Poezja Anny Marszewskiej

W drodze

Wychodzę z czasu…
Tańcem błędnego ognika
kalendarze lat przekładam.
Przemierzam daty zmarszczkami gniazd
w posiwiałych źdźbłach kartek,
budząc niepokój śniących ptaków.

Zasłaniam dziury w sumieniu.
Przytulam blizny minionych zdarzeń,
co znowu bolą osadem matowym…
szeroko tak… bezbrzeżnie.

Tęsknotą dotykam myśli.
Latem na ustach wciągam ich zapach.
Trącając nuty składam frazę
chcąc oddać wszystko, co mieszczę.
Pieśnią szamanki zaklinam
spłowiałe wonie, dźwięki, kolory.

To czego szukam ma imię… Życie.  
Co trwa… Oddycha wszystkimi zmysłami.
Brzęczy, jak iskry w jasności ogniska
uwodząc nową kartą kalendarza.

Zrównane szale

zakończona rozmowa ze Steinbeckiem
kładzie na otwartych stronach milczące przerażenie  
ścinkami niestrawionych myśli
rozsypuje niepokoje
niech nie zalegają w sumieniu

przyjaźń i litość
nieposegregowane oczekują
w kontenerach niezrozumienia

niespełnione obietnice
w szczelnie zamkniętych słojach  
stoją na półkach w nieistniejącej farmie

teraz można pociągnąć spust
czyż nie dobija się koni?
i tak zatańczą po śmierć
nikomu niepotrzebne

śmierć myszy – śmierć człowieka
zrównane szale…
gaśnie najważniejsze

Bez żalu

weszła
usiadła obok
bezpowiekie oko zatopiła w cierpieniu
z ufnością podałeś dłoń
na poduszce 
w kostkę złożony ostatni oddech ulgi
bez żalu…
jeszcze tylko garść ziemi