnące w myślach złudzeniem prawdy.