+48 736-84-84-44

Kasia Dominik

12/2025

Wczoraj z wyprzedzeniem jutra

 

Wczoraj przyszło wcześniej,

ubiera buty z wiatru,

biegnie po horyzoncie,

gdzie drzewa rosną korzeniami w niebo,

a chmury unoszą się pod ziemią.

 

Słońce ma smak kawy,

księżyc pachnie świeżym tuszem na kartce.

W lodówce list od przyszłości

napisany na skórce pomarańczy.

 

Czas płynie wstecz, ale tylko po południu,

bo rano rzeka zmienia kierunek,

wciągając wspomnienia.

 

Lustro w łazience mówi językiem ptaków.

Patrzę na swoje odbicie, mrugnęło sekundę temu,

szybciej niż moje oczy się zamknęły.

 

Wczoraj miało już plany na jutro,

ale zapomniało mi powiedzieć,

więc stoję trzymając w dłoniach wskazówki

i czekam na dzień poprzedzający jutro.

 

 

Strona księżyca

 

Słońce rozbija się o filiżankę –

rozlewa nów po powierzchni wody.

Przestrzeń otwiera portal pomiędzy

jednym a drugim oddechem.

 

Lustra – znaczenia –

nie widzą zegarów.

Kruszą czas w ulatujących dłoniach.

Kiedy zmieniam twarz,

gwiazdy w fałszywym odbiciu

rozpraszają wszystko co miało

stronę, a kolory zacierają granice

ciemności.

 

Obserwuję światło zagubione w tunelu.

Jego krzyk unosi się nad przepaścią

 

Nie znajduję ujścia.

 

 

Takie już prawo wyrastać z popiołów[1]

 

Popiół leży cicho, choć czuć w nim życie.

Powietrze drży, jakby chciało dotknąć krawędzi dnia.

Daj dłoń, która jest mostem pomiędzy tym co jest,

a co może być –

krąg się zamyka w byciu.

Zwiędnięte kwiaty kołyszą się na pustych łąkach,

ich tchnienie jest jak dotyk, ledwie wyczuwalny.

Wiesz, pośród ruin rośnie coś, czego nie widzimy –

czas duchów nas dogania.

Słychać tętno, ale nie to znane z ziemi,

to trzepot skrzydeł lub lód, który topi się w promieniu,

jakby ptak właśnie powrócił do gniazda.

Nie musisz patrzeć, aby dostrzec iskrę na niebie,

a kiedy zamkniesz oczy też poczujesz jej ciepło.

Biorytm światło przetacza się niczym rzeka.

Wszystko staje się jasne, jak twarz w lustrze źrenicy.

Tak zapisano: walczyć lub umierać,

wyssać soki z wypalonych korzeni,

gdy obok stoi coś więcej, coś, co widziałam!

Nawet w szczelinie skały kiełkuje ziarno.
Trzeba zaufać temu, co wciąż się porusza,

bo tam ogień wznieca się z wody,

gdy twoja skroń wspiera się na ramieniu,

a ja czuję łzę, która nosi to, co nie pozwala upaść.

 

[1] Cyt. Krzysztof Kamil Baczyński, Romantyczność.

Przejdź do treści