fbpx
Zaznacz stronę

– Ostrożnie jedź, uważaj na siebie proszę i zadzwoń do nas, jak tylko będziesz na miejscu – powiedział do żony stojąc w drzwiach ich nowo wybudowanego domu. Razem ciężko pracowali, aby mógł stanąć na miejscu starego, tego po babci Beaty. Jeszcze pachnie farbą w pokojach, a olejna na drzwiach nie wyschła. Dosłownie parę tygodni jak się wprowadzili. Nieduży, ale własny i przytulny. Będzie co zostawić dzieciom, których mieli  troje. Kochali się bardzo, jednak teraz przyszedł czas rozłąki. Żona musiała pojechać za granicę, do siostry, która prowadzi firmę, a że  akurat zachorowała, to trzeba było jej pomóc. 

– Dobrze kochanie, jak tylko dojadę na miejsce, zaraz zadzwonię, a ty uważaj na siebie i dzieci. Wiesz, jakie one potrafią być rozbrykane. Szczególnie Patrycja weszła w trudny wiek, wszystko teraz u niej na nie. 

– No akurat z nią, to ja mam najmniej problemów. Zresztą, nic się nie martw, tylko jedź ostrożnie.

– Wiem, no to pa. 

– Pa dzieci, bądźcie grzeczne i słuchajcie taty. Pa, pa…

Wsiadła do samochodu i ruszyła. Jeszcze przez chwilę stali i machali, a gdy samochód zniknął za zakrętem, ojciec przygarnął wszystkie swoje pociechy i weszli razem do domu.

– No to jesteśmy sami – powiedział zamykając za sobą drzwi.

– Tato, a kiedy mama wróci? – zapytała mała Malwinka.

– Niedługo kochanie, niedługo. Teraz bierzmy się za sprzątanie. W waszych pokojach jest straszny bałagan…

– A nie możemy tego zrobić później? Taka jestem zmęczona – odparła Patrycja.

– A ja tam zaraz sprzątnę, bo jak wyszedłem z łóżka, tak jeszcze nie posłane.

– Ale lizus, fuj! – warknęła nie zbyt miło starsza siostra na Tomka.

– Jeszcze mama nie wyjechała dobrze z kraju, a ty już u ojca plusy łapiesz. A jak mama jest, to tylko mamusia, mamusia, ale mam brata lizusia.

– Patrycja! Nie dokuczaj bratu. Lepiej weź się za sprzątanie i zaraz pomożesz mi w kuchni. Sam sobie nie poradzę.

– A jak skończą się ferie, to kto ci będzie pomagał? Na pewno nie ja, bo będę musiała się uczyć, by nie zawalić roku.

– Szkoda, że wcześniej nie pomyślałaś o tym, a nie jak zwykle wszystko  na ostatnią chwilę.

– Spoko tato, dam radę. Jedna tylko jedynka do poprawienia, to pestka.

– Jedna, to jeszcze dla ciebie za mało? Wcale jej nie powinno być, tak jak w pierwszej klasie, kiedy miałaś same piątki. 

– Pierwsza klasa to pikuś, dopiero teraz jest prawdziwa  nauka. Nie wiem, jak to będzie w liceum.

– No właśnie, ale teraz do pokoju i nie zagaduj. 

– Dobrze, już dobrze…

Miał teraz trochę spokoju. Malwinka siedziała na swoim krzesełku i jadła, a raczej grzebała w miseczce. Lubiła to robić, także mógł wreszcie spokojnie wypić kawę.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła dziewiąta, a  więc miał jeszcze trochę czasu. Prowadził niewielką firmę i był umówiony na spotkanie z klientem. Do dzieci miała zaraz przyjść babcia. Zaczął się ubierać, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyła Patrycja. 

– To babcia! – krzyknęła dziewczyna witając się z kobietą jeszcze w drzwiach. 

Teraz kiedy były pod opieką, mógł spokojnie wyjść na spotkanie. Spieszył się, bo było już dość późno, ale nie chciał zostawiać dzieci samych. Nigdy nie zostawiali ich samych. Już tak się przyjęło, że zawsze musiał być z nimi ktoś dorosły. 

– Tyle teraz się słyszy w telewizji – mawiała babcia i mama dzieci – że aż strach wyjść z domu. Zresztą nawet w domu człowiek nie czuje się w pełni bezpieczny.

Zdążył, nie spóźnił się. Miał dobry dzień, spotkanie bowiem przebiegło pomyślnie. Umówił się z klientem na jutro w swojej firmie w celu podpisania umowy.

Handlował drobnymi częściami zamiennymi do samochodów i maszyn. Miał niewielką hurtownię i sporo już stałych odbiorców. Zanosiło się na ich powiększenie.

– Jutro przyjadę do pana o dziesiątej, tak jak dziś i sfinalizujemy nasze ustalenia – powiedział klient.

– Dziękuję, będę czekał na pana u siebie w gabinecie. Zapraszam.

– Dziękuję, wobec tego do jutra. 

Kiedy znalazł się w domu, poczuł zmęczenie. Położył się na kanapie w salonie i przymknął oczy. Zbyt długo jednak nie poleżał, bo zaraz wbiegła Malwinka i zaczęła go zaczepiać. Chciała, by się z nią pobawił.

– Zaraz kochanie, zaraz, tatuś jest zmęczony, ale jak trochę odpocznę, to się pobawimy. Dobrze?

Uwielbiał zabawy z córeczką, ale w tej chwili naprawdę nie miał na to zbyt wielkiej ochoty. Babcia, jak tylko ojciec dzieci wrócił, poszła do domu. 

Po chwili weszła Patrycja.

– Tato… tato? Dziś u Adrianki Kozłowskiej jest imprezka, taka dziewczyńska.  Mogę iść? Proszę.

– Jaki lizus, fuj. Ale się podlizuje – przedrzeźniał siostrę Tomek, stojąc w drzwiach salonu z kanapką w ręku.

– Nie wtrącaj się! – krzyknęła Patrycja na brata dość ostro. – Rozmawiam z tatą.

– Patrycja! Co w ciebie wstąpiło, uspokój się, jak ty się odzywasz do brata?!

– Bo mnie wkurza. No… mogę iść? – dodała miłym głosikiem.

– A pokój posprzątany?

– Tak jak kazałeś.

– A uczyć się kiedy będziesz?

– Przecież ferie dopiero się zaczęły…

– W ogóle nie powinnaś wychodzić…

– Taatooo…

– No dobrze już… dobrze. Pójdziesz, tylko pamiętaj o dwudziestej drugiej masz być w domu.

– Jak zwykle muszę być kopciuszkiem…

– Co mówiłaś?

– Nic nic tato, tak tylko…

Poszła się szykować. Kiedy dochodziła siedemnasta, podjechał samochód i zabrał latorośl państwa Biernackich na imprezę.

– Kiedy to było? – powiedział głośno do siebie.  Teraz tylko praca, dzieci, dom. Na nic nie ma czasu. Już niedługo się to skończy. Teraz kiedy podpiszę tę umowę… – zamyślił się, jakby coś przeliczał, i dodał – to będzie duże zamówienie… Zabiorę dzieci na wczasy. W końcu wszystkim nam się  należy odpoczynek.

Na początku było im ciężko. Ich jedyny skarb, to ręce chętne do pracy i głowy pełne pomysłów. W końcu jednak zaczęło im się lepiej powodzić. Mieli dom, dwa ładne samochody i trochę oszczędności. Choć tych ostatnich nie tak znów wiele, bo dopiero co ukończyli budowę domu. Do pełni szczęścia brakowało im tylko obecności mamy, no ale… przyjedzie.. 

Kiedy położył dzieci spać, ułożył się wygodnie w salonie i oglądał telewizję. Przysnął. Przebudził go jakiś rumor, coś jak zgrzyt klucza, jakby ktoś majstrował przy zamku. Pomyślał, że to Patrycja, podszedł więc do drzwi i otworzył je. 

Przed mężczyzną stał młody, dwudziestoparoletni sąsiad. Mieszkał tuż obok. Biernaccy czasami gościli u siebie jego rodziców. Marka zdziwiły odwiedziny o tak późnej porze. Jednak młody sąsiad nie był zbyt miły i nie zamierzał niczego tłumaczyć. Wepchnął zaspanego gospodarza do środka. Za nim weszło jeszcze kilku drabów. Gospodarz wystraszył się nie na żarty. Nie myślał w tej chwili o sobie, lecz o dzieciach, aby im nie zrobili krzywdy.

– Czego chcecie? Weźcie czego potrzebujecie, tylko idźcie już sobie. Pieniądze mam na koncie, dam wam kartę, podam pin. Tylko idźcie stąd i nie róbcie nikomu krzywdy! – wołał wystraszony, chcąc obudzić ich sumienia i pozbyć się intruzów. 

– A dasz, jasne, że dasz… zresztą sami weźmiemy. Gdzie masz córeczkę? Gdzie ona jest? – pytał  jeden z napastników rozglądając się po domu, podczas gdy drugi związywał mu ręce i nogi.

 – Może zabawimy się razem?  

Marek spojrzał na zegar, dochodziła dziesiąta. Teraz modlił się, aby Patrycja nie przyszła punktualnie, pierwszy raz w życiu. 

Dostał jeszcze kilka kopniaków w brzuch i gdzie popadnie. Upadł z jękiem na podłogę. Zaczęli plądrować dom. Co znaleźli wartościowszego, chowali do toreb i plecaków: obrazy, biżuterię…

Ale i tego było im mało, domagali się pieniędzy. 

Młody sąsiad podszedł do gospodarza, złapał za włosy i uniósł do góry. Usiadł, a ten uderzył go w twarz. Polała się krew… i znów  uderzenie. Marek patrzył na oprawcę pytającym spojrzeniem pełnym bólu.

Po chwili powiedział, gdzie znajdą kartę i podał numer pin-u. 

To ich nie zadowoliło. Chodzili nerwowo po pokojach i rozbijali wszystko, co im zawadzało, a czym nie byli  zainteresowani. 

Nagle jeden z nich wyjął toporek i zaczął nim wywijać, niszcząc wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu. Dzieci się pobudziły i słychać było ich płacz. Zakrwawiony gospodarz z rękami związanymi z tyłu, patrzył ze strachem do góry i na to, co robią rabusie. Łzy same spływały mu po policzkach i szeptał:

– Zabijcie mnie, oszczędźcie dzieci. Zabijcie tylko mnie…

Widział, jak ten z siekierą nadal nią wymachuje i powoli wchodzi na górę, niszcząc wszystko po drodze. Kiedy zniknął za drzwiami dziecięcego pokoju, słychać było płacz i krzyki, głuche uderzenia i… nagle wszystko ucichło. 

Ojciec padł na podłogę, wyjąc jak ranione zwierzę. Kałuża krwi wypłynęła spod jego głowy. Nastała cisza, przerażająca cisza… w którą wdarł się nagle przenikliwy dźwięk dzwonka u drzwi…

Skip to content