Migawki z drogi (fragment)

Sztuka otrzymała wyróżnienie w konkursie „Kogo porywa Europa?”

V.

PAULINA: Kiedy byłam u Agaty i Marka, zrozumiałam, że można sięgać dalej, że migracja to pewien rodzaj drogi. Sposób na poznanie świata, odnajdywanie się w nieznanym. Każde miasto, wieś, dom ma coś do zaoferowania – niepowtarzalny klimat, swoisty dar nie do podrobienia. A im więcej różnych miejsc w twoim życiu, w tobie, tym większe masz odniesienie, szerszy punkt widzenia.

VII.

PAULINA: Najtrudniej było oswoić się z mnogością otaczających ras. Biali, żółci, brązowi, mniej czarni, bardziej czarni, czerwoni, oliwkowi, wszystkie możliwe odcienie skóry. I wszyscy ci różnokolorowi ludzie na jednej ulicy, jakby byli nierozerwalnym elementem samoczynnie napędzającej się fali.

Pauza.

PAULINA: I chyba jeszcze… muzułmańskie kobiety. Tak, te kobiety w hidżabach otoczone wianuszkiem od kilku do kilkunastu dzieciaków w wieku szkolnym. Tak samo przykuwające uwagę, jak Żydzi w jarmułkach i kapeluszach przemykający cicho, jak cienie między budynkami Stamford

Hill.

Pauza.

PAULINA: Ścieranie, przeplatanie, formowanie. Styk nowoczesności i dawnych, głęboko zakorzenionych w ludziach tradycji. Dwie cywilizacje tworzące jeden świat. Szklane biurowce, Big Ben, 408 kilometrów, 12 linii i 275 stacji metra, słynne muzea i galerie sztuki, najdroższe hotele, Tower Bridge, europejskie centrum biznesu. Luksus i sukces. A na drugim biegunie… ludzie z ich nadziejami na lepsze życie, ich klęski i wstyd, parki i zaułki pełne przegranych, underground. Londyn – turbina Zjednoczonego Królestwa, zlepek kontrastów, południk zero.

VIII (fragmenty)


PAULINA: Początkowo Londyn mnie przytłoczył…
AGATA: Nie brzmi dobrze.
PAULINA: Tak, wiem, ale z każdym kolejnym dniem było coraz lepiej. AGATA: Co było najtrudniejsze?

PAULINA: Tak z ludzkiego punktu widzenia, wydaje mi się, że pokonanie bariery… nawet nie bardzo wiem, jak to nazwać.

AGATA: Spróbuj.

PAULINA: Więc… wiesz to dziwne… nie jestem rasistką, czy też osobą jakoś szczególnie uprzedzoną, ale brak obycia z innymi kulturami przez kilka pierwszych dni dosłownie mnie paraliżował. Może to zabrzmi śmiesznie… ale ten wyjazd… patrząc tak z perspektywy, był niezłą lekcją tolerancji.

AGATA: Przeprowadzoną wprost na żywej tkance. PAULINA: Dokładnie.
Śmiech.

PAULINA: To o czym dotychczas czytałam w podręcznikach z WoS-u, przybrało rzeczywiste kształty. To naprawdę się dzieje, i to tuż obok, po sąsiedzku. Rewolucja kulturowa to nie są tylko czcze słowa. Londyn zaczyna przypominać Stany, te większe metropolie. Tak myślę. I wiesz co jest w tym najciekawsze?

AGATA: Co?

PAULINA: Z jednej strony korzenie kultury europejskiej zostają bezpowrotnie naruszane, coś mija, zaś z drugiej, doświadczasz tam meritum całej tej przemiany, powstawania czegoś nowego.

AGATA: Jak tak cię słucham, to dochodzę do wniosku, że wystarczy pojechać do Londynu, by zobaczyć większą część świata.

PAULINA: Coś w tym jest.

Pauza.

PAULINA: Wiesz co jest najdziwniejsze? Świat jest taki różny, co doskonale tam, w Londynie widać. Tyle odmienności, kolorów i ludzi. Tyle koegzystujących ze sobą rzeczy pozornie sprzecznych. W jednym miejscu tyle kawałków świata z najodleglejszych stron. Krótko mówiąc, tyle mnogości. A jednak w tym wszystkim jest jakaś niezaprzeczalna spójność. Pewna doskonale funkcjonująca pełnia. Mało tego, wbrew tym wszystkim podziałom, wielości i przeciwieństwom okazuje się, że wszyscy jesteśmy podobni. Nieszablonowi. Patrzymy na świat przez pryzmat osobistych doświadczeń, a nie środowisk z których się wywodzimy.

AGATA: Racja, ale tego mogłaś się dowiedzieć bez wyjeżdżania z kraju.

PAULINA: Trudno się z tobą nie zgodzić. Poza jednym aspektem – tutaj istnieje bardzo ograniczona możliwość bezpośredniego obcowania z inną kulturą i ludźmi w tak szerokim rozmiarze jak tam. Automatycznie masz znikomą szansę poznania ich toku rozumowania, czy powodów nie zawsze zrozumiałego dla nas postępowania. Wyobraź sobie… na jednym z przyjęć,

zaczepił mnie Hindus i zapytał skąd jestem. Powiedziałam z Polski, a on: „Rzeczywiście, przecież to widać, jesteś taka uśmiechnięta”. Nie minęła godzina, gdy inny gość, też Hindus, zapytał mnie skąd pochodzę. Powiedziałam z Polski, a on na to: „Niemożliwe, jesteś taka uśmiechnięta”.

IX (fragmenty)

Na cmentarzu, nad grobem rodziców.

AGATA: Myślałam o tym, co wczoraj powiedziałaś – że chcesz tam znowu wrócić.

Pauza.

AGATA: Bo widzisz… podróżować można do miejsc, ludzi i samego siebie. I uciec można od miejsc i ludzi. Od samego siebie się nie da.

PAULINA: W ogóle się nie da. Przecież uciekając od miejsc, czy ludzi i tak prędzej czy później trafisz do kolejnych. Lepiej więc podróżować.

AGATA: Jeśli trafiasz w to samo miejsce, nie ma różnicy.

PAULINA: Jest. I to spora. Podróżując wybierasz świadomie. A dla mnie Londyn jest wręcz idealnym miejscem do życia.

AGATA: Miejscem do życia? Paula, chyba nie mówisz poważnie.

Paulina milczy.

AGATA: Chcesz powiedzieć, że w przyszłości zamierzasz opuścić swój kraj świadomie?

PAULINA: Wolałabym słowo emigrujesz.
AGATA: W strefie bez granic trudno mówić o emigracji. PAULINA: Agata… czepiasz się.
AGATA: Tak?! To czym według ciebie jest emigracja?

PAULINA: Najlepiej chyba ująć to tak – to wtedy, gdy w pewien już ukształtowany twór dorzucasz coś obcego. Hm… Albo gdy w obce wkładasz coś nowego, innego, coś od siebie, siebie.

AGATA: Inaczej mówiąc wieża Babel.

PAULINA: Podoba mi się to porównanie, ale to bardziej dokładanie cegły do ogólnego rozwoju. Bo przetrwa to, co dajemy wartościowego, zło zawsze szybko zostaje wyplute. Kiedy odmienne, a zarazem najlepsze cechy różnych nacji, mentalności, czy tradycji zaczną się wzajemnie przenikać, wówczas ludzie staną się bardziej świadomi.

Pauza.

PAULINA: I… tak teraz wpadło mi na myśl, emigracja jest kolebką otwartości i tolerancji.