Poezja Mirosławy Stojak

Esmeralda

Jest fantazją ułudą marzeniem
Jest pragnieniem ugaszanym tęsknotą
Esmeralda…

Dziewczyna niewinna
subtelna jak woalka koloru bieli
To ona pani z naprzeciwka
tajemnicza z różą we włosach
Kobieta kot przemykająca nocą
między domami

Muza piękność błękitu szafiru i złota
Nieodgadniona, wyśniona
Esmeralda…

Mgła poranna

Rozlana mlekiem po polach osiadła
w kanwie życiowych zdarzeń
Wyleguje się niczym kot na parapecie
Powłóczystą woalką wystrojona od rana
Skostniała, wynurzona z popiołów ulicznych i gestów…

Ciszy szeptem otulona
połamana hałasem wstającego dnia
Niewinna dziecina z zimnymi stopami
boska tancerka w krótkiej spódnicy…
Mgła poranna…

Nadzieja na poprawę

Powyginane szprychy
w kołach twojego bicykla
Dętki bez powietrza
Uszło życie…

Jesteś kopią swojej matki
przekalkowaną, odbitą na ksero
Zdruzgotaną…

Odjadę w nadziei na poprawę
Poszukam wody i siły

Nie ruszam nogami i ręce opadły
To boli tyle razy
I nie ma usprawiedliwienia…

Nigdy nie…

Nigdy nie wiedziałam, że jesteś jawnie ukryty
za liśćmi, paprociami codzienności…za przywołaniem…
Skryty za parasolem przed szarością i obłudą
W cieniu drzewa, w schowku na zrozumienie
Nigdy nie wiedziałam, że czekasz na spotkanie
tęskniący
głęboko od serca. Nie wiedziałam…
Nie wiedziałam, że czas będzie naszym drogowskazem
do szczęścia i przeznaczenia
Czekam…