O kulturze afrykańskiej, rozmowa z Aodrenem Pecnardem

Rozmowa z Aodrenem Pecnardem, twórcą portalu djolo.net, to rozmowa o przygodzie, o odkryciu i o fascynacji kulturą, albo raczej kulturami ziemi afrykańskiej. Portal, który stworzył, ma na celu rozpowszechnianie skarbów Afryki w świecie frankofońskim, dla francuskojęzycznych czytelników. Ypsilon łączy się z djolo.net w celu promowania Afryki, jej twórczości i różnorodności, poprzez: muzykę, literaturę, kinematografię oraz wszelkiego rodzaju sztukę i rzemiosło. Ta rozmowa stanowi skromny wstęp do serii artykułów, które, mamy nadzieję, zapalą w czytelniku iskrę zainteresowania tym, często mało znanym nam, Europejczykom, kontynencie.

Powiedz nam kilka słów o sobie. Skąd pochodzisz?

Jestem Francuzem, urodziłem się w siedemnastej dzielnicy Paryża, w małym zakątku, gdzie promienie słońca przebijały się przez liście wielkiego platana, przy klinice, w której wydałem pierwszy krzyk. Następnie przeprowadziłem się na przedmieścia Paryża, mieszkałem w dzielnicach 78 i 95, gdzie było wokół mnie trochę budynków, trochę narkotyków, ale nie za dużo. Takie typowe dzielnice dla klasy średniej.

Z tego co wiem, to pochodzisz z rodziny artystycznej…

Tak, to prawda, w połowie. Mój ojciec był reżyserem… i teraz właśnie zdałem sobie sprawę, że słowo „był”, brzmi, jakby odbył się pogrzeb… bez obaw; dalej żyje, tyle, że teraz zajmuje się fotografią. Mój dziadek był malarzem; i tutaj czas przeszły jest uzasadniony, gdyż niestety już zmarł.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się wyjechać do Afryki?

Pierwszy raz? Moje głupoty (śmiech). Byłem dosyć niepokornym dzieckiem i, w pewnym momencie, moja matka pomyślała, że dobrze będzie mnie wysłać do Afryki, do Lome w Togo. Uczęszczałem tam do szkoły w wieku gimnazjalnym. Po paru miesiącach wróciłem do Francji i… następny mój wyjazd też wynikał z moich głupot, ale już nie dziecięcych. Po dosyć chaotycznej nauce szkolnej: i we Francji, i w Afryce, w trakcie której raz przeskakiwałem klasy, raz nie zdawałem, udało mi się z końca długopisu zdać maturę. Na pewnej imprezie pomaturalnej, w trakcie której wypiliśmy dużo alkoholu, zaczęliśmy z kolegą, wokół ogniska, tworzyć dosyć abstrakcyjne projekty. Byliśmy 18 letnimi dzieciakami, którzy chcieli zmieniać świat. W trakcie tych dywagacji wpadliśmy na pomysł, żeby po prostu wyjechać, podróżować, i czemu nie do Afryki. Naładowani alkoholem, byliśmy przekonani, że to łatwa sprawa. Kolejnego dnia zaczęliśmy o tym myśleć na poważnie. Jak to zrobić? Kogo tam znamy? Aha, nie mamy jakiegoś znajomego w Beninie? A czemu nie do Burkina Faso? Niby jest tam jakiś duży targ używanych samochodów, więc wsiadajmy w samolot, lećmy do Wagadugu, kupmy samochód i zjedźmy sobie w stronę wybrzeża, popijając całą drogę sok z ananasa… ach ananasy z Beninu to jest coś!

Jednak rzeczywistość wyglądała trochę inaczej. Kupiliśmy we Francji starego, czerwonego Seata Ibizę, jedną z pierwszych wersji, ale uwaga, sportową! Z silnikiem Porsche i tak dalej! Prawdziwy mały gokard, za którego daliśmy 150 euro. Po kilku naprawach, wyruszyliśmy w stronę południa, w stronę Afryki. Przejechaliśmy całą Hiszpanię, następnie zatrzymaliśmy się parę miesięcy w Maroku, następnie przejechaliśmy przez Zachodnią Saharę i Mauretanię. Po opuszczeniu pustyni zmierzaliśmy naturalnie w stronę Mali i w końcu zatrzymaliśmy się w Bamako.

Żyłeś w różnych krajach Afryki…

Po tym pierwszym doświadczeniu zdecydowaliśmy wraz z moim kolegą Louisem – warto go zacytować, że zainstalujemy się na stałe w Bamako. Jako, że mieliśmy ledwo 20 lat i, że przez parę miesięcy odwiedziliśmy wiele barów i klubów nocnych malijskiej stolicy, postanowiliśmy… że otworzymy tam własny bar! Powracając więc do twojego pytania; żeby się nie rozdrabniać, tak, mieszkałem w wielu krajach Afryki. Kiedy wybuchła wojna, tuż przed interwencją wojsk francuskich w 2013 roku, z moją ówczesną partnerką, zdecydowaliśmy, że rozsądniej będzie opuścić Bamako. Wyjechaliśmy do Lome, w Togo. Dziś, już od czterech lat, mieszkam w Tunezji, z moją aktualną partnerką, nawet żoną ! Farah (śmiech).

Czy zdarza ci się wracać do Francji?

Wracam do Francji kiedy mogę, ale ostatnimi czasy rzadko. W ostatnich trzech latach byłem we Francji tylko 10 dni, w grudniu 2019 roku. Przypomniałem sobie, że w Paryżu są non stop strajki. Ale na pewno chciałbym wracać do Francji, albo nawet do Europy, trochę częściej! Są jakieś fajne miejsca do odwiedzenia w Polsce? Co do powrotu na stałe… tak naprawdę, czemu nie? Mam teraz projekty, które mnie zatrzymują w Tunezji, więc na pewno nie jutro. Ale mam taki zwyczaj, że czuję się u siebie tam, gdzie jestem, więc czemu nie, kiedyś, wrócić na stałe do Francji, albo wyjechać gdzie indziej? Może do Polski?

Opowiedz nam trochę o djolo.net, w końcu w tym celu ze sobą rozmawiamy!

djolo.net jest pewnie, z zachowaniem skromności, jednym z, żeby nie powiedzieć, najlepszym portalem informacyjnym o muzyce i kulturze afrykańskiej (śmiech).

A bardziej poważnie, portal powstał, kiedy parę lat temu w trakcie rozmowy z przyjaciółką z Francji, pochodzącą z Wybrzeża Kości Słoniowej, Naomie, doszliśmy do faktu, że istnieje bardzo mało portali skierowanych do młodych ludzi, które by promowały kulturę afrykańską w sposób globalny. Istnieje oczywiście dużo stron narodowych; Iworyjczycy mają swoje, Kameruńczycy mają swoje, i tak dalej. Zresztą, strony często zajmują się nie tylko kulturą, ale newsami, albo nawet informacjami typu „people”. No i wtedy, dla wszystkiego, co dotyczyło Afryki niefrankofońskiej… może źle szukaliśmy, ale nic ciekawego nie znajdywaliśmy w języku francuskim. Mieliśmy wrażenie, że francuskie media nie interesowały się kulturami afrykańskimi. Często w mediach francuskich, jak już coś było o Afryce, to były to ciągle te same stereotypy. Albo pojawiał się czarnoskóry pan, który płakał, że granice są zamknięte, bo oczywiście on marzy tylko o jednym; przyjechać do Francji, albo inny, radosny i głupkowaty, który walił w bębny śpiewając „y’a bon banania” (slogan reklamowy marki Banania, kojarzony z poniżaniem czarnoskórych Afrykańczyków przez Francuzów). Wyobraź sobie, że kilka dni temu oglądałem Africa Day Concert, albo coś takiego, nie pamiętam teraz nazwy, leciało na MTV i na YouTube. Geniusze, którzy produkowali ten program zilustrowali fragment legendarnego Ismaela Lo, obrazem akacji. Wiesz, ten typowy obraz zachodu słońca nad sawanną, w cieniu akacji. Przez te wszystkie stereotypy i karykatury zdecydowaliśmy, że musimy stworzyć djolo.net.

Co cię tak przyciąga i interesuje w kulturze afrykańskiej i czego nie odnajdujesz w naszej, europejskiej?

Ciężkie pytanie ! Przede wszystkim trzeba mówić o kulturach a nie kulturze, bo w Afryce jest naprawdę wiele rzeczy, w każdym kraju, każdym regionie, każdym plemieniu, mają własne specyfiki, własne rytmy, języki, tradycje i muzyki. Występują też większe nurty współczesne, które rodzą się tu czy tam i szybko przedostają się na cały kontynent, i poza niego. Współczesne czy nie zresztą, mówiąc współczesne, myślałem na przykład o afrobeat, który narodził się w Nigerii, z rąk Fela Kuti, i który rozpowszechnił się na cały świat. Można też wspomnieć o południowo afrykańskich rytmach gqom, taki rodzaj mocno wciągającego techno, który odnajdujemy w wielu dzisiejszych produkcjach. Tak naprawdę, jeżeli spojrzymy na kult bóstw zwany orisza u nigeryjskich Jorubów, zauważamy, że te stare kulty dziś występują na Kubie czy w Brazylii. To samo dotyczy wudu, które narodziło się w Beninie i w Togo a zostało rozpowszechnione przez swoją praktykę na Haiti.

Ta różnorodność i bogactwo kultur cię przyciąga…

Tak, pewnie to całe bogactwo mnie przyciąga w kulturach afrykańskich. Można powiedzieć, że jest to niekończący się zasób, do którego można sięgać, żeby odnajdywać perełki z przeszłości, ale i odkrywać powiązania między narodami, plemionami z Afryki i nie tylko z Afryki. Jest to zasób, który ciągle się wypełnia nowymi skarbami, kreatywnością. I te nowe perełki staramy się właśnie odkrywać i promować na djolo.net.

Poza tym, rzeczy się bardzo szybko zmieniają. Kiedyś mieliśmy w Europie wizję bardzo cząstkową tego, co się dzieje w Afryce. Od czasu do czasu przedostawali się jacyś artyści, często dzięki diasporze. Można było znaleźć kilka płyt no i, od czasu do czasu taki artysta przylatywał zagrać jakiś koncert. Cała reszta była zakryta za ciemną zasłoną, bez złych skojarzeń.

Zasłona było tak ciemna, że wiele piosenek, jakie wychodziły z Afryki były, powiedzmy to, kradzione, bez poszanowania praw autorskich. Najbardziej znanym przykładem tego jest pewnie „Soul Makossa” kameruńskiego saksofonisty Manu Dibango, którego refren nagle pojawił się u Michaela Jacksona. Ale można też wspomnieć o Hot Koki, które James Brown „zabrał” Kameruńczykowi Andre Marie Tala, albo jeszcze o Solomonie Lindzie, artystę Zulu, który dostał tylko dwa dolary za swoją piosenkę „Mbube”, bardziej znaną jako „The lion sleeps tonight”. Jak już mowa o tej piosence, to mogę wspomnieć, że marokański zespół Betweenatna zrobił cover tej piosenki w wersji punk, polecam !

Dziś sytuacja się zupełnie zmieniła, dzięki internetowi. Powstaje mnóstwo wyspecjalizowanych stron, diggersów w różnych rodzajach. Artystom łatwiej jest się wypromować i dotrzeć do ludzi. To też dlatego, dla wpisania się w ten większy ruch promocji tych wszystkich kultur, tworzymy nasz portal.

Czy mógłbyś nam polecić coś, z czym moglibyśmy odkryć muzykę Afryki?

Znowu ciężkie pytanie, bo jak wybrać… Zacznijmy od czegoś aktualnego. Gorąco wszystkim polecam wysłuchanie płyty Kobugi Etienne’a De la Sayette. Tworzy nawias między: Europą, Afryką i Azją. To spotkanie afrobeatu nigeryjskiego, pansori koreańskiego na wyżynach ethio jazzu!
Polecam również label Habibi Funk, który niebawem wydaje płytę wokół twórczości Sharhabila Ahmeda, muzyka o którym się mówi, że jest królem sudańskiego jazzu!
Ostatnio bardzo mi się podoba twórczość pop młodego piosenkarza południowo afrykańskiego Bongeziwe Mabadla, coś zarazem eleganckiego i świeżego, pozwala trochę oderwać się od gqomu czy amapiano, które króluje w kraju Madiby. Aczkolwiek nie mam nic przeciwno amapiano czy gqom! Posłuchajcie trochę Sho Madjozi albo DJ Maphorisa!
On The Corner z kolei wydało super płytę artystki Siti Muharam, piosenkarni taarab, gatunku, który się narodził w Zanzibarze i szybko sie rozpowszechnił na całym wschodnim wybrzeżu Afryki. Jest to mieszanka orientalnego tarabu arabów z nutą bardziej afrykańską, bardziej swahili.

W innym stylu jest też płyta FC Paysan Art Melody, która została wydana niedawno. Jest to dosyć specyficzny, burkiński rap, wokalista ma ochrypły, mocny głos. Jest też rolnikiem i próbuje w tej płycie narysować nowy świat, oparty o tradycyjne rzemiosło i permakulturę. Przez tą płytę angażuje się zarazem w swoją sztukę jak i w swoje rolnictwo.

Przechodząc do sąsiadów, w Mali, trzeba wymienić płytę Soul Mama Mamy Sissoko. To starszy gitarzysta, który grał z wszystkimi największymi orkiestrami i artystami z Mali, od Salifa Keity do Badema National, poprzez Oumou Sangare i Baco Dagnona…. No i właśnie wymieniłem kilka rekomendacji !

Potem, jeżeli chodzi o klasyki… Fela Kuti dla Nigerii, ojciec afrobeatu, razem ze swoim perkusistą Tony Allenem, który niedawno zmarł. Papa Wemba z Kongo Kinshasa, człowiek, który potrafi zatrzymać czas swoim głosem ! Może bardziej niszowe, Nahwa Doumbia z Mali, śpiewa w tak naturalny sposób! No i oczywiście Sory Kandia Kouyate, największy piosenkarz Gwinejski, albo i największy w ogóle (śmiech). Mulatu Astakte, jeden z ojców ethiojazzu. No i nie można zapomnieć o Oum Kathoumie, gwieździe wschodu, czwartej piramidzie ! Jest tego dużo, przestaje na tym name dropping (śmiech)!

Dużo nam mówiłeś o muzyce, czy są też jakieś filmy i książki, które mógłbyś polecić?

Jeżeli chodzi o filmy, to jeśli jeszcze nie obejrzeliście, to film Timbuktu Abderhamane’a Sissoko jest arcydziełem. Mogę też, na pewno, polecić film Félicité Alain’a Gomis’a!

You Will Die At Twenty, to pierwszy film długometrażowy sudańskiego reżysera Amjad Abu Alala. Obraz, fotografia, kolory, to jest coś ! Może bardziej dostępny, bo niedawno pojawił się w katalogu platformy streamingowej, która kończy sie na flix, La Belle et la Meute, reżyserki z Tunezji Kaouther Ben Hania.

Żeby zacytować klasyk, film La Noire De… Ousmane’a Sembene.

Jeżeli chodzi o sztuki wizualne czy plastyczne, tunezyjski ceramik Malek Gnaoui jest naprawdę warty odkrycia i uwagi Kiripi Katembo, zmarły w młodym wieku, zbyt młodym wieku… to fotograf z Kongo, który uwiecznił Kinszase w kałużach. Prace południowo afrykańskiego fotografa Buhlebezwe Siwani też zaskakują! Zresztą, jeżeli chodzi o fotografię, chciałbym tutaj wymienić Francuza, Denis Dailleux, zrobił serię zdjęć dotyczących stosunku do ciała i do matki, między innymi w Egipcie i Ghanie, które są wspaniałe.

Ale nawet jeżeli sztuka nowoczesna jest pełna talentów, warto też się zainteresować tradycją. Można odkryć zawrotne dzieła i rzemiosło. Maski Dongów albo Jorubów, rzemiosło pereł w południowej części Afryki, tekstylia; kente, bogolan, sztuka haftowania i tkactwa z Afryki Północnej, marokańska czy etiopska biżuteria. Tutaj też ciężko być wybiórczym, powiedzieć, czy większą przyjemność sprawia zagubienie się w wzroku maski, w motywach dywanu, czy w spiralach pięknych klejnotów.

Przechodząc dalej, do książek… pisarz z Kongo Alain Mabanckou opowiada nam o tym, co jest teraz. Dżibutyjczyk Abdourahman Waberi wydał książkę o swoim dzieciństwie w Dżibuti, i o chorobie, chorobie Hiengeo-Media (polio), która mu zaatakowała nogę. Książka jest nośnikiem pytania, jakie zadała mu córka Pourquoi tu danses quand tu marches (tł. ,,Dlaczego tańczysz, kiedy chodzisz”).

Polecam poczytać, oczywiście, Yasminę Khadra! Z trochę starszych pozycji L’Aventure ambiguë Cheikha Hamidou Kane’a. Pasjonująca refleksja o tym, co pomiędzy, pomiędzy Afryką a Europą, pomiędzy religią a nauką.

Amadou Hampate Ba, on opowiada o tym, co było. Jego książki, jego słowa są prawdziwą nauką. Inny klasyk, dosyć surowy i brutalny, to le Pain Nu Mohammeda Choukri, autobiograficzna opowieść o dziecku z marokańskich ulic.

Słowo na zakończenie?

Afryka nie jest terra incognita, zarezerwowaną dla odważnych podróżników z Europy, którym się stawia pomniki – to tak, żeby nawiązać do ostatnich wydarzeń, kiedy ich czarne załogi pozostają anonimowe. Afryka nie jest kontynentem, któremu by nie udało się wejść do historii – parafrazując pewnego francuskiego prezydenta (cf. Prezydent Sarkozy w trakcie przemówienia w Dakar stwierdził, że Afrykanin nie wszedł wystarczająco do historii). Afryka nie jest kontynentem, który nie potrafi siebie opowiedzieć, siebie przekazać. Pomimo trudności gospodarczych, niestabilności politycznych i tego wszystkiego, z czego Afrykę zna się w Europie, tych wszystkich stereotypów, Afryka jest różnorodna i bogata. Bogata w swojej sztuce, różnorodnej, w swoich koneksjach ze światem, w tym co na co dzień tworzy i oferuje światu. Afryka jest kontynentem, który był, jest i będzie ! I nie zapomnijcie wejść na djolo.net (śmiech)