11/2024
Kręgosłup moralności
most nad ciszą gdzie jaźń jest połączona
prowizoryczną liną bez mocowań,
został opętany supłami własnych myśli
umierając z zimna w blasku świecy
w przemoczonym lęku patrzę w niebo
gwiazdy dawno już pospadały,
nie pomoże ozdabianie różańca
wieczorową koronką modlitwy
zamknięta cisza co milczy
uwiera jak łańcuch samotności,
lodowy płomień z haftowanego ognia
zaczął oddzielać łzy od popiołów
rośnie na połaci koszmar codzienności
zastygając jak brud na kołnierzu,
łamiąc kręgosłup mej moralności
staje się szkodnikiem którego ogród zabija
Emocje
odziana w nagość zamyślenia
intymność patrzy bezszelestnie
spomiędzy woni nabrzmiałej ciszy
delikatny powiew wsiąka w skórę
szepty niewykształconych uczuć
poczęte jowiszowym[1] smutkiem
wsiąkają w uwięzione myśli niewoli
zwichnięta mimika twarzy
powolnym oddechem zadrapań
przykrywa skrzydlatą obietnicę
krusząc przywiązane napięcie
wachlarz obgryzionych emocji
niezauważalnie kwitnie w duszy
wyrywam śmiertelność rzeczywistości
przeglądając się w odbiciu bezdennej toni
[1] jowiszowy
- «groźny»
- «dostojny i nieprzenikniony»