11/2024
Pęknięcie
poranek
skaza
na białej porcelanie
wąska ścieżka pomiędzy
miedzą wspólną bezsporną
w nowonarodzonej zieleni
po wewnętrznej stronie powiek
palce szukają palców
ranne jak zorze
na białym prześcieradle
burza
w filiżance zielonej herbaty
deszcz
spłukuje
linie papilarne z szyb
wirują
płatki jaśminu
skrzydła
przecinają dzień
na przed i po
południe
stygnący czas
w porcelanowej filiżance w koty
stygmat
pod nadgarstkiem
blada aureola
zmierzch
korowód kropel
liczę gwiazdy głoski godziny
galaktyki
pod białą koszulą
rosea areole
mały pustynny obszar
jeszcze daleko
daleko stąd
do deszczu
pohukiwania sowy
(zabłąkanej w prowincjonalnym mieście)
między zwrotkami
zwracam się
w Twoją stronę
zawsze
teraz
północ
odwrócona klepsydra
zatrzymane pod powieką
ziarenko piasku
palce szukają palców
ranne jak zorze
na białym prześcieradle
poranek
yerba mate
w dwóch zielonych tykwach
oddzielonych milami powietrza
dwa białe fiołki
w zielonej trawie
splecione łodyżki
areolis germinis
axis mundi
appasionate
Ty – ja my
Niewiersz żałobny
kiedy upadał byłam zajęta napadem paniki napad paniki zajmował mnie całą kiedy upadał
znasz to uczucie kiedy trzęsie całym ciałem tak że nie sposób (się) ruszyć?
bądź łaskawa wpaść do mnie bądź uprzejma przywieźć garnek
pisze ona gdy ja wołam tatusiu dlaczego tatusiu kocham cię
tatusiu przepraszam tatusiu przytul mnie tatusiu tęsknię
garnek garnek gotuję (się) w garnku do wrzenia wrzę wrę (wrzeć wreć przemieniać
się w parę przy odpowiedniej temperaturze pienić się i kłębić
tętnić rozgwarem życiem być pełnym niepokoju wzburzenia dziać się
szybko i intensywnie być podnieconym, zdenerwowanym) w warkot
żenada pisze ona że nie dzwonisz nie płacisz nie jesteś na cały gwizdek
ani na pół jestem gdzie indziej i nicnikomudo czy sroka może być
ptakiem nakręcaczem tatusiu? – terkocze requiem qui qui ubi ubi
biiiiiiip plujka mucha opluwa wyjmij te kolczyki z ust kobieto
bzysyczy do żałobnicy tylko te dwie stówki jak każde z dzieci (sic!) seriusly?-
sypkie banknoty wypełniają święty garnek po gołąbkachdogąbki
przecież dostałaś emerytuję pępkuję światowo światłowodowo
woduje potoki pretensjonalnych pretensji chironex fleckeri
zegar wciąż chodzi głośno tatusiu słychać każdą sekundę
Alicja z krainy dystopii topi w łyżkach wody w tropienio-topieniu ma top jeden
przeprowadziliśmy już zwierzęta zadomawiają się u ciebie bez ciebie