fbpx

Poezja Beaty Poczwardowskiej

02/2020

Budzi mnie zaduma snu. Jego wątpliwości 
snujące się pajęczyną po kątach myśli. Witrażem 
patrzą we mnie. Dotykają przeczuciem zdarzeń 
i intuicją. 
Budzi mnie przestrzeń  sunąca liniami czasu 
w równoległościach. On  tańczy z poczuciem względności  
w rytmach samby.  Zostawia w przedsionku snu niepokój
i strach. 
Budzę sen.  Realnieje w oczach i rośnie. Okala gwiazdy
możliwościami. Czaruję rzeczywistość i tworzę nową.
Sprawczością  myśli tkam promień wyborów
i niepewność.
Jest noc. Śpisz i nie wiesz o mnie – śnisz.

***

Sen wyśnił mnie. Wyciągnął z mroku. Uczynił realną i sensualną.
Wsunął pod swoje powieki spostrzeżeń kompleksowych. Doświadcza mnie,
więc jestem jego empirią. Spiritus movens istnienia. Źródłem wiedzy.
Nie spodziewał się mojej zalotności. I uwiodłam go.
W zakątku nie – przyzwoitości  i a – logiczności. Jestem nie –
zmącona  jego światem .

***

Zapatrzyłam się w miasto oddechem Dotykam pulsu
Spojrzenia wiatru się czepiam Zanurzam się w impresji
Myśl czujna  w horyzoncie drży Ukryta
Ariadna z ulic nić uprzędła na kołowrotku pragnień
I wręczyła mi naręczem Ufność  i odwagę
Przechodzisz Mijasz Zostajesz We mnie Tkasz czas  
Wiatr wianki z niezapominajek zaplata i czeka 
Na przystanku podmiejskim zaplątany w sukni 

Zapatrzyłam się oddechem W dotyku wiatru
Ekspresja otwiera bramy miasta nurtem  o – powieści 

___

01/2020

kiedy mnie skoszą
to i tak będę
bo w sercu jestem kotem
chadzającym własnymi ścieżkami

cichcem przyjdę do ciebie
i zobaczysz mnie w oknie
w zieleni spojrzeń
niezatrzymanych

***

Rzucam się w każdą chwilę – 
łapczywie, zachłannie. Bez umiaru. 
Umieram ze śmiechu. 

– Taka forma samobójstwa. 

I tak na wszelki wypadek – 
uwierzę w skrawek nieba.
Zmaterializuję wieczność. 

***

Wczoraj długo wpatrywałam się w lustro – Taka odmieniona jestem.
Rozglądałam się w sobie z ciekawością.

Inne serce. I oddech głęboki.
Lekko zaczynam dzień.
Z nadzieją kochanki przekraczam noc.

Nie piszę już do ciebie, bo chłonę chwile.
I czasu paradoksalnie mam teraz mniej.
Ale ty pisz do mnie – bo jestem twoją Kolombiną.

Rozglądam się w sobie i widzę – wszystko mija.
I ja przemijam też. Taka zmieniona jestem, gdy wracam.
Rozliczam się z przyszłością – a ona spłoszona

– umyka przede mną.

***

O miłości pisać już nie będę.
Niech ona napisze o mnie.

O kochaniu.
I o umieraniu z tęsknoty do mnie.

Może wtedy zostanę –
Wierszem – na wietrze.