10/2024
nie jestem
nie jestem gotowa
na żaden dzień w tygodniu żadne miasto
nie jest w pełni puste ani wolne
od złudzeń
żyję codziennym przekazem ptaków
ich drobnym drukiem pocztowych faktów
przeliczam kilogramy na mowę ciała
pieszczoty na chaos doznań
niepotrzebne skreślam
bez obaw
stąpam po wężach skorpionach
wszelkiej potędze nieprzyjaciela
zbieram proroctwa
kamyk do kamienia
zaznaczam wyjścia awaryjne
ścieżką lotu motyli
nie jestem gotowa na prawdę
umysł odnawiam przez słowo
jest we mnie historia przodków
nieludzkie cierpienie zwierząt
ostrość prostej
doskonałość kuli
wielowątkowość i czystość pojęć
w imieniu bez nazwiska
ex ante
chciałam polizać chmurę
z balkonu chwycić księżyc
na szkiełko złowić gwiazdę
złotą rybkę na wabia
umieścić w szkatułce
nadając jej prawo bytu
Bóg czasem
robi psikusy
i dawno zmarłych
ponownie prowadzi
na rzeź cudu
***
wielkie szczęście idzie do nieba
nie widzi obsikanych chodników
nie słyszy śmiechu ptaków
nie nazywa rzeczy po imieniu
prostuje kości i gasi światło
kobieta
w niej jest początek
i całość
nawet gdy zamknie oczy
otwiera nieskończoność