Profesor Marian Kamil Dziewanowski

I CZĘŚĆ POWIEŚCI

poświęcona Marianowi Kamilowi Dziewanowskiemu – polskiemu historykowi

JASTRZĘBIEC

„Drogi Zbyszku;

przyjmij proszę, moje wyrazy współczucia z powodu śmierci Dany, dzielnego żołnierza A.K. i dobrej patriotki.

Zmartwiła mnie wiadomość, że nie wybierasz się do Stanów. Miałem nadzieję, że poznam mego kuzyna osobiście.

Jeżeli nie uda Ci się zdobyć moich pamiętników, to polecam 2 ich fragmenty drukowane w <<Zeszytach Historycznych>>: <<Wybitni ludzie o jakich się otarłem>> (Piłsudski, Beck, Wieniawa, Hitler i Papież) oraz <<Jak szkolono oficerów kawalerii>>.

Mam do Ciebie następującą prośbę:

Mam 2 wnuków: Stefana i Aleksandra. Stefanowi ofiarowałem swój sygnet z Jastrzębcem i chciałem to samo zrobić dla młodszego. Tu bardzo trudno wyryć fachowo herb. Czy mógłbyś znaleźć takiego grawera w Londynie? Jeżeli często jeździsz do Polski, to można, to zrobić w kraju. Oczywiście, chodzi wyłącznie o tzw. „oczko” (z płytki stalowej). Używałem tylko uproszczonego jastrzębca, tzn. bez przyłbicy i bez labrów, jak ten (mały odręczny szkic herbu), to jest jastrząb trzymający w jednym pazurze podkowę z krzyżem oraz tarczę z tą samą podkową. Oczywiście należność ureguluję czekiem wystawionym w dolarach. Jeżeli nie jest to zbyt trudne dla Ciebie, zrób ten obstalunek, a będę Ci ogromnie wdzięczny. Chodzi mi o to, aby młodszy brat nie czuł się pokrzywdzony.

Dłoń Twą ściskam serdecznie. Ucałowania rączek dla Twej Pani.

                                                                                Twój Kamil.

PS. Na wszelki wypadek oto powiększony wzór herbu

(obok rysunek uproszczonego herbu Jastrzębie).”

List Marian Kamil Dziewanowski przesłał do swojego  kuzyna Zbigniewa Mieczkowskiego, zamieszkałego w Londynie – autora książki „Horyzonty wspomnień”. Mieczkowski to żołnierz zamieszkały na stałe w Anglii, pielęgnujący polskie tradycje poza granicami kraju.

Obaj – Kamil i Zbigniew są spadkobiercami rodów, których znakiem rozpoznawczym  jest „Jastrzębiec”. Panowie zdają sobie doskonale sprawę, jak ważna jest przeszłość nie tylko w życiu ich przodków, ale i w życiu całego narodu, do którego wszyscy należą.

Ich wspólne drogi rozeszły się… cóż, niezbadane są ludzkie losy. Tym bardziej w czasach niepokoju,
w czasach ludzkich wędrówek, powodowanych często strachem o życie.

Dziś tu – jutro tam. Dziś w wieloletniej niewoli, jutro na krańcach świata. Jakże więc możemy przewidzieć losy wielu pokoleń?

Gdyby nie wojna w Europie zapewne inaczej przebiegałoby życie Mariana Dziewanowskiego.  Być może nigdy jego stopa nie sięgnęłaby Ameryki, wiążąc z nią nadzieję.. Jego ciało przytuliłaby Polska ziemia, tu zapewne dzieci kończyłyby szkoły i tu zakładały rodziny.

Być może kiedyś profesora Dziewanowskiego zaprosiłaby Polonia Amerykańska… ale tylko w formie zaproszenia wybitnego człowieka, nie byłaby to ucieczka z Ojczyzny, ogarniętej wojną.

A autor książki, materiałów o profesorze szukałby wyłącznie w polskich bibliotekach, na polskich uczelniach, wśród osiadłej tu rodziny. Nie trzeba byłoby wyjeżdżać za ocean, do dużego amerykańskiego miasta – Milwaukee, by tam spotkać się z żoną profesora, by tam poszukiwać materiałów o profesorze.

HERB – POCZĄTKI RODU

Jakie były początki rodu i jego znaku – „Jastrzębiec”? Myślę, że w tym rozdziale zostanie, to wyjaśnione.

Bowiem legenda herbowa właśnie wyjaśnia pochodzenie symboliki klejnotu.

Jego nazwa bierze się z historii przodków, żyjących w pogaństwie, nosili wówczas w herbie tylko jastrzębia, ale już za czasów Bolesława Chrobrego – około roku 999, Łysą Górę, dwie mile od Bożęcina, którą dziś zwie się Św. Krzyżem, opanowali poganie i na jej szczycie z wojska naszego drwili, mówiąc: „Jednego z między siebie stawcie, który, by za Chrystusa waszego chciał, z którymś z naszych na pojedynek wnijść”. „Usłyszawszy to rycerz jeden, Jastrzębczyk, żarliwością wiary i chwały boskiej wzruszony, wynalazł podkowy pod kopyta końskie, którymi konia podkowawszy, szczęśliwie się na Łysą Górę przedarł i tam z poganinem pojedynek stoczywszy, pojmał go i do króla przywlókł.. Innym, kawaleryi polskiej żołnierzom podawszy sposób, gdy konie swe podkowali, na górę śliską i lodem oblaną przebyli, nieprzyjaciela znieśli i zwyciężyli. W nagrodę przemysłu swego, od tegoż króla wziął herby swego odmianę, że podkowę z krzyżem na tarczy mu złożono. Jastrzębiec zaś na hełm wyniesiono.”

W podstawowej wersji „Jastrzębiec” wygląda następująco: „Na tarczy, na polu błękitnym, podkowa złota, końcami prosto do góry obrócona, w jej środku krzyż, na hełmie, nad koroną jastrząb ze skrzydłami trochę do lotu wzniesionymi, w prawą stronę tarczy całym sobą skierowany, z dzwonkami i pęcinami,

w szponie prawej trzyma takąż podkowę z krzyżem jako na tarczy”. (Kacper Niesiecki, herbarz IV, 462).

Opis odpowiada dokładnie oprawionemu w ramki i zajmującemu honorowe miejsce w domu Pani Ady Dziewanowskiej, wizerunkowi herbu rodzinnego. Pani Ada zachowała oryginał pierścienia rodowego, jego kopię otrzymały dzieci: Basia i Jan oraz dzięki pomocy Zbigniewa Mieczkowskiego – wnuki: Aleksander i Stefan Dziewanowski.

Jan Długosz tak charakteryzuje „Jastrzębca”: „Z polskiego plemienia zrodzony… mężowie skłonni w nim do despotyzmu i ubiegania się o prywatę: przez nich tak Święty Stanisław Krakowski, jak Werner – płocki biskup zostali zabici. Z powodu tej zmazy, gdy niektórzy rycerze domu tego, po zabójstwie św. Stanisława, zbiegli z ziemi krakowskiej na Mazowsze, zostali nazwani Boleścicami, niby rycerzami Króla Bolesława i imię owe, losem wyznaczone, aż po dziś dzień zachowują.” (Jan Długosz, Insignia, 21).

RÓD PANA MARIANA… JEGO POCZĄTKI

Bolesty, czy też Boleścice osiedlili się na Mazowszu, w ziemi płockiej, na terenach porośniętych dziewanną, dlatego ród ich zwano rodem z Dziewanowa, a potem rodem Dziewanowskich.

Udokumentowana historia rodziny sięga 1408 roku.

Przywilej ks. Ziemowita Mazowieckiego wymienia czterech fundatorów rodu: Franka, Alberta, Krystyna i Stanisława z Dziewanowa. Późniejsze dokumenty sądowe wymieniają Pawła-Leszcza Dziewanowskiego, który w 1542 roku procesował się z synami Stanisława: Szymonem i Janem o posiadłość – Małe Świerczno.

Późniejsze dokumenty wymieniają  te imiona i tę posiadłość z procesów: o ziemię, o spadek, o kupno-sprzedaż i o niepłacenie podatków. Inne dokumenty, to: metryki urodzin, aktów ślubów i zgonów, a także zapisy działalności publicznej, co sławniejszych członków rodu. Byli wśród nich nie wyłącznie waleczni żołnierze, ale również dobrzy organizatorzy życia publicznego i gospodarczego, dyplomaci, naukowcy i duchowni.