+48 736-84-84-44

Ewa Kłobuch

12/2025

WSCHÓD SŁOŃCA CLAUDE’A MONETA (impresja)

 

wydobądź mi co zabrała noc

z szarówki i mgły

z dymu kominów

górujących nad portem w Hawrze

wydobądź mi

 

maszty i łodzie

w nich ludzi zmęczonych jak świt

nim się przeciągnie i szeroko otworzy oczy

 

jest sielsko

nierzeczywiście i bez krawędzi

na razie tylko kontury

rozmiękłe w pierwszych promieniach

 

światło pełza po wodzie

idzie w moją stronę

chciałoby się wtopić

przeniknąć w wydobywane przez nie kolory

jeszcze blade

jeszcze rozmyte wilgocią pozostałą po nocy

 

ale przecież domyślam się ich

znam na pamięć

i tym bardziej czekam

wpatrzony w magiczną przemianę

w przepoczwarzanie się larwy w motyla

 

na razie jest tak jakbym nie do końca się obudził

jeszcze błogo

niewyraźnie i sennie

różowo i niebiesko

w mglisto dymnych woalach

w blasku który przenika przez nie

jak przez pajęczą przędzę

 

 

KRAJOBRAZ CMENTARNY (BEKSIŃSKI)

 

rozliczą z mięśni ścięgien i żeber

z każdej kości i przebytej drogi

ciebie i twoją szkapę

jej grzbiet i utrudzone marszem kopyta

 

zachmurzą słońce

zatrzymają wiatr i oddech spłycą tak żebyś ani żył ani umarł

zawisł gdzieś pomiędzy

kontemplując być może ostatni już haust powietrza

 

wyjdą ci naprzeciw bracia i siostry odarci z szat i ciał

ale bogatsi o doświadczenie

w przemijaniu

myśli które już dawno uległy zepsuciu

wyprzedzając pośmiertny rozkład

 

dusza przy duszy staniecie ciasno

w rachunku bez pokrycia

 

 

KOCHANKOWIE (MAGRITTE)

 

nie zobaczą was

poczują jedynie nienasycenie

głód warg

szukających drugich

tak samo głodnych dotyku

 

to boli

patrzenie jak się miotacie

każde za swoją zasłoną

jakbyście nie stali pośrodku pustego pokoju

ale na jednej z głównych ulic

gdzie nietrudno o znajomego

 

tego nie słychać

ale wyczuwam między wami słowa

dużo słów

krótkich gorących komend

i próśb

 

wszystkie ocenzurowane jak wasze twarze

towarzysząca ciałom namiętność

i erotyzm

 

łapię się na tym

że napięta jak wy

przestaję oddychać

kiedy kradzione chwile raz po raz

wynoszone są poza przestrzeń

wolną od gapiów

 

 

SROKA MONETA

 

wszystko zdaje się spać

snem głębokim pod pierzyną ze śniegu

drzewa i domy

wiklinowy płot

 

na chwiejnej bramie sroka

zmarznięta jak niebo

jak dzień

formujący się pod nim w zimowy obrazek

 

to ona wieńczy dzieło

na niej skupia się wzrok

jest czarnogłową kropką nad i

punktem odniesienia

do każdej interpretacji

 

wszystko zdaje się spać

ale ptak pozostaje czujny

na rozchwianej bramie czeka aż śnieg

zaskrzypi

pod twoimi butami

Przejdź do treści