Do kogo ta mowa Sokratesie?

Do kogo ta mowa Sokratesie? Do kogo? Mowa? Przemówienie? Nauka? Nazbyt długa i zawiła. Umoralniająca. Etyku do samego końca.
Do kogo ta mowa Sokratesie? Na cóż obrona, gdy wyrok już dawno zapadł? Słowotok etyczny? Nie do tego audytorium ta mowa. Sokrates – starzec z bełkotem na ustach i z obłędem w oczach. Że też Platonowi czasu na niego nie szkoda?! O jakiej to prawdzie i sprawiedliwości mowa? Jako że w prostocie są, czy że proste, czy prostotą w istocie? Cóż za etyka? Jakiż to człowiek samą prawdę ino gada? Naiwniak! Ale, ale! O co to go oskarżają? Bada rzeczy ukryte?! Słabe słowa, czy też rzeczy w mocne przepoczwarza!? I z bogami chyba jakieś zatargi ma? Wywrotowiec? Wykolejeniec? Szaleniec? Idiota? Szyderca? Kłamca? Kto?

Któż to ten Sokrates, co spokoju nie daje? Co pokój myśli i uczuć burzy? Cóż to za idiota, że twierdzi, iż nic nie wie? Obłudnik jakiś? Kto zacz? Co ukrywa? Co zamierza? Taki moralny i etyczny, a żona gdy tylko on łaskawie do domu wróci, wydziera się, wrzeszczy i szału dostaje. Ksantypa jedna biedna. Ulicznik, co domu nie szanuje, o rodzinę nie dba! Ale innych pouczać?! Sokrates! Strach i obawę, i niepokój w człowieku zostawia. Tylko młodym się zdaje, że bez domu i jadła żyć można. Pogaduszki, filozofie i pytania. Pytania? Daj nam spokój Sokratesie! Gadasz i niczego z tego wyrozumieć się nie da. Jeszcze obraża! Kalumnie rzuca po twarzach! Co za tupet?! Bezczelny! Pokory nijakiej! O prawdzie i sprawiedliwości gada, ale prze-cie nic nie wie. Sam tak powiada. Zdrzemnąć się chyba nie wypada? Stary sklerotyk z niego. Stale wraca do tego samego. Co tam, zmrużę oko na chwilę. Za dużo chyba wczoraj wypiłem. A on nich sobie gada. Zrzęda.

Chwila, chwila… A to co za brednia kolejna? Sokrates najmądrzejszy? Nie! Niczego nie rozumiem. Jeszcze na Pytię się tu powołuje! Co on gada? Najmądrzejszy czy najgłupszy w końcu jest? Jak na mój rozum, to chyba głupszy od najgłupszego. Gada i sobie zaprzecza, i nam też zaprzecza. Jeśli w istocie młodzi tak za nim chodzą i rozprawiają, i słuchają tego, co im powiada, to się źle dla Aten zapowiada. Nie! No nie! Jeszcze jakoweś wędrówki opisywać będzie! Co za tupet! Taki prawy, a czas nam kradnie! Złodziej życia jeden. O!, to mądre, co myślę. Sokrates – złodziej życia, bo złodziejem czasu jest. O tak! Czyż nie o to skarżyć, by go było trzeba?!! Co? Co? Dobrze słyszę? Bogom pomaga?! Jak? Kiedy? Gdzie? To ci pyszałek jeden? Zadufany w swojej misji? Jakowej to misji?! Nie, dłużej tego słuchać nie mogę! Ale wyjść nie wypada… Jeszcze mnie oskarżą… o co?… Łatwo skarżyć. Trudno się bronić. Zjadłoby się coś, wypiło, pośmiało i z kimś mądrym pogadało. A tak, tej mowy nierozumnej słuchać trzeba. A to co znowu? Meletos rozprawia z Sokratesem. Po kiego on z nim dyskusje uskutecznia? Nie, tego już słuchać nie będę. Głowa mi pęka. Może mała drzemka. Cóż za błoga cisza. Spokój. Sen. Co?! Co?! Śmierci chce?! Sokrates wyroku śmierci żąda! Bronić się miał przecie?! Co to za obrona? Może coś ważnego przespałem? Może nie swoją głowę kładzie, ale naszej chce? Zło? Cóż za zło? A tak, tak. Dziękuję panu. To Sokrates jest złem. Zło zniszczyć lepiej niż doświadczyć. Prawdę mówi, na bogów. Wreszcie coś do zrozumienia. Ale dalej filozofii nazbyt już. Jakież to szkody przynieść może nam śmierć Sokratesa? Zadufany w sobie sobek. Niech już kończy te przemowy. Śmierci już nie chce? Wygnanie? Gardzi wygnaniem? Srebrem się chce wykupić? Kpiny i sarkazm. Obraża tylko porządnych obywateli. Zbrodniarzami nas nazywa? Tego już za wiele! O nie panie Sokratesie! Bezwstydu i bezczelności zbyt mało nie masz w sobie. Jaki dumny. Na godnego się tu zgrywa. Płacze i jęki na nic by się zdały? Pewnie, że na nic. Dobrze, że tej komedyjki nam zaoszczędziłeś. Stary i zmęczony jesteś. Toż byłby popis nie lada. Kompromi-tacja w pełni. Cóż ten biedny Platon wtedy by napisał?… Kolejny utrapieniec. Głosem wewnętrznym się tu teraz osłania. Głosem bogów. Sumieniem jakim? Zło nie ma dostępu do dobrego. Zgadza się. A może się nie zgadza jednak? Bo jeśli Sokrates to zło, a młodzież nasza kwiat piękny i dobry, to czegóż tu się obawiać Sokratesa – jeśli zło dostępu do dobra nie ma? Za trudne dla mnie te filozofie. Co też dalej rozprawia? Śmierć dobra dla człeka dobrego. A dla złego? Niczego się nie boi i nie obawia w śmierci? Jakże to wiedzieć może,co go czeka, gdy umrze, skoro gada stale, że nic nie wie. A niech go ciemności Hadesu pochłoną. Co powiada?: „Ale oto już i czas odejść; mnie na śmierć, wam do życia. Kto z nas idzie do tego, co lepsze…”

Przepraszam pana, może mi pan powiedzieć, o czym Sokrates rozprawiał?
– Powiedział: „Wiem, że nic nie wiem.’”
– Tyle, to usłyszałem. Ale, cóż z tego wynika?

– Kto wie, że nic nie wie, ten robi pierwszy krok ku mądrości.
– A pan to kto?
– Platon jestem.

– Skryba Sokratesa i filozof na własną miarę?
– Pan widzę, że wciąż w jaskini siedzi?
– Co znowu za bełkot. Pan, słychać, że uczeń Sokratesa.
– A pan to kto?
– Ja jestem porządny obywatel. Majestatu prawa strzegę i bogów słucham.