10/2024
Popiół
Milimetr od serca
za matrycą czasu
krawędzią jesieni
skanduję noc wierszogenną
do długości słowa
na odległość wiatru
topię w łzach rozczłonkowany dotyk
wymazuję siebie
z twoich dłoni
Matryca
Nigdy jaśniej o tej godzinie
nie lśniła iskra w oku,
patrzę na krajobraz ciała.
Wiary nie daję, że tej dziewczyny
już nie ma.
Że w pogoni za, uciekła przed
kropką zdania,
pustym nawiasem,
przecinkiem bez tekstu,
przedrzeźniając wiatr
z głodu nasycenia.
Bez międzynocy
Uciekam promieniom
Jak strzykwa idę w mrok
Wzbraniając się dnia
oczy trzymam pod kluczem
Wiercę podświadomie
robiąc porządki
koszmary na prawo
na lewo marzenia
zastygam
zagubiona biedronka
na źdźble poznania
z nieprzekroczonym jutrem