12/2025
WSCHÓD SŁOŃCA CLAUDE’A MONETA (impresja)
wydobądź mi co zabrała noc
z szarówki i mgły
z dymu kominów
górujących nad portem w Hawrze
wydobądź mi
maszty i łodzie
w nich ludzi zmęczonych jak świt
nim się przeciągnie i szeroko otworzy oczy
jest sielsko
nierzeczywiście i bez krawędzi
na razie tylko kontury
rozmiękłe w pierwszych promieniach
światło pełza po wodzie
idzie w moją stronę
chciałoby się wtopić
przeniknąć w wydobywane przez nie kolory
jeszcze blade
jeszcze rozmyte wilgocią pozostałą po nocy
ale przecież domyślam się ich
znam na pamięć
i tym bardziej czekam
wpatrzony w magiczną przemianę
w przepoczwarzanie się larwy w motyla
na razie jest tak jakbym nie do końca się obudził
jeszcze błogo
niewyraźnie i sennie
różowo i niebiesko
w mglisto dymnych woalach
w blasku który przenika przez nie
jak przez pajęczą przędzę
KRAJOBRAZ CMENTARNY (BEKSIŃSKI)
rozliczą z mięśni ścięgien i żeber
z każdej kości i przebytej drogi
ciebie i twoją szkapę
jej grzbiet i utrudzone marszem kopyta
zachmurzą słońce
zatrzymają wiatr i oddech spłycą tak żebyś ani żył ani umarł
zawisł gdzieś pomiędzy
kontemplując być może ostatni już haust powietrza
wyjdą ci naprzeciw bracia i siostry odarci z szat i ciał
ale bogatsi o doświadczenie
w przemijaniu
myśli które już dawno uległy zepsuciu
wyprzedzając pośmiertny rozkład
dusza przy duszy staniecie ciasno
w rachunku bez pokrycia
KOCHANKOWIE (MAGRITTE)
nie zobaczą was
poczują jedynie nienasycenie
głód warg
szukających drugich
tak samo głodnych dotyku
to boli
patrzenie jak się miotacie
każde za swoją zasłoną
jakbyście nie stali pośrodku pustego pokoju
ale na jednej z głównych ulic
gdzie nietrudno o znajomego
tego nie słychać
ale wyczuwam między wami słowa
dużo słów
krótkich gorących komend
i próśb
wszystkie ocenzurowane jak wasze twarze
towarzysząca ciałom namiętność
i erotyzm
łapię się na tym
że napięta jak wy
przestaję oddychać
kiedy kradzione chwile raz po raz
wynoszone są poza przestrzeń
wolną od gapiów
SROKA MONETA
wszystko zdaje się spać
snem głębokim pod pierzyną ze śniegu
drzewa i domy
wiklinowy płot
na chwiejnej bramie sroka
zmarznięta jak niebo
jak dzień
formujący się pod nim w zimowy obrazek
to ona wieńczy dzieło
na niej skupia się wzrok
jest czarnogłową kropką nad i
punktem odniesienia
do każdej interpretacji
wszystko zdaje się spać
ale ptak pozostaje czujny
na rozchwianej bramie czeka aż śnieg
zaskrzypi
pod twoimi butami