Rozmowa z Mają Laskowską

Mieliśmy ostatnio okazję zobaczyć Cię w Trigonometry (BBC Two), gdzie grałaś rolę Mariny. Możesz nam powiedzieć coś więcej o tej roli i o produkcji?

Trigonometry – to jeden z projektów, które najmilej wspominam. Film opowiada historię romansu trzech osób, takiego europejskiego „menage a trois”. Scenariusz mnie przyciągnął tym, że podchodzi do tematyki LGBT z empatią, przedstawiając ją w pozytywnym świetle. Trigonometry skupia się głównie na miłości, to taka lekka komedia romantyczna, idealna na realia w których żyjemy. Cały serial został wyreżyserowany i wyprodukowany przez zespół niesamowitych kobiet, które przelały swoją pozytywną energię i kreatywność na cały plan filmowy, w tym na mnie. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Odcinki, w których wystąpiłam, zostały wyreżyserowane przez Athinę Tsangari. Współpraca z nią była dla mnie ogromnym zaszczytem i doświadczeniem. Miło wspominam pierwszą rozmowę z Athiną. Opowiedziałam jej połowę historii swojego życia, od Gdańska do Londynu, a ona z chęcią poświęciła swój czas, żeby mnie wysłuchać. Każdemu życzę takich castingów!

To nie jest twoje pierwsze doświadczenie filmowe. Czy mogłabyś opowiedzieć, jak zaczynała się twoja przygoda w tym środowisku?

Moja przygoda zaczęła się już w Teatrze Muzycznym w Gdyni, do którego uczęszczałam w każdy weekend. Pamiętam, chyba w gimnazjum, nakręciliśmy film, który został pokazany na dużym ekranie podczas festiwalu w Gdyni. Ciągle pamiętam, jak po premierze, przebrana w szpilki i bolerko, ledwo szłam po Świętojańskiej. W Londynie pierwsze poważne kroki aktorskie stawiałam w filmach krótkometrażowych. Udział w filmie „Melody” dał mi szansę współpracy z reżyserem Bernardem Kordieh i z aktorką Maisie Richardson Sellers. Film został zauważony na wielu międzynarodowych festiwalach, co pozwoliło mi dostać się do agencji aktorskiej i w ten sposób zacząć swoją londyńską przygodę.

Czego poszukujesz w rolach, które grasz i w ludziach, z którymi współpracujesz?

W rolach poszukuję ciekawej fabuły, wartej opowiedzenia. Każdy z nas ma w sobie ciekawe historie i inspiracje, czasem trzeba je z impetem wykrzyczeć. Takie właśnie są moje ulubione role: krzyczące, zarówno wewnątrz jak i zewnątrz. Jeżeli chodzi o ludzi, nie jestem wybredna. Szukam przede wszystkim pasji i zawzięcia. Ważna jest również atmosfera, w jakiej się pracuje i to aby ludzie byli mili!

Jak wspominasz współpracę z innymi aktorami? Kino jest środowiskiem mocno konkurencyjnym, gdzie rywalizacja jest duża a miejsc mało. Czy mimo tego, da się budować koleżeńskie relacje z innymi?

Uważam, że środowisko filmowe jest oparte na koleżeństwie i budowaniu siebie nawzajem. Może jestem naiwna, ale tak to widzę. Każdy ma własną osobowość i własną rolę do odegrania, a projektów jest dużo. Z mojego punktu widzenia, to priorytetem jest fabuła a to czy dostanę rolę, czy nie, zależy wyłącznie od tego, czy będę dla fabuły wartością dodaną. Uważam, że dyrektor castingu zawsze stara się podejmować decyzję dla dobra projektu. Cieszy mnie to, bo wiem, że „walka o rolę” jest merytokratyczna. Czasem bywa to trudne. Kiedy mi się poszczęści, zawsze staram się być myślami z tymi, którym tym razem nie wyszło, i wiem, że kiedy mi nie wychodzi, mogę liczyć na takie wsparcie. To nas aktorów łączy. Jesteśmy jedną wielką rodziną, która dzieli tą samą pasję. Jeżeli chodzi o dalszy krok, czyli budowanie przyjaźni, myślę, że branża filmowa jest idealnym miejscem do spotykania ludzi, z którymi chce się budować głębokie relacje. Mamy tę samą pasję, podobne aspiracje i marzenia. W trakcie nagrywania „Melody”, Maisie mnie mocno wspierała i to jej zawdzięczam
swój sukces w tym filmie. Jej gra i koleżeństwo wiele mnie nauczyły. Do dziś pozostajemy w kontakcie. Jestem jej wdzięczna za każdą radę i wsparcie, jakie mi okazuje.

Często pyta się aktorów, czy wolą występować w kinie, czy w teatrze. Miałaś okazję doświadczyć obu. Co Cię najbardziej pociąga?

Zawsze lubiłam w teatrze jego przystępność. Funkcjonuje takie przekonanie u wielu ludzi, że teatr jest drogi, ale to nie zawsze jest prawda. Twórcom łatwiej jest zorganizować scenę na trzy dni, by wystawić swoją sztukę przed ludźmi, niż zebrać parę tysięcy funtów, żeby nagrać film krótkometrażowy. Właśnie w takim teatrze lubię występować, gdzie ma się kontakt z ludźmi i można odczuć tą radość, kiedy widownia z wdzięcznością przyjmuje sztukę. W kinie nie ma tego kontaktu. Miałam okazję występować na scenie w West End wraz z National Youth Theatre i nic nie zastąpi takich kameralnych przedstawień. Co do samego kina czy też serialu telewizyjnego, ważne jest to, na jaki się trafi zespół. W przypadku, kiedy uda się trafić na niesamowity zespół, to ma się wrażenie, jakby się brało udział w reality show. Nie tylko to, co uwiecznia kamera się liczy, ale też to, co dzieje się poza. Interakcje, atmosfera, każdy od każdego się uczy i sobie pomaga. Takie plany kocham! Podsumowując, i teatr, i kamera – mają swoje zalety. I tu, i tu się spełniam. Mam nadzieję, że będę mogła w dalszym ciągu występować w każdej z tych form.

Pochodzisz z Polski, którą opuściłaś w młodym wieku. Skąd decyzja o wyjeździe do Anglii?

Wyjechałam z Polski w wieku szesnastu lat, po pierwszej klasie liceum. Ten rok wspominam niechętnie. Czułam się zagubiona, niezadowolona z samej siebie. Całe życie uprawiałam sport: pływałam, biegałam, uprawiałam jazdę konną. Pozwoliło mi to dostać się do dobrego liceum. Jednak nie osiągałam wyników, które by rokowały jakąś większą karierę, więc stwierdziłam, że lepiej ze sportem skończyć. Wtedy pewna nauczycielka powiedziała mi: „Czy ty wiesz, że tylko przez sport w tej szkole jesteś?”. Wtedy sama sobie powiedziałam, że w takim razie już w tej szkole nie będę. Wzięłam się zawzięcie za naukę angielskiego i znalazłam College, który zaoferował mi stypendium aktorskie, więc wyjechałam do Wielkiej Brytanii. Nie było łatwo zostawić rodzinę, zwłaszcza w tak młodym wieku. Jestem wdzięczna rodzicom za wsparcie, jakie mi okazali. Uważam dziś, że była to najlepsza decyzja w moim życiu.

Czy dziś planujesz powrót do Polski na stałe? Czy widzisz siebie w przyszłości w produkcjach polsko– języcznych?

Powrót na stałe, hmm, nie jestem pewna. Zawsze uważałam, że świat jest taki wielki, że szkoda gdzieś zostawać na stałe. Za dużo mamy do przeżycia i do zobaczenia. Dla mnie być gdzieś na stałe, to ograniczać siebie i trochę tracić swoją wolność. Im jestem starsza, tym bardziej siebie poznaję, a zarazem ubogacam tym, co mnie otacza. Buduję siebie nie zapominając o swojej kulturze i tym, skąd jestem, tworząc tego własną definicję. Póki do miejsca, w który jestem, może przyjechać man-in-a-van z Gdańska i przywieźć mi kiszoną kapustę, to jestem w domu. Co do produkcji polskojęzycznych, to jak najbardziej! Chodzę na castingi, gdzie występuję po polsku, czasami są to też produkcje, które są nagrywane w Polsce. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła występować na obu scenach: polskiej i brytyjskiej.

Jakie są twoje plany na najbliższe lata, i czego możemy Ci życzyć?

Życzcie mi zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze. Jeżeli jest jakiś pozytyw z ostatnich wydarzeń to to, że zdaliśmy sobie sprawę, jak łatwo jest coś stracić, jak wszystko jest kruche. Obojętnie czy chodzi o plany zawodowe, czy prywatne, czy o osoby w naszym życiu. Wszyscy coś straciliśmy. Mimo że są to rzeczy nieporównywalne i różne, to jednak wszystkie te przeżycia nas łączą i ja czuję, że jesteśmy dziś wszyscy razem, bliżej siebie. Sobie i wszystkim życzę powrotu do lepszej codzienności, do chodzenia na wystawy, do kina, wyjazdów i spotkań. Osobiście mogę dodać, że film krótkometrażowy, w którym wystąpiłam „Konsomatris” został nakręcony na Cyprze. Zaakceptowano go do różnych festiwali filnowych. Mam więc nadzieję, że będziemy w stanie kontynuować promocję filmu, który, moim zdaniem, wnosi do kina wiele rzeczy, zarówno swoją oryginalnością, jak i odwagą w wyborze tematyki.

Przyszłość jest dziś niepewna, więc staram się nie wybiegać za daleko. Wiele jest do naprawienia. Jak będzie wyglądało nagrywanie filmów? Jak wpłynie na nas ten przeżyty czas i brak wolności? Jak wpłynie to na fabułę i twórczość? Jeżeli mogę czegoś życzyć to tego, by ludzie kreatywni nie poddawali się i szukali w tym wszystkim inspiracji, i żebyśmy czerpali radość z ich twórczości.