SABAOTH – wybrane fragmenty.

Fragment pierwszy – język Rotenów(zapis)

‘’…Z językami znanych humanoidów od zawsze wiązała się jakaś pisownia, szereg znaków potrzebnych do pozawerbalnego komunikowania się wewnątrz danej społeczności; hieroglify Rotenów to nie trzy rodzaje znaków, jak chociażby w starożytnym Egipcie, ale tylko ideogramy(podobnie zresztą jak wciąż ‘’żyjące’’ wówczas ideogramy chińskie).

I tak na przykład uproszczona humanoidalna sylwetka z włócznią w piersi, początkowo malowana wyłącznie czerwonym tuszem, zawsze oznaczała śmierć; sam hieroglif zaś przedstawiano jako trzy połączone kreski (linia łamana i od góry pochylona w lewo) z kółkiem na szczycie kreski pierwszej symbolizującym głowę, następnie dodawano czwartą kreskę, równoległą do górnej, co z kolei miało przedstawiać wspomnianą włócznię.

Innym przykładem roteńskiego ideogramu była miłość; tym razem powyższe dwie linie łamane z głowami rysowano blisko siebie, łącząc je linią prostą przechodzącą poniżej głów(odległość między postaciami nie mogła być większa niż grubość linii), przy czym ideowe postacie musiały być nieco przesunięte w pionie, a wyżej usytuowana symbolizowała mężczyznę…’’

Fragment drugi – Leia (karawana do Genewy)

‘’…Kątem oka, zza pleców Maxa Leo zauważył, że jedna z bestii zmyślnie wytrąciła broń starszemu mężczyźnie i – jakby widząc lepszy cel – rzuciła się w kierunku rudowłosej dziewczyny w panice cofającej się w głąb obozu i ledwo

utrzymującej w drżących dłoniach wycelowany w drapieżnika pistolet; o jej życiu decydowały teraz sekundy…

Sam właściwie nie byłeś lepszy – pomyślał o sobie chłopak – choć przeżyłeś niejedno podobne spotkanie. I nieważne, czy nastąpiło tu zbyt szybkie szkolenie, czy sytuacja po prostu przerosła naturę ryzykanta. Na spekulacje nie ma teraz czasu!

Leo wykonał szybki przewrót przez bark, wymierzył we włochaty, kanciasty łeb szczerzący olbrzymie kły i strzelił, uwalniając karmazynowy śmiercionośny promień: flageparus zatrzymał się, spojrzał na Leo zamglonymi już agonią, pełnymi jednak jeszcze zimnej nienawiści żółtawymi ślepiami, a potem, jak w zwolnionym tempie, runął na lewy bok z rozprutą masywną czaszką. Ciemna krew buchnęła, parując, i wsiąkła w rudoczerwony piasek targany wzmagającym się wiatrem…’’

Fragment trzeci – mały enf (Wodny Świat)

‘’…Skoczyłem więc z wiarą w ubity, miejscami bardzo twardy, zlodowaciały śnieg – mówił chłopak z widocznym przejęciem – i czułem, że dzięki bożej pomocy prawie unoszę się nad ziemią, spiesząc ku skale, gdzie drobne dłonie małego enf słabły z każdą sekundą. Z pomocą ruszyli także inni, ale widocznie to ja miałem znaleźć się na miejscu jako pierwszy, bo niczym we śnie pokonałem zaspy sięgające miejscami do pasa, jakby zza ściany słysząc głos tłumu, który wołał: Muli! Muli!, co oznaczało goń albo biegnij i stanowiło również rodzaj cichego wyboru potencjalnego bohatera, a potem, już pod skałą, niemal machinalnie wyciągnąłem ramiona, by pochwycić spadającego na lód, pokrytego szarym futrem malca. Triumfalne okrzyki całego wachlarza zgromadzonych istot targnęły zimnym polarnym powietrzem – kontynuował podróżnik – a mama chłopca, wciąż roztrzęsiona, podbiegła do mnie, włochate dłonie złożyła niemal jak do modlitwy, spojrzała na mnie ze łzami w ciemnych oczach i zaczęła szeptać: Dziękuję, dziękuję… Wzruszyłem się – ciągnął chłopak – zwłaszcza na widok uśmiechu uratowanego malca, który nie bał się już, gdy postawiłem go obok na zlodowaciałym śniegu, i podał mi ciepłą drobną dłoń, a

potem wskazał na mnie różowawym, pokrytym futrem palcem i rzekł:

Przyjaciel…’’

Fragment czwarty – technologia (rot – ryby)

‘’…Pilotami tych maszyn były przeważnie rot –ryby zanurzone w opancerzonych, kulistych, specyficznych kokpitach, gdzie wykorzystywano między innymi nanomaszyny wielkości wirusa unoszące się z pilotem w wodzie, podłączone do jego mózgu i stanowiące ostatnie ogniwo w systemie przekazu informacji między sterówką a przedziałami pasażerskimi.

Jeśli chodzi o tubylców, to zaskoczył naszych podróżników recepcjonista, który siedział obok swej kuli, mając na sobie gumo podobny, wilgotny kombinezon; w drodze do hotelu bowiem ludzie widzieli rot- ryby jedynie we wspomnianych kulach unoszących się nad chodnikami, gdzie wykorzystywano między innymi urządzenia antygrawitacyjne oraz – podobnie jak wśród pilotów – bulion nanomaszyn wypełniający środowisko wodne wewnątrz kul…’’

Fragment piąty – Nad Ir (Sąd ostateczny)

‘’…Chociaż wokół kręciło się sporo rozmaitych istot – pewnie także turystów, być może podejmujących właśnie decyzję o odlocie z niebezpiecznego świata – Nad zrzucił kamuflaż i zaczął sięgać już po ciężki laser rentgenowski, kątem oka rejestrując, że to samo uczynił towarzyszący dziewczynie młody człowiek, który wypuścił ją z objęć, ale Nad zignorował go i widział już tylko znienawidzoną ziemską kobietę martwą.

Wtedy jednak dziewczyna odwróciła się od młodego człowieka i spojrzała na idącego ku niej Nada: jej jasne oczy płonęły wciąż nieopisanym szczęściem, zdawała się nieobecna, zupełnie nieświadoma grożącego jej niebezpieczeństwa, bo całkowicie pochłonięta swoim małym światem, chociaż w tamtej chwili nie patrzyła na swoją miłość.

Wszystko to działo się bardzo szybko. Ind zatrzymał się, jeszcze do końca nie rozumiejąc dlaczego, cofnął czerwonobrązową dłoń, która uchwyciła już schowany laser i trochę krzywo, niezdarnie uśmiechnął się do dziewczyny, po czym odwrócił się na pięcie i niczym ktoś sterowany odgórnie ruszył ku peryferiom miasta…’’

Fragment szósty – SABAOTH ( ostatnie walki w przestrzeni i Cienie Victorii)

‘’…Tym razem nie było typowej projekcji, ale polecenie zamknięcia oczu, co pilot uczynił niezwłocznie, nie bacząc na śmigające dookoła caro; dostrzegł wtedy bezgraniczny błękit niejako wypychający ponurą czerń, błękit zdający się żyć i ostatecznie triumfować.

Otworzył oczy: otaczała go nieskończona niebieskość, znikła kosmiczna próżnia upstrzona gwiazdami, znikł wrogi pancernik, a caro nie ostrzeliwały już eagle, ale zaczęły wycofywać się gdzieś w błękitną dal.

Najpierw na granicy słyszalności, potem coraz głośniej z niewidzialnej przestrzeni zaczęły wydobywać się i rozchodzić rozpaczliwe jęki, właściwie mieszanina rozpaczy podobna też do zwierzęcego przerażenia, można by rzec – krzyk osaczonych i zabijanych demonów opuszczających ciała swoich sług, ostatni głos buntowników, butnych istot, które w pełni uświadomiły sobie własną niższość wobec Przedwiecznego, zobaczyły ostateczny kres swoich planów i własnego istnienia…’’

Fragment siódmy – kapsuły(Nowe nadzieje)

‘’…Leo odpiął pasy i wypłynął powoli z kabiny, korzystając z tylnego włazu i będąc już w rodzaju niedużej ładowni, podpłynął do bocznego luku, który został już otwarty; sztywny, mocny rękaw wypełniony powietrzem łączył teraz patrolowiec z odnalezioną kapsułą, gdzieś w jego głębi sączyło się z niej słabe światło.

Leo przepłynął do kapsuły i… krzyknął z wrażenia: umocowana do jasnej ścianki leżała tam Dina, a pulsowanie lampek przyrządów medycznych otaczających kobietę świadczyło niezbicie, że psycholog z Syriusza wciąż żyje, chociaż podłużna rana na głowie dowodziła poważnego urazu.

– Ben! Pomóż mi! – krzyknął porucznik łamiącym się głosem, a potem ściągnął rękawicę, drżącą ręką dotknął ciepłego policzka Diny i podziękował Temu, Który Jest…’’

kwiecień 2020.