+48 736-84-84-44

Aldona Jańczak

12/2025

Tańcząca z deszczem

 

Noc była szara beznadziejnie listopadowa

zgasło niebo i światła

czarna rozpacz stukała o parapet

 

zjawiła się nagle rozkołysana

zauroczony nie dowierzał własnym oczom

ty nie możesz być stąd szeptał bezgłośnie

nie widziałem cię takiej jeszcze

musiałaś spaść z nieba z deszczem

 

i zastygł przemoczony szczęściem

chciał patrzeć więcej i więcej

 

a ona lekko na palcach

między kroplami płynęła tańcząc

i zniknęły chmury

i szarość rumieńców nabrała

za oknem w kałużach fiołki zakwitały

 

rozpuściła włosy w półobrocie namiętnym

czarny jedwab nagie okrył ramiona

a on stał ciągle i płonął i z zachwytu konał

zmysły tracił zapatrzony

 

zatrzymała się w tańcu dziewczyna

choć wiatr wciąż szumiał do taktu

podbiegł chcąc na dłużej zatrzymać

wtedy ona rzekła znajomym szeptem

przecież dla ciebie każdej nocy tańczę

i jesienią wiosną jestem

 

 

Jest pięknie

 

Jabłoń za oknem

wystukuje morsem o parapet

szarą modlitwę na odejście

litanię konających liści

wiatr wespół z deszczem

jak wynajęte płaczki

zawodzą

 

Niebo rozpięło

ciemne nabrzmiałe parasole

 

Mogłabyś rozpaść się

na milion zrozpaczonych kawałków

stać się kałużą

łzawą plamą

zapaść się pod ciężarem smutku

 

A ty zapraszasz jesienny wieczór

na wieczór

przy świecach i lipowej herbacie

słuchacie starych miłości

na winylowych płytach

kołysząc się w rytmie spokojnego serca

na ścianach wirują szczęśliwe cienie

jest pięknie

Przejdź do treści