Poezja Beaty Poczwardowskiej

kiedy mnie skoszą
to i tak będę
bo w sercu jestem kotem
chadzającym własnymi ścieżkami

cichcem przyjdę do ciebie
i zobaczysz mnie w oknie
w zieleni spojrzeń
niezatrzymanych

***

Rzucam się w każdą chwilę – 
łapczywie, zachłannie. Bez umiaru. 
Umieram ze śmiechu. 

– Taka forma samobójstwa. 

I tak na wszelki wypadek – 
uwierzę w skrawek nieba.
Zmaterializuję wieczność. 

***

Wczoraj długo wpatrywałam się w lustro – Taka odmieniona jestem.
Rozglądałam się w sobie z ciekawością.

Inne serce. I oddech głęboki.
Lekko zaczynam dzień.
Z nadzieją kochanki przekraczam noc.

Nie piszę już do ciebie, bo chłonę chwile.
I czasu paradoksalnie mam teraz mniej.
Ale ty pisz do mnie – bo jestem twoją Kolombiną.

Rozglądam się w sobie i widzę – wszystko mija.
I ja przemijam też. Taka zmieniona jestem, gdy wracam.
Rozliczam się z przyszłością – a ona spłoszona

– umyka przede mną.

***

O miłości pisać już nie będę.
Niech ona napisze o mnie.

O kochaniu.
I o umieraniu z tęsknoty do mnie.

Może wtedy zostanę –
Wierszem – na wietrze.