fbpx
Zaznacz stronę

Bohaterowie sztuki z cienia – Rozmowa z Krisem Costą

Piąty numer Ypsilon to kolejna okazja do przedstawienia wam „Bohatera sztuki z cienia”. W tym numerze kontynuuję cykl wywiadów, których celem jest przybliżenie wam osób, które podziwiam, które są bardzo cenione w swoim fachu ale, o których pewnie nie słyszeliście. Bohaterem tego wydania jest Kris Costa, wybitny twórca portretów w 3D. Na co dzień mieszka w Kalifornii, gdzie miał okazję pracować przy takich produkcjach jak Gwiezdne Wojny VII, Avengers, czy też Warcraft. Życzę udanej lektury. 

Aby uwypuklić różnorodność osobistych i zawodowych ścieżek, które Pan wybierał, chciałbym prosić, aby  opowiedział nam Pan po trosze swoją historię. Zacznijmy może od tego, gdzie się Pan urodził i jak wyglądało  Pańskie życie zanim otrzymał Pan pierwszą pracę w banku?

Urodziłem się w Rio w Brazylii, ale po śmierci ojca (na dwa miesiące przed moimi narodzinami), moja matka przeniosła się z powrotem do swego rodzinnego miasta na południu Brazylii, gdzie mieszkała jej rodzina i skąd spodziewała się wsparcia. Ogólnie miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo, dużo się bawiłem, miałem wielu przyjaciół w różnych środowiskach. Mój dziecięcy świat to: piłka nożna, gry wideo, salony gier i muzyka. 

Kiedy miałem 5 lat, nasza babcia (matka mojego ojca) skontaktowała się z moją matką listownie i zapytała, czy ta byłaby zainteresowana dostarczeniem jej regału, który kiedyś należał do mojego ojca. Chodziło o to,  aby dzieci miały dostęp do jego biblioteki i innych przedmiotów z nim związanych. Moja mama zgodziła się i otrzymaliśmy go kilka miesięcy później. 

Świat stanął przede mną otworem. 

Tam gdzie mieszkałem, nie mieliśmy zbyt dużego dostępu do czegokolwiek. Żyliśmy bardzo skromnie, więc możliwość zdobycia dobrej jakości książek była dla nas niesamowitym prezentem, który z pewnością rozbudził moją pasję do sztuki. Wszystko, co do tej pory wiedziałem o moim ojcu, pochodziło z opowieści mojej matki, ale to było dość ograniczone, ponieważ wspomnienia były dla niej wciąż bardzo bolesne. Byli w sobie szaleńczo zakochani, kiedy odszedł. 

Otrzymane książki poświęcone były sztuce i były to pozycje sprowadzane z Francji, Hiszpanii i innych krajów. Niewiarygodna jakość druku, super błyszczący papier, naprawdę wysokiej klasy sprzęt. Miałem też dostęp do tomiku poezji ojca, poświęconego głównie mojej matce. Kolejnym skarbem była jego kolekcja płyt winylowych z muzyką klasyczną. De Back, Mozart, Rossini, a także jego ulubiony gitarzysta akustyczny Andres Segovia. 

Obejmowałem cały ten świat i kochałem każdy jego kawałek. Po raz pierwszy poczułem się blisko, naprawdę blisko mojego ojca. Poznałem świat, którym się zachwycał, miał niesamowity gust do sztuk pięknych i muzyki! Spędziłem niezliczone godziny leżąc na podłodze w naszej sypialni, rysując z obserwacji, zainspirowany sztuką, którą widziałem. Najbardziej uderzył mnie okres: baroku i renesansu. Pamiętam, jak rysowałem dzieła Botticellego, Rembrandta, Velazqueza, słuchając przy tym muzyki, którą uwielbiał ojciec. Nie było w tym żadnego udawania. Byłem dzieciakiem i byłem niewiarygodnie naiwny w stosunku do wszystkiego. Ten mały świat był moim zakątkiem raju. W rzeczywistości niektóre z moich najlepszych wspomnień, do tej pory pochodzą z bycia tam, w tamtym pokoju, zupełnie samotnie, ale w połączeniu z człowiekiem, którego nigdy nie poznałem, a który głęboko zainspirował mnie w tak młodym wieku. Moja pasja do sztuki cyfrowej została zapoczątkowana przez komputer Amiga500. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem obrazy stworzone na tym komputerze, chromowaną kulę odbijającą się od podłogi w szachownicę, ze szprychami i całą resztą, wiedziałem, że pewnego dnia chcę coś takiego zrobić! Kiedy miałem 16 lat za swoją pensję w banku i wypłacone oszczędności,  kupiłem Amigę500, ale okazało się, że nie była ona wystarczająco mocna, aby robić sztukę, którą widziałem, więc w końcu stała się maszyną do gier, a ja pokochałem gry na Amidzę! 

W późniejszym okresie życia, już w trakcie mojej kariery w bankowości, kupiłem komputer (486 DXII 66Mhz, 8MB lub RAM, lol!) i dostałem ,,alternatywną” kopię 3D Studio dla DOS, a później Lightwave. Od tamtej pory nigdy nie przestałem tworzyć.

Czy kiedykolwiek przypuszczał Pan,  biorąc pod uwagę  swoje pochodzenie i początkowe trudności, że pewnego dnia stanie się Pan jednym z najbardziej znanych grafików i zamieszka z żoną i dziećmi w Los Angeles?

Nigdy. Myślałem, że zawsze będę pracował w tym samym banku. Nigdy nie sądziłem, że opuszczę małe miasteczko, w którym się wychowałem. Moje życie zawsze było naznaczone stratami, ale te straty uczyniły mnie bardziej odpornym, bardziej skłonnym do próbowania różnych ścieżek i nie bania się niczego ani nikogo, przynajmniej do tej pory. Jedynym powodem, dla którego opuściłem to małe miasteczko, była śmierć mojej matki, kiedy miałem 25 lat i wbrew pozorom byłem jeszcze niedojrzałym dzieckiem. Był to największy ból, jaki kiedykolwiek czułem, ale proces odbudowy doprowadził mnie do opuszczenia tego małego miasteczka i udania się do stolicy Brazylii, Brasilii, gdzie moja pasja do sztuki została na nowo rozbudzona po latach przerwy w okresie dojrzewania. Tam w końcu zdecydowałem się pójść na studia, na sztuki piękne. To właśnie tam odszedłem z bankowości i próbowałem zarabiać na życie projektowaniem graficznym, pracując dla małej lokalnej firmy produkcyjnej. W tym samym czasie zostałem odkryty na CGTalk i dostałem kilka ofert pracy, które ostatecznie przywiodły mnie do USA w 2004 roku. Nie znałem języka, więc to był zupełnie nowy początek życia. Moje poprzednie małżeństwo zakończyło się pod koniec 2008 roku, po latach próbowania na odległość, by wszystko się ułożyło. Moją żonę Jessicę poznałem w 2009 roku. Pobraliśmy się i mieliśmy nasze pierwsze dziecko w 2010 roku i nasze drugie w 2013 roku. Jesteśmy małżeństwem już od prawie 12 lat i pomijając szaleństwa na świecie, więź między naszą małą rodziną jest silna. Kocham ich o wiele bardziej niż siebie. Mieszkamy w pobliżu San Francisco, a nie w Los Angeles.

 Jak Pan sobie poradził z przejściem z pierwszej pracy jako bankier do pracy jako grafik?

Cóż, to wcale nie było zamierzone. Tak się złożyło, że w pewnym momencie pracowałem z okropną szefową. Była najgorszą osobą z jaką kiedykolwiek przyszło mi pracować. Byłem oddanym pracownikiem, ale ona mimo to zdołała całkowicie uprzykrzyć życie moje i innych pracowników. Skorzystałem więc z okazji i spróbowałem zasmakować życia poza bankiem, co było dla mnie dziwne i nowe, bo przecież od 15 roku życia pracowałem w banku i było to jedyne dobrze mi znane środowisko zawodowe. Ale firmie produkcyjnej, która mnie zatrudniła, bardzo spodobały się ilustracje, które zrobiłem dla banku. Powiedzmy, że pracowałem w dziale artystyczno – marketingowym banku i wykonywałem wiele prac związanych z zabezpieczeniami. Naszemu zespołowi udało się kupić i zainstalować pierwszą wersję Mayi i Softimage 3.8 na naszych maszynach w pracy i wiele się od nich nauczyłem. Tak więc, zanim opuściłem bank, miałem już spore doświadczenie w pracy z Mayą, Softimage, Photoshopem i After Effects. Mówimy o czasie- 18 lat temu! Zmiana była więc płynna, zwłaszcza że mój nowy szef zaoferował mi taką samą pensję, jaką zarabiałem w banku, co pozwoliło mi opłacić wszystkie rachunki i utrzymać dotychczasowy standard życia. Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych nastąpiła w czasie, gdy pracowałem w tej właśnie firmie produkcyjnej. Ponadto, byli oni na tyle uprzejmi, że napisali listy polecające, aby pomóc mi w moich staraniach o wizę (VISA).

Jak zaczął Pan pracę i życie w USA? 

Jak wspomniałem wcześniej  przez Working VISA, dzięki uprzejmości i współpracy z Omation Studios. To był dla mnie zupełnie nowy świat.

Czy może nam Pan powiedzieć czego doświadczył, kiedy opuszczał swój kraj i przenosił się do Stanów Zjednoczonych? 

Cóż, doświadczyłem straty bardzo ważnych ludzi w moim życiu, najważniejszych ludzi z mojego otoczenia, ale uczyniło mnie to osobą bardziej odporną. Byłem skłonny pójść naprzód i wywrócić swoje życie do góry nogami, aby sprawdzić samego siebie. Chciałbym móc powiedzieć, że trudno było zostawić wszystko za sobą, ale wcale tak nie było. To był po prostu odpowiedni moment, żeby to się stało. Dostosowanie było trochę trudne, dopóki mój angielski nie zaczął się poprawiać. Teraz radzę sobie całkiem dobrze, mimo że polityka w USA od lat doprowadza mnie do szału. Jestem raczej liberałem, zwolennikiem małego rządu i wolności. Uważam się za część niewielkiej mniejszości tam, gdzie mieszkam. Wygląda jednak na to, że większość ludzi chciałaby żyć pod gigantycznym butem autorytaryzmu. Nigdy bym się na to nie zgodził, ani też nie chciałbym, żeby to spotkało moje dzieci.

 Czy były, a jeśli tak, to jakie… różnice między pierwszą pracą grafika w Brazylii, a pierwszą pracą w tym samym zawodzie w USA? 

Skala. Artyści w Brazylii są samoukami. Dajcie nam dobry komputer, przyzwoitą pensję, a my sami się wiele nauczymy. Znajdziemy sposoby na rozwiązanie problemów. Tak jest zarówno w małym domu, jak i w gigantycznym studiu. Różnica polega na rurociągu i ilości występujących w nim ruchomych części. W dużym studiu zespoły są ogromne, więc istnieje mnóstwo protokołów, których należy przestrzegać, aby upewnić się, że twoja praca dotrze do następnej osoby w jak najbardziej perfekcyjny sposób. Niedopełnienie tego obowiązku może oznaczać opóźnienia, które w efekcie mogą doprowadzić do strat finansowych, co w konsekwencji może zagrozić produkcji i pracy. Praca zespołowa, przyjaźń, terminy, wszystko jest obecne w obu krajach, ale różni się w zależności od skali. W małym studiu terminy są zazwyczaj bardzo krótkie. Trzeba modelować, teksturować, oświetlać i renderować swoje własne elementy kilka razy w ciągu kilku tygodni. W dużej produkcji mogę pracować nad jednym modelem przez 3 lub 4 miesiące, a czasem nawet dłużej.

Kiedy zaczął Pan pracować nad swoim pierwszym dużym hollywoodzkim filmem? 

Już w 2004 roku kiedy przyjechałem do USA. Był to film ,,Barnyard”.

Jak się Pan czuł, kiedy Pański film ujrzał światło dzienne?

Naprawdę dumny! Dumny z moich własnych zdjęć, co oczywiste, ale także z wszystkich moich kolegów artystów, od animatorów do bardzo sprawnych riggerów (twórców zakresu ruchów do postaci 3D), poprzez modelarzy, oświetleniowców, do groomerów (tych, którzy tworzą włosy), itd. Wspaniały wysiłek zespołowy. Zamieściłem film, gdzie tylko mogłem, aby moi brazylijscy przyjaciele mogli go zobaczyć.

W jakie projekty był Pan od tego czasu zaangażowany?

 Och! Lista jest długa. Około 32 filmów w ciągu ostatnich 17 lat. Najsłynniejsze z nich to: ,,Gwiezdne Wojny: Epizod VII – Przebudzenie Mocy”, ,,Kong: Wyspa Czaszki”, ,,Labirynt Pana”, ,,Transformers: Wiek zagłady”, ,,Avengers”, ,,Pacific Rim”, ,,Rango”, ,,Warcraft”   i wiele innych.

Co jest Pańską największą dumą, a co największym rozczarowaniem?

Największą dumą jest dla mnie możliwość spełnienia mojego dziecięcego marzenia o utrzymywaniu się z tego, co kocham robić, czyli ze sztuki, i przeznaczenie tego na utrzymanie mojej rodziny. Moim największym rozczarowaniem było uświadomienie sobie, że to, co tworzymy z miłości, jest czasem wykorzystywane do promowania rzeczy, z którymi nie zawsze się zgadzamy. Wkładamy duszę w to, co robimy, a widok tego, jak jest to czasem wykorzystywane, może nas naprawdę zdruzgotać. 

Moja rada? Nie bierzmy rzeczy zbyt osobiście. Zrozummy, że pracujemy dla kogoś. Wykonujmy swoją pracę najlepiej jak potrafimy, otrzymujmy wynagrodzenie i spędzajmy czas z rodziną. Jeśli naprawdę będziemy myśleć tylko o projektach, to moim zdaniem nie będziemy w stanie wiele wyprodukować. Jeśli zaś nauczymy się oddzielać emocje od pracy i skupiać się tylko na części artystycznej, powinno być dobrze.

Nad czym Pan obecnie pracuje?

Robię sobie teraz krótką przerwę przed rozpoczęciem kolejnego programu. Przygotowuję mój kolejny kurs on-line, który prowadzę dwa lub trzy razy w roku. Powracam też do niektórych starych projektów i poprawiam je, aby dobrze wyglądały w galerii.

Wydaje się, że poprzez ciężką pracę każdy może podnieść swój poziom techniczny, ale niektórzy dodatkowo mają to ,,coś”, co czyni ich utalentowanymi i odróżnia od tych, którzy tego nie mają. Co sądzi Pan o tym punkcie widzenia, jak by Pan to wyjaśnił?

Nie wydaje mi się, żeby istniała jakaś sztuczka magiczna. Albo jest się uczciwym w tym, co się robi, albo nie. Albo wkładasz pomysł i pasję w to, co robisz, albo nie. Albo wykorzystujesz swoje osobiste doświadczenia jako paliwo, albo próbujesz naśladować innych, co może prowadzić do standardowych, przewidywalnych prac, które nie pokazują, kim jesteś jako jednostka. 

Cokolwiek robię, nawet jeśli jest to tylko zwykły portret, staram się oddać emocje, myśli i życie postaci, którą portretuję. Wykracza to daleko poza techniczne mistrzostwo. Technika jest tylko narzędziem, którym artysta musi się posługiwać, aby móc ,,rozmawiać” z innymi. Opowiadać historie, wywoływać uczucia, prowadzić dialog. Nie uważam, że jestem mistrzem jakiejś techniki. Jestem wystarczająco kompetentny, by opowiadać swoje historie i to mi wystarcza. Nie oznacza to, że nie stawiam sobie wyzwań, wręcz przeciwnie! Za każdym razem stawiam sobie wyzwania, staram się doskonalić te dyscypliny, w których jestem najsłabszy, tak aby przy następnym projekcie móc z tego skorzystać, co oszczędza mi czas. Talent to nic innego, jak ekstremalne poświęcenie, plus poziom uczciwości i pasji do komunikowania się z innymi poprzez pracę, którą tworzysz. Talent jest bardzo często połączeniem wrażliwości i obsesji, a nie czymś magicznym.

Co, Pańskim zdaniem, trzeba zrobić, aby rozwinąć prawdziwą karierę artystyczną w hollywoodzkim przemyśle filmowym, gdzie międzynarodowa konkurencja jest tak silna?

Oczywiście trzeba umieć stworzyć interesujące dzieło. Trzeba się wyróżniać. W dzisiejszych czasach: Facebook, Instagram i Artstation – są ważnymi narzędziami do promowania swojej sztuki. Jeśli nasze dzieło jest dobre, ludzie to rozpoznają. Po drugie, nawiązywanie kontaktów jest ważne, ale uwaga: samo nawiązywanie kontaktów może jedynie wprowadzić cię przez drzwi. Aby zostać i zrobić karierę, MUSISZ być dobry w tym, co robisz, a szczególnie w produkcji. MUSISZ być w stanie rozwiązywać problemy na bieżąco. MUSISZ być wystarczająco inteligentny, aby znaleźć sposoby rozwiązywania problemów, których nigdy nie widziałeś w swoim życiu, po prostu wykorzystując podobne doświadczenia, które miałeś w przeszłości i wymyślając możliwe scenariusze rozwiązania problemu. Zespół liczy na to, że będziesz wnosić dobre pomysły. Inni zrobią to samo, a rozwiązania zawsze pojawią się w wyniku burzy mózgów, którą zrobicie jako zespół.

 Ma Pan silny temperament, a Pańskie pomysły są często sprzeczne z tymi, które powszechnie panują w świecie sztuki. A jednak udaje się Panu pozostać na miejscu i Pańska kariera nie wydaje się być zagrożona. Czy to oznacza, że strach przed wyróżnieniem się i utratą pracy jest bezpodstawny? Jakie jest pańskie stanowisko w sprawie kompromisu? Czy zna Pan innych artystów, którzy trwają przy swoim, nie bacząc na konsekwencje? 

Cóż, nie znam zbyt wielu ludzi, którzy robią to, co ja. Myślę, że walczę o to, co jest słuszne i sprawiedliwe. Jeśli to w czyimś przekonaniu jest złe, to jest to jego sprawa, z którą musi sobie poradzić. Nie mogę po prostu widzieć niesprawiedliwości, kłamstw i oszustw w dziejących się wokół mnie sprawach, które będą miały wpływ na moje dzieci w przyszłości, i przymykać na to oko. Nie mogę! Powiem jednak tak: jestem przekonany, że wnoszę dobrą pracę i dobrą etykę pracy. Jestem dobrym pracownikiem i trzymam politykę z dala od środowiska pracy, co jest niesprawiedliwe, ponieważ przemysł rozrywkowy jest obecnie bardzo upolityczniony, z toną memów wysyłanych codziennie. W pewnym sensie znam swoją wartość jako profesjonalisty, ale jestem też po prostu człowiekiem. Nie jestem zwolennikiem myślenia grupowego. Jestem myślicielem i indywidualistą. Czytam, uczę się, wierzę, oduczam się, przestaję wierzyć, zmieniam się, dostosowuję, uczę się na nowo, wszystko to na własną rękę, bez akceptowania żadnej z narracji rozsiewanych przez media głównego nurtu lub na przykład rząd. Niektórzy ludzie tego nie lubią. Niektórzy ludzie wolą automaty i ,,yes-manów” (potakiwaczy). Ale to cienka granica. Znam osoby, które straciły pracę z powodu różnic ideologicznych. Dzisiejsza ,,kultura anulowania” przyszła też w pewnym momencie po mnie, także w sieci. Nie ukłoniłem się. Utrzymałem swoją pozycję i poszedłem dalej, tworząc więcej sztuki, będąc dobrym pracownikiem, pomagając mojemu zespołowi. Problem polega na tym, że w przeszłości ludziom pozwalano myśleć inaczej i nadal dogadywać się z innymi. Ale dziś wszystko jest zmilitaryzowane. W dzisiejszych czasach ludzie są niezwykle spolaryzowani, a cała ta gadanina o przynależności, tolerancji i akceptacji, to albo znaczące sentymenty, albo tylko bzdury, które są ważne jedynie dla tych, którzy podzielają twoje ideologie. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak moje sprawy potoczą się w przyszłości, ale nadal będę wyrażał swoje opinie na temat wszystkiego, co uważam za złe, a to ma wiele wspólnego z faktem, że jestem przeciwny ludziom próbującym kontrolować twoje życie w jakiejkolwiek formie. Jesteśmy wolnymi istotami, okłamano nas, że potrzebujemy błogosławieństwa od władzy, jakiejkolwiek formy władzy, aby móc robić proste rzeczy w życiu, takie jak swobodne poruszanie się i podejmowanie własnych decyzji zdrowotnych. Kiedyś był to zdrowy rozsądek, ale dziś nawet on stał się bronią przeciwko nam.

Jak radzi sobie Pan z tą osobliwością na co dzień i w jakim stopniu utrudnia ona współpracę z ludźmi, którzy nie podzielają Pańskich poglądów?

Można się poczuć samotnie, to na pewno. Ale spotkałem ludzi o podobnych poglądach, którzy doceniają to, co mam do powiedzenia. Trzymam te rzeczy TYLKO na mojej prywatnej stronie na Facebooku. Moja profesjonalna strona na Facebooku oraz mój Instagram i Artstation- są dla sztuki i TYLKO sztuki. Facebook to mój odstresowywacz. Mówię, co myślę, póki mogę, bo cenzura na pewno czyha na kogoś takiego jak ja. Moja rada jest następująca: jeśli podoba ci się moja sztuka, śledź moją artystyczną stronę na Facebooku, Instagramie lub Artstation. Jeśli podoba ci się moja filozofia życia i moja ideologia prowolnościowa, kwestionująca każdy krok tego, co robi rząd, śledź moją osobistą stronę. Wyczerpałem wszelkie próby prowadzenia owocnych rozmów w sieci, po latach bycia atakowanym za moje poglądy. Ale mam umiarkowanych przyjaciół, z którymi lubię dyskutować. Tak długo, jak utrzymywany jest wzajemny szacunek, kiedy ludzie mają różne odczucia na jakiś temat, ale ZAWSZE widzą, skąd pochodzi druga strona, wszystko może się udać. Z drugiej strony, nie znoszę ludzi typu ,,policja myśli”. Ci maniacy kontroli, którzy ZAWSZE wydają się wiedzieć, czego potrzebujesz, aby kierować swoim życiem, a ich odpowiedź brzmi częściej niż często: ,,Idź z prądem, nie zadawaj pytań, wierz w to, co mówią ci twoi przywódcy”. Jeśli mają takie opinie, to jest w porządku tak długo, jak nie pojawiają się na mojej osi czasu, aby pouczać mnie I prowokować przez cały czas. To się nie stanie. Kłótnia i debata to zupełnie różne rzeczy.

 Nadszedł właśnie  ten moment, kiedy proszę Artystę o radę dla tych, którzy chcieliby pójść w jego ślady.

Najważniejsze jest to, aby pasja była siłą napędową twojej sztuki. Jeśli wejdziesz do tej branży z myślą o pieniądzach, jako swoim głównym celu, będziesz rozczarowany i w końcu nie wykorzystasz nawet małej części swojego pełnego potencjału. Kiedy robisz rzeczy, ponieważ kochasz je robić, ponieważ karmią one twoją duszę, ponieważ przynoszą ci radość, stawiają wyzwania, sprawiają, że rozwijasz się artystycznie i przynoszą ci poczucie osobistego spełnienia, wtedy wiesz, że jesteś na właściwym polu. Jeśli nie, to może czas pomyśleć o zrobieniu czegoś innego w życiu! Kolejna wskazówka, jeśli jesteś początkujący: naucz się autopromocji, bo jeśli jesteś nieznany, nikt nie zrobi tego za ciebie. Ale uważaj! Sama autopromocja, która nie jest oparta na solidnej i oddanej pracy, nie jest wystarczająca. Musisz najpierw poprawić swoją pracę, aby kiedy zaczniesz ją promować, utrzymała ona uwagę, na którą zasługuje. Niechlujna praca zawsze spotka się z niechlujną uwagą. Najlepszym miejscem do dzielenia się swoją pracą są obecnie media społecznościowe, w przeciwieństwie do czasów, kiedy fora internetowe były najlepszym miejscem do tego. Publikuję na Instagramie, Facebooku i Artstation – w tej kolejności. Jeśli twoja praca jest dobra, ludzie będą się nią dzielić, i nim się obejrzysz, ludzie zaczną cię zauważać. 

Powodzenia! Dziękuję Laurent za tę możliwość. Twórzcie dalej, bądźcie silni.

Skip to content