+48 736-84-84-44

Lucyna Bełtowska

11/2024

nemo sine culpa[1]

na najwyższej gałęzi urodziłam owoc

podobno gorzki

 

z niegdysiejszych wzlotów i uniesień

pozostało uniesienie brwi

 

wzruszam ramionami

w lustro spoglądam tylko gospodarczo 

i  nie jestem zdziwiona kiedy przyczajony za ramą

smuteczek wystawia środkowy palec

 

odwdzięczam się tym samym

chociaż wiem że już odpuściłam

 

nie antyszambruję w przedpokojach

możnych i mogących

jak trawa

najlepiej czuję się na łące

 wyściełane krzesła mnie nie kuszą

 

kiedy pod powiekami bledną

ślady rozkołysania nocy pachnących

naszym bezgrzechem

odchodzę

 

nieprzekonana

 

 

 Palimpsest

 

czyli luźne nawiązanie do „Zasad filozofii” Georga W.F. Hegla

 

szumy w tle są ważne

mimo że zamazane nie pozwalają zapomnieć

niewiele znaczą pokrywające je runy nie sięgają

sekretu

 

trzeba położyć szare na szare by uzyskać

wyrazistość  kiedy sowa Minerwy wyleci o zmierzchu

wszystko stanie się jasne

czy dlatego nawet myśl jest tylko ciemnofioletowym

cieniem rysującym krakelury wybrzmiałych

wspomnień

 

we wnętrzu jeszcze ciepłej dłoni układam niedopasowane

puzzle pamięci rozsypane paciorki

zbędnych słów skarżą się

żałośnie

 

próbuję pozbierać nie kalecząc przyszłych marzeń

bezszelestnie upadających czarno-białymi snami

kiedy chłód prześcieradła kładzie się cieniem

na powiekach

znikam

 

chłonąc ostatnie ślady

czułości

 

wróżenie ze starych fotografii

 

w mieście cichego poranka

gdzie kolor błękitny jest symbolem oddalenia

ulica urwana chciałaby spotykać się z ulicą wspólną

przechodnie nie podnosząc oczu blakną

kiedy ból stacza (zwycięską) walkę z rozumem

więc nie dziw się że uciekam

chociaż w bagażu mam jeszcze tyle miejsc

do wypełnienia

 

podobno pustka jest dobra

nie rdzewieje

i ma odcień twoich oczu

 

 

Scherzo ma non troppo,  czyli sonet muzyczny

 

Nie namawiaj na miłość w tonacji durowej

na lśniącej politurze, chłodnej i bez rysy.

Głos podnosisz i rękę. We mnie cisza krzyczy,

kiedy ćwiczysz ten akord, który dudni w głowie,

 

a nocą pachnie piżmem. Nie dręcz klawiatury,

moich nut nie przyśpieszysz, więc graj piano, piano 

−  jej ciepło, biel i gładkość − całe moje wiano.

W tej tonacji molowej, nie podrap mi skóry,

 

Zgubiona w dźwięków ciżbie, rezonuję tonem

fałszywego odprysku, półnutą zdziwienia.

Na kimś innym ćwicz solfeż. Ciszej kamertonie

 

wyznaczniku nieczuły. A ty nuty zmieniasz,

choć krąg kwintowy zgodny, klawiatura milczy.

Zły instrument wybrałeś. Apetyt mam wilczy.

 

[1] Nikt nie jest bez winy

Przejdź do treści