12/2025
Wczoraj z wyprzedzeniem jutra
Wczoraj przyszło wcześniej,
ubiera buty z wiatru,
biegnie po horyzoncie,
gdzie drzewa rosną korzeniami w niebo,
a chmury unoszą się pod ziemią.
Słońce ma smak kawy,
księżyc pachnie świeżym tuszem na kartce.
W lodówce list od przyszłości
napisany na skórce pomarańczy.
Czas płynie wstecz, ale tylko po południu,
bo rano rzeka zmienia kierunek,
wciągając wspomnienia.
Lustro w łazience mówi językiem ptaków.
Patrzę na swoje odbicie, mrugnęło sekundę temu,
szybciej niż moje oczy się zamknęły.
Wczoraj miało już plany na jutro,
ale zapomniało mi powiedzieć,
więc stoję trzymając w dłoniach wskazówki
i czekam na dzień poprzedzający jutro.
Strona księżyca
Słońce rozbija się o filiżankę –
rozlewa nów po powierzchni wody.
Przestrzeń otwiera portal pomiędzy
jednym a drugim oddechem.
Lustra – znaczenia –
nie widzą zegarów.
Kruszą czas w ulatujących dłoniach.
Kiedy zmieniam twarz,
gwiazdy w fałszywym odbiciu
rozpraszają wszystko co miało
stronę, a kolory zacierają granice
ciemności.
Obserwuję światło zagubione w tunelu.
Jego krzyk unosi się nad przepaścią
Nie znajduję ujścia.
Takie już prawo wyrastać z popiołów[1]
Popiół leży cicho, choć czuć w nim życie.
Powietrze drży, jakby chciało dotknąć krawędzi dnia.
Daj dłoń, która jest mostem pomiędzy tym co jest,
a co może być –
krąg się zamyka w byciu.
Zwiędnięte kwiaty kołyszą się na pustych łąkach,
ich tchnienie jest jak dotyk, ledwie wyczuwalny.
Wiesz, pośród ruin rośnie coś, czego nie widzimy –
czas duchów nas dogania.
Słychać tętno, ale nie to znane z ziemi,
to trzepot skrzydeł lub lód, który topi się w promieniu,
jakby ptak właśnie powrócił do gniazda.
Nie musisz patrzeć, aby dostrzec iskrę na niebie,
a kiedy zamkniesz oczy też poczujesz jej ciepło.
Biorytm światło przetacza się niczym rzeka.
Wszystko staje się jasne, jak twarz w lustrze źrenicy.
Tak zapisano: walczyć lub umierać,
wyssać soki z wypalonych korzeni,
gdy obok stoi coś więcej, coś, co widziałam!
Nawet w szczelinie skały kiełkuje ziarno.
Trzeba zaufać temu, co wciąż się porusza,
bo tam ogień wznieca się z wody,
gdy twoja skroń wspiera się na ramieniu,
a ja czuję łzę, która nosi to, co nie pozwala upaść.
[1] Cyt. Krzysztof Kamil Baczyński, Romantyczność.