fbpx
Zaznacz stronę

Poezja Beaty Poczwardowskiej

05/2021

 

***

Wczoraj życie ożyło myślą
Zawirowało z podmuchem oddechu
Przysiadło uczuciami na rozdrożu czasu

Wiatr obudził skrzydła do lotu
Nie umieram – jestem w sercu

Kocham
Cała spowita bielą
Cała osnuta mrokiem
Kocham

Gdy jestem w sercu widzę oddech
– w tańcu

 

***

pierwsze jest zawsze powietrze
otwiera i zamyka
rozkoszuje albo mdli

zmysły poruszają mnie
i one odchodzą ostatnie
znikają bezdechem

najpierw dostrzegam ruch
w cieniu ukryty zamysłem
pojawia się w kadrze narracji

słowo nazywa znaczenie
materializuje się we wszystkim
gmatwa i rozjaśnia fabułę

staję się mozaiką spojrzeń
wizualizacją wyobraźni
prawdy nikt nie chce

z planu wyłaniam się migawką
pragnienia zjawiają się nagle
i wszystko zmieniają

 

***

Jak dalej – kiedy zabrakło sił
na słowa a gesty oniemiały
i krok twój zastygł w spojrzeniu

Powiedz – jak ma serce oddychać
kiedy krztusi się własną krwią
ściśnięte w garści pożegnania

Jak – bez ciebie na wyciągnięcie dłoni
w tym zapatrzeniu ostatnim
i w poszumie twojego oddechu

04/2021

 

***
Jak opowiedzieć ci ten moment – gdy znikam
Pamiętam wtedy inne zdarzenia
I strachu nie czuję. Jasność i cisza nanizują mnie
– wplatają koralami w makramę. Zawieszona
pomiędzy tam a tutaj – czuję jedność
I nic więcej ani mniej

Jak opowiedzieć ci ten moment – gdy wracam
Pamiętam wtedy inne zdarzenia
I czuję niepokój w nas – zacienia spojrzenia
– nie wiesz co czujesz i ja nie wiem. Zawieszona
w perspektywie bez horyzontu jestem.
I jest za dużo – mnie i ciebie

Odchodzę i jestem wtedy najbliżej – gdy milczę
Niczego nie pamiętam i nie pragnę
Oddycham bez potrzeby pragnienia
– miłością rozplatam więzy. Uwolniona
jestem wszędzie – poza czasem – kocham nas.
I nic więcej ani mniej

 

***
Jestem najpiękniej – gdy mnie nie ma.
Jestem wyobrażeniem. Marzeniem i spełnieniem.
Wtedy – gdy mnie nie ma – możliwe jest wszystko
i nic.

Jestem najpiękniej – gdy jestem możliwością.
Jestem wszystkim i mogę być kim chcę.
Wtedy – gdy jestem możliwością – staje się nieskończoność
i kropla.

Jestem najpiękniej poza czasem
– nieustannie

 

***
Kochanie,
straconych chwil u mnie dostatek,
a tych, które nie nadejdą – najwięcej.

I tylko spotykam się z wiatrem
pomiędzy źdźbłami trawy –
zatrzymuję czas nam odebrany.

Rosa płacze za mnie – najpiękniej o świcie –
gdy staję się powiewem, a on mną.

Kochanie,
chwile niestracone w mig policzyłam
– w każdej jesteśmy oddechem.

Oddychaj więc – proszę – oddychaj

 

***
Fabuła jest przed nami ukryta.
A może w ogóle nie jest napisana.
Otwieram oczy i czuję oddech serca.
Myśli nieuświadomione.
Z automatu lub z wysiłkiem zaczynam.
Życie tworzę sobą, nami, Bogiem.

Fakty. Manipulacje. Iluzje.

Fabuła się przed nami otwiera.
W ostatnim spojrzeniu.
W zatrzymanym dotyku.
W marzeniu.
W utracie nadziei.
W niedokończeniu.

Fakty. Manipulacje. Iluzje.

Fabuła zapętla się w zdarzeniu.
Punktem kulminacyjnym.
Zostaję w tobie. (Nie)Napisana.

 

03/2021

*

Przychodzisz spóźniony o całe życie
Ledwie poznałeś a już pocałunki ślesz
A to za wcześnie i za późno jest także
Bo mnie już tu nie ma. To tylko mój cień
Nie nadąża za mną. Ociąga się może nawet Czeka
Spragniony ust i wyznań pośpiesznych ulotnych
Od dawna mam inne pragnienia
I innych pocałunków mi trzeba
Nie ust i dłoni ale zapatrzenia
I teraz w oku twoim kroplą błękitu
Cichutko spoglądam i opowieść maluję
nie naszą

*

Nie pytasz co u mnie ani ja nie pytam.
Czy zmieniło się coś może albo nic.
Dziś znów przemierzam czas.
Nic nie zatrzyma mnie i nie przyspieszy.
Nie sprawi że zniknę gdyż to trwa i jest .
A sny – snami nie są. Możliwościami suną w nas.

Ominąwszy to – zostań dłońmi i ustami. Zapatrzeniem
serca. Bądź. Tak właśnie. Trwaj. We mnie.

Nie pytam o ciebie. Ani ty o mnie. Nie rozpytuję o nas.
Na bazarze nie poszukuję słów modnych i miękkich.
Umykam z czasu.  Nie jestem snem.
Wszędzie znajdziesz mnie i nigdzie nie ukryjesz.
Nie znikniesz – Wibrujesz i rozprzestrzeniasz się.
Pomiędzy tu i tam. Światło zadrży. A czas zapomni że jest.

Ominąwszy to – zostańmy zapatrzeniem. Zauroczeni
Omijamy czas

*

Piszę wiersze i czytam w wyobraźni.
Myśli snuję wokół twoich spojrzeń
–  niezatrzymanych

Wiersz oddycha mną. Rozkwita i podziwia sen
Uczucia malują nasz portret
– niedokończony

Zatrzymuje mnie cisza.
Gra koncert – w Międzyczasie
wiersze tworzą nas

02/2020

Budzi mnie zaduma snu. Jego wątpliwości
snujące się pajęczyną po kątach myśli. Witrażem
patrzą we mnie. Dotykają przeczuciem zdarzeń
i intuicją.
Budzi mnie przestrzeń  sunąca liniami czasu
w równoległościach. On  tańczy z poczuciem względności
w rytmach samby.  Zostawia w przedsionku snu niepokój
i strach.
Budzę sen.  Realnieje w oczach i rośnie. Okala gwiazdy
możliwościami. Czaruję rzeczywistość i tworzę nową.
Sprawczością  myśli tkam promień wyborów
i niepewność.
Jest noc. Śpisz i nie wiesz o mnie – śnisz.

***

Sen wyśnił mnie. Wyciągnął z mroku. Uczynił realną i sensualną.
Wsunął pod swoje powieki spostrzeżeń kompleksowych. Doświadcza mnie,
więc jestem jego empirią. Spiritus movens istnienia. Źródłem wiedzy.
Nie spodziewał się mojej zalotności. I uwiodłam go.
W zakątku nie – przyzwoitości  i a – logiczności. Jestem nie –
zmącona  jego światem .

***

Zapatrzyłam się w miasto oddechem Dotykam pulsu
Spojrzenia wiatru się czepiam Zanurzam się w impresji
Myśl czujna  w horyzoncie drży Ukryta
Ariadna z ulic nić uprzędła na kołowrotku pragnień
I wręczyła mi naręczem Ufność  i odwagę
Przechodzisz Mijasz Zostajesz We mnie Tkasz czas
Wiatr wianki z niezapominajek zaplata i czeka
Na przystanku podmiejskim zaplątany w sukni

Zapatrzyłam się oddechem W dotyku wiatru
Ekspresja otwiera bramy miasta nurtem  o – powieści

___

01/2020

kiedy mnie skoszą
to i tak będę
bo w sercu jestem kotem
chadzającym własnymi ścieżkami

cichcem przyjdę do ciebie
i zobaczysz mnie w oknie
w zieleni spojrzeń
niezatrzymanych

***

Rzucam się w każdą chwilę –
łapczywie, zachłannie. Bez umiaru.
Umieram ze śmiechu.

– Taka forma samobójstwa.

I tak na wszelki wypadek –
uwierzę w skrawek nieba.
Zmaterializuję wieczność.

***

Wczoraj długo wpatrywałam się w lustro – Taka odmieniona jestem.
Rozglądałam się w sobie z ciekawością.

Inne serce. I oddech głęboki.
Lekko zaczynam dzień.
Z nadzieją kochanki przekraczam noc.

Nie piszę już do ciebie, bo chłonę chwile.
I czasu paradoksalnie mam teraz mniej.
Ale ty pisz do mnie – bo jestem twoją Kolombiną.

Rozglądam się w sobie i widzę – wszystko mija.
I ja przemijam też. Taka zmieniona jestem, gdy wracam.
Rozliczam się z przyszłością – a ona spłoszona

– umyka przede mną.

***

O miłości pisać już nie będę.
Niech ona napisze o mnie.

O kochaniu.
I o umieraniu z tęsknoty do mnie.

Może wtedy zostanę –
Wierszem – na wietrze.

Skip to content