12/2025
Tylko nieprzespane życie
Nie lubię, gdy moje koszmarne sny
należą również do ciebie.
Nie lubię, gdy ubierasz się
w moją gwiazdę, którą ukradkiem
oderwałeś od wypłowiałego płaszcza poranka.
Gdzieś niedaleko przemyka
cichy szept przeprosin; czy jesteś tu,
aby ukochać nieznane?
Czy wróciłeś, aby doświadczyć
obecności nieba na tej ziemi?
Proszę, rozkochaj wszystkie moje zmysły.
Zliż słony smak owocu
z mojego serca.
Wezmę w objęcia twój najlepszy obraz
i zrozumiem, kto władał pędzlem,
mieszał farby.
To jest tylko senne spotkanie
obcych sobie słonecznych promieni.
To wyłącznie czas, jaki nie czeka
nawet na siebie.
Zbliża się wieczór, jego początek
ma równe szanse.
Moja wyobraźnia podsuwa
same przekrwione spojrzenia,
spopielały szept prosto z zaryglowanych ust.
Kochany, to tylko
nieprzespane życie.
Śmierć jeszcze tu wróci.
Bez twojego strachu
Do bólu krzykliwe są twoje łzy.
Do szczęścia brak tylko
zakrzywionych serc, rozpostartych palców.
Lituję się nad twoim bezmiarem,
nad tęsknotą, która ucieleśnia powiew.
To nieprawdopodobne, że sny
wciąż mają dość siły, aby się uśmiechać.
Przegrywam z kretesem walkę
z własnym życiem.
Wciąż dopasowuję swą twarz
do twojego uśmiechu.
Skąd we mnie tyle snów,
skoro przede mną tylko jeden wieczór?
Przypatruję się z bliska niebu,
co pęka pod stopami.
Czuję na skórze oddech Boga,
cichą modlitwę niestworzonych.
Czy jestem po to, aby zdrzemnąć się
po raz ostatni? Przysięgam
na własną obojętność, że gubię
w sobie noc, że tracę głos, wzywający
do powrotu, do znajomości z ciszą.
Nie jestem tym kwiatem,
którego obierasz z płatków.
Smutno, smutno mi bez twojego strachu!