fbpx
Zaznacz stronę

Poezja Mirosławy Stojak

 

04/2021

 

Hortensje

Hortensje z Twojego ogrodu pachną jeszcze latem
i kawą na tarasie…
Przybędę gdy zakwitną błękitem pełna entuzjazmu i animuszu…
Bo ma być pachnąco z nadzieją w zaułkach aż do zmierzchu
i nim księżyc wzejdzie z nonszalancją w głosie…

Hortensje z Twojego ogrodu zdobią szarość
co nastaje czasem bez powodu…

Przybądź gdy opadnę kwiatem wśród złogów i liści…

 

Mądrość

Pszennej mąki zapachem ozdobiła pola
Gdy żar spływający za dnia palił łąki przy nadziei
A pożar nad stepami zakończył zwykły dzień…

Wypiękniała kwiatem nasturcji, co przyozdabia
opuszczony sad
W odbiciu lustra pokochała siebie
Nieco przygarbiona czasem przyprószona ciężarem troska

Iluzja iluminacji

Schodząca ze sceny przyfarbowana kolorami złudzeń
Ubarwiona etosem chwili
Mądrość
najmądrzejsza
w sobie rozkochana
czysta w czystości
jedyna…

 

 

03/2021

 

 

Spomiędzy

Spomiędzy traw żółto-złotych wynurzył się  Twój dotyk
Co pachnie namiętnością i miętą…
I żar chlebowych źdźbeł trawy uniesiony w dal…

To Ty
Bliski gwiazdom i oczom Emmanuel
Bliski moim oddechom i soczystym winogronom

To Ty
Delikatny zapachem magnolii o poranku
I lepkim miodnym pocałunkiem

Spomiędzy niebem a niebem
Niebieska gwiazda wędruje do Ciebie
Przyjmij ją z niebiańskim błogosławieństwem

 

Mistyka

Jako świtezianka udam się o poranku do prowincji,
gdzie lawendą usłano chodniki, gdzie martwe prawdy pochowano
z godnością, gdzie czekasz na mnie z różą w dłoni…

Czy to nie jest taniec w krainie uczuć ponad poetami,
uczuć zagubionych po drodze i obrzędów między gwiazdami

W taki dzień pobiegnę do lasów i rzek,
nazbieram jagód, obmyje brudne dłonie
i uwierzę tobie…

 

Wracam 

Z czasem odeszłam żeby powrócić w obliczu 
słońca upalnego i dojrzałej bawełny…
Wracam taka sama i inna
Pachnąca sitowiem niewinna lub winna
Wracam z amarantowym widokiem Twoich oczu
Z niezniszczalnym spojrzeniem w dal…

Z czasem odeszłam by wrócić
by zrywać garściami słodkie owoce z drzewa przeszłości…

 

 

02/2020

 

 

Na poprawę 

 

Schodami do nieba wespnę się, gdy będzie
za późno na cokolwiek…
Nadzieją przyozdobię wszystkie zgasłe gwiazdy
Pomaluje kolorami natchnień wzburzone niebo…
Nie poznasz mnie
Przyjdę nowa
Inna …na poprawę…
Przyjdę porą letnią, gdy pachną trawy
Przyjdę w sukience amarantowej
ze sztandarów uszytej…
Będę światłem dla ludzi, co zgubili drogę w obłokach…
Będę….

 

 

 Wolność 

Dziś myślę o wolności, mam dużo wolnego czasu
Czy wiem, jak ona wygląda?
Czy przyodziana jest w białe skrzydła, czy czarne ?
Jakie ma oczy?
Wyłupiaste, wytrzeszczone a może delikatne, jak dalie
albo niebieskie, jak niebo błękitne, jak woda w potoku?
Jaka jest wolność?
Czy bezkresna, a może skuta kajdanami, czerwona od krwi?
Wolność okrzyknięta wolnością, otulona namiętnością 
Poszukajmy jej we dwoje. Ty spojrzysz na północ, ja zaglądnę
w zakamarki  różne…które z nas ją dostrzeże pierwsze?
A może ktoś inny, nieznany, obcy, a może ktoś bliski…

A ona zapukała z wieczora, gdy lampy oświetliły drogę.
Zapytała o nocleg. Nieproszona weszła, rozgościła się na dobre.
Wybrała. Tak, to przyszła wolność.

 

 

___

 

 

01/2020

 

 

Esmeralda

Jest fantazją ułudą marzeniem
Jest pragnieniem ugaszanym tęsknotą
Esmeralda…

Dziewczyna niewinna
subtelna jak woalka koloru bieli
To ona pani z naprzeciwka
tajemnicza z różą we włosach
Kobieta kot przemykająca nocą
między domami

Muza piękność błękitu szafiru i złota
Nieodgadniona, wyśniona
Esmeralda…

 

Mgła poranna

Rozlana mlekiem po polach osiadła
w kanwie życiowych zdarzeń
Wyleguje się niczym kot na parapecie
Powłóczystą woalką wystrojona od rana
Skostniała, wynurzona z popiołów ulicznych i gestów…

Ciszy szeptem otulona
połamana hałasem wstającego dnia
Niewinna dziecina z zimnymi stopami
boska tancerka w krótkiej spódnicy…
Mgła poranna…

Nadzieja na poprawę

Powyginane szprychy
w kołach twojego bicykla
Dętki bez powietrza
Uszło życie…

Jesteś kopią swojej matki
przekalkowaną, odbitą na ksero
Zdruzgotaną…

Odjadę w nadziei na poprawę
Poszukam wody i siły

Nie ruszam nogami i ręce opadły
To boli tyle razy
I nie ma usprawiedliwienia…

Nigdy nie…

Nigdy nie wiedziałam, że jesteś jawnie ukryty
za liśćmi, paprociami codzienności…za przywołaniem…
Skryty za parasolem przed szarością i obłudą
W cieniu drzewa, w schowku na zrozumienie
Nigdy nie wiedziałam, że czekasz na spotkanie
tęskniący
głęboko od serca. Nie wiedziałam…
Nie wiedziałam, że czas będzie naszym drogowskazem
do szczęścia i przeznaczenia
Czekam…

Skip to content