fbpx
Zaznacz stronę

Poezja Beaty Poczwardowskiej

03/2021

*

Przychodzisz spóźniony o całe życie
Ledwie poznałeś a już pocałunki ślesz
A to za wcześnie i za późno jest także
Bo mnie już tu nie ma. To tylko mój cień
Nie nadąża za mną. Ociąga się może nawet Czeka
Spragniony ust i wyznań pośpiesznych ulotnych
Od dawna mam inne pragnienia
I innych pocałunków mi trzeba
Nie ust i dłoni ale zapatrzenia
I teraz w oku twoim kroplą błękitu
Cichutko spoglądam i opowieść maluję 
nie naszą

*

Nie pytasz co u mnie ani ja nie pytam.
Czy zmieniło się coś może albo nic.
Dziś znów przemierzam czas.
Nic nie zatrzyma mnie i nie przyspieszy.
Nie sprawi że zniknę gdyż to trwa i jest .
A sny – snami nie są. Możliwościami suną w nas.

Ominąwszy to – zostań dłońmi i ustami. Zapatrzeniem 
serca. Bądź. Tak właśnie. Trwaj. We mnie. 

Nie pytam o ciebie. Ani ty o mnie. Nie rozpytuję o nas.
Na bazarze nie poszukuję słów modnych i miękkich.
Umykam z czasu.  Nie jestem snem. 
Wszędzie znajdziesz mnie i nigdzie nie ukryjesz.
Nie znikniesz – Wibrujesz i rozprzestrzeniasz się. 
Pomiędzy tu i tam. Światło zadrży. A czas zapomni że jest. 

Ominąwszy to – zostańmy zapatrzeniem. Zauroczeni
Omijamy czas

*

Piszę wiersze i czytam w wyobraźni. 
Myśli snuję wokół twoich spojrzeń 
–  niezatrzymanych

Wiersz oddycha mną. Rozkwita i podziwia sen 
Uczucia malują nasz portret
– niedokończony

Zatrzymuje mnie cisza. 
Gra koncert – w Międzyczasie
wiersze tworzą nas  

02/2020

Budzi mnie zaduma snu. Jego wątpliwości 
snujące się pajęczyną po kątach myśli. Witrażem 
patrzą we mnie. Dotykają przeczuciem zdarzeń 
i intuicją. 
Budzi mnie przestrzeń  sunąca liniami czasu 
w równoległościach. On  tańczy z poczuciem względności  
w rytmach samby.  Zostawia w przedsionku snu niepokój
i strach. 
Budzę sen.  Realnieje w oczach i rośnie. Okala gwiazdy
możliwościami. Czaruję rzeczywistość i tworzę nową.
Sprawczością  myśli tkam promień wyborów
i niepewność.
Jest noc. Śpisz i nie wiesz o mnie – śnisz.

***

Sen wyśnił mnie. Wyciągnął z mroku. Uczynił realną i sensualną.
Wsunął pod swoje powieki spostrzeżeń kompleksowych. Doświadcza mnie,
więc jestem jego empirią. Spiritus movens istnienia. Źródłem wiedzy.
Nie spodziewał się mojej zalotności. I uwiodłam go.
W zakątku nie – przyzwoitości  i a – logiczności. Jestem nie –
zmącona  jego światem .

***

Zapatrzyłam się w miasto oddechem Dotykam pulsu
Spojrzenia wiatru się czepiam Zanurzam się w impresji
Myśl czujna  w horyzoncie drży Ukryta
Ariadna z ulic nić uprzędła na kołowrotku pragnień
I wręczyła mi naręczem Ufność  i odwagę
Przechodzisz Mijasz Zostajesz We mnie Tkasz czas  
Wiatr wianki z niezapominajek zaplata i czeka 
Na przystanku podmiejskim zaplątany w sukni 

Zapatrzyłam się oddechem W dotyku wiatru
Ekspresja otwiera bramy miasta nurtem  o – powieści 

___

01/2020

kiedy mnie skoszą
to i tak będę
bo w sercu jestem kotem
chadzającym własnymi ścieżkami

cichcem przyjdę do ciebie
i zobaczysz mnie w oknie
w zieleni spojrzeń
niezatrzymanych

***

Rzucam się w każdą chwilę – 
łapczywie, zachłannie. Bez umiaru. 
Umieram ze śmiechu. 

– Taka forma samobójstwa. 

I tak na wszelki wypadek – 
uwierzę w skrawek nieba.
Zmaterializuję wieczność. 

***

Wczoraj długo wpatrywałam się w lustro – Taka odmieniona jestem.
Rozglądałam się w sobie z ciekawością.

Inne serce. I oddech głęboki.
Lekko zaczynam dzień.
Z nadzieją kochanki przekraczam noc.

Nie piszę już do ciebie, bo chłonę chwile.
I czasu paradoksalnie mam teraz mniej.
Ale ty pisz do mnie – bo jestem twoją Kolombiną.

Rozglądam się w sobie i widzę – wszystko mija.
I ja przemijam też. Taka zmieniona jestem, gdy wracam.
Rozliczam się z przyszłością – a ona spłoszona

– umyka przede mną.

***

O miłości pisać już nie będę.
Niech ona napisze o mnie.

O kochaniu.
I o umieraniu z tęsknoty do mnie.

Może wtedy zostanę –
Wierszem – na wietrze.

Skip to content