I.

Świt wsunął się w jej spojrzenie przez półprzymknięte oczy snu. Błyskiem pomknął i rozprzestrzenił się w niej. Pryzmat oczu rozszczepił światło i wniknął w myśli. Poczuła ciepło i pieszczotę. Spojrzała i otworzyła się na tą grę światła i odcieni barw. Piękno. Zobaczyła piękno. Zawirowało. Zefirem usta musnęło. Pocałunek zostawiło. Zadrżała. Rozejrzała się w ciszy i podeszła do okna. Wiatr na parapecie przysiadł i rozwiał zasłony. Świat spojrzał jej w oczy pierwszym brzaskiem nieba. Zachwycona otworzyła usta i on wniknął swoim oddechem w jej oddech. Poczuła puls serca. Ujrzała twarz. Swoją. Usłyszała myśli swoje. Poczuła ciało. I uśmiechnęła się do życia.

II.

Obudziła się jeszcze przed świtem. Sny niespokojne przysiadły na klatce piersiowej i utrudniały oddychanie. Oczy znieruchomiałe wpatrywały się w ciemność. Strach ściskał krtań. Cisza dzwoniła w uszach. W głowie huczało. Myśli uleciały. Nieporuszona leżała w mroku swoich snów. Niespodzianie poczuła oddech i dotyk ciepły, delikatny, czuły. Pocałunek na ustach przywrócił jej oddech. Pieszczota przegnała strach. Niespokojne sny pierzchły w swój własny mrok. Zobaczyła wpatrzone w nią oczy roziskrzone miłością, tęsknotą i pożądaniem. I nagle wszystko uległo zmianie. Płonęła niczym feniks popioły oddający przemianie. Roziskrzyła się pomiędzy pieszczotami i słowami uwielbienia. Jawa lepsza od snu – pomyślała. I przebudziła się.

VIII.

Pewnego dnia okazało się, że jest sama. Bez przyjaciół, kolegów, znajomych. Wszystko okazało się fikcją. Imaginacją. Żyła w ich świecie tylko wtedy, gdy okazywała się im potrzebna. Potem szybko zajmowali się sobą, a ją skreślali ze swojego życia. Wykorzystywali jej dobre serce, intelekt, bezinteresowną przyjaźń, lojalność, prawość, empatię, naiwność, wiarę w ludzi. Tego dnia gdy świat zawalił się, runął, umarł, nikt nie odebrał od niej telefonu, nikt nie oddzwonił. Czas płynął, nikt nie zauważył, że jej nie ma. Tej ciszy nikt nie usłyszał. Nikt nie zobaczył nieobecności. Do czasu. Wtedy, gdy poczuli jej brak okazało się, że zabili siebie własnym egoizmem.

IX.

Wieczór zaczął się zwyczajnie. W lokalu. Wino, wytworne dania. Muzyka w tle. Pojedynek na słowa. Artyści. Czy to wszystko teraz właśnie jest jej częścią… Ten pęd za poklaskiem, sławą, uwielbieniem… Te histeryczne tańce, zakrztuszenia, czkawki. Czołobicie i pokłony. Wyścig szczurów. Puściła wodze wyobraźni i zobaczyła ich węszących, poruszających wąsikami, strzygących nerwowo uszami, gryzących wszystko na drodze, po drodze i w drodze do swojego celu. Wielkiego tortu sławy i uwielbienia. I gdzie jest to wszystko? W kanale ściekowym. W zapyziałych piwnicach. Na zainfekowanych ulicach. Pijąc wino uwolniła cugle wyobraźni. Przejrzała lustro i swoją twarz szczura. Oniemiała obrazem. Obudziła się i umarła.