10/2024
Październik
Długo pisałam.
Akapity zdążyły połączyć się w jedno,
a ziemia – obrócić trzysta sześćdziesiąt jeden stopni.
Pomnożone przez osiem miesięcy
i przeszło dwa kwartały,
kiedy stoję i nawet nie wyciągam rąk.
Zesztywniały, jak sople lodu,
tkwią przyczepione do muru.
I boję się, że kiedyś pękną,
a ja schowam się przed tobą w Pandorze.
Jakby wszystkie toczone po ziemi klepsydry,
nie mogły stanąć w pionie,
bo coś między nami ugrzęzło,
chyba piasek.
I tak od lutego już czekam.
Ciężkości
Martwy punkt to zaledwie początek końca.
Wyblakła część osi po lewej stronie marginesu.
Wykres funkcji bez wyrazu wolnego,
bo coś się wyzerowało
i nie chce zatonąć.
Flashbacki, gdy sama stoję w kolejce,
a koszyk prawie pusty,
jak przeszło rok temu
twoje oczy.
Więc dryfuję,
a gdy morze wyrzuci mnie w końcu na brzeg –
grzęznę,
zapominając kierunki,
gdzie prawo, gdzie lewo –
i środek.