11/2024
Dark Jazz Cafe
w Dark Jazz Cafe –
Tępy dźwięk saksofonu
Rozpoczyna leniwą frazę
A melancholia powietrza
Zamgławia moje oczy
Czarne strumienie dźwięku
Ranią ale dają ukojenie
Zapach kawy wybudza lęk
Przed końcem smutnej melodii
Kelnerka w czarnym koku
Niesie na tacy minorowe nuty zwątpienia
Kocham je –
Są bliskie podziurawionej duszy
Przechylam filiżankę mrocznego jazzu
I przełykam dźwięki apatii
Smakują bez cukru – doskonale
Odstawiam szkło i wychodzę
– z Dark Jazz Cafe
Niepewność
Zamazuje się Prawda
Szukam jej na monitorze
Ile to razy skalpel Manipulacji
Wyciął gen szczerości
Moje oczy otępiałe
Nie rozróżniają intensywnych barw
Od bladych kopii fałszu
Jak stąd uciec Dokąd
Czy naprawdę to twój głos
W słuchawce telefonu
Powietrze jest jeszcze faktem
Czy może cyfrową fatamorganą
Duszę się – może to tylko program
Może nas tu nie ma – są hologramy
Może to nie ja i nie mam pewności
Czy nasz pocałunek nie miał kodu
Tam gdzie gaśnie muzyka (we mnie)
Niewiedza jest moją domeną
Dominantą jest stres
Krzyżyk podwyższa nastroje
Nastroję się jak tylko chcesz
Przeciętność jest refrenem
Bez melodii pustą gamą
Codziennością zwrotka płynie
Plączą się moje pięciolinie
Odczuwam tylko bemole
I przybliża się mój kres
W oktawie niedzieli palmowej
Słyszę dysonansową śmierć
Nie trzeba mi
Leniwe lewitowanie tramwajem
sprawia przyjemność
A refleksyjne spojrzenie na
gotyckie mury onieśmiela
Twarze ludzi zamyślone
Odpoczywają w bezruchu
Chroniąc się przed upałem
Sączą klimatyzację z trakcji
Nie trzeba adrenalinowych odysei
Wysokogórskich wejść na szczyt oceanu
Aby poczuć że się oddycha
Szczęściem