fbpx
Zaznacz stronę

Poezja Jarosława Kapłona

04/2020

 

mówiąc dzień dobry

uwięziony w windzie na półpiętrze macham rękami
do kamery wyrażam niezadowolenie ktoś napisał flamastrem
na ścianie niech im parter lekkim będzie a nasze
niech będzie na górze kobieta z głośników nie pyta
informuje w przeszłości kochaliśmy się w jej obecności
kilka razy tu na dziesiątym piętrze ilość wspomnień
da się poukładać jak ma się tyle czasu bo ileż tu życia
muzyki ile burzliwych rozmów lustro w windzie
jest niczym okno patrząc w nie przypominasz sobie
dowolny szczegół każdy groźno obwieszczony bunt
brak tchu podczas pierwszego pocałunku i przerwy
pomiędzy słowami pomiędzy piętrami kiedy wciskasz
podświetlone guziczki i nie zastanawiasz się
kim jest ta kobieta i jej tajemniczy głos który zapowiada piętra
każdego dnia kiedy wsiadasz i wysiadasz
a czas nie porusza się w górę i w dół płynie przed siebie
więc myślę że mógłbym momentami tak się zatrzymać
jakby nie było już wyjścia tylko perspektywa
że tutaj jest ktoś nieuchwytny jak ja
w tym idealnym położeniu

 

ona

układasz się na brzuchu twoje plecy niczym lotnisko
wypięte lekko w górę prosto ku niebu
wiatr targa włosy posypuje piaskiem pas startowy
kręgosłupa jest zimno ale pachnie życiem
jestem lasem obrzmiałym wzgórzem wiatrowskazem
otaczającym krajobrazem z public głośników
głos niesie się echem między drzewami
korytarzami kiedy zostajemy sami zupełnie sami
słychać dźwięk samolotu mgła szuka ujścia i ani śladu
obcych rąk tylko natura wobec natury
te harmonijne obrazy nie obojętne na ruch
otaczającego świata ta chwila kiedy poruszasz się
w górę i w dół a pod tobą bujność traw jej ciało
niczym wąska rzeczka o zróżnicowanej rzeźbie
meandruje wokół górskiego terenu zanurzasz się cały
i nie potrafisz objąć wzrokiem tego krajobrazu
a wystarczy popatrzeć w dół jak na łonie natury
ciepłego krocza pulsuje dłoń ziemi która opędza się
od złych duchów ciemnych chmur które krążą

 

ogród

a ja gotowy do skoku w nadprzestrzeń całuję cię w usta
nocą kiedy ogród pełen gwiazd i drzew
miesza mi w głowie stajesz się moją wyrocznią
najwyższą formą nieba kosmos przelewa się w nas
niczym woda w rękach wszechmogącego
od atomu do wszechświata od poczęcia
narodzin przez wielkie teleskopy oczu
obserwuję okrągłe dwa srebrne księżyce
jabłka które przyciągnęła grawitacja
twoje piersi kiedy pochylasz się nade mną
tu obok drzewa gdzie podstępny wąż
pojawia się nagle jak kometa o mglistych zarysach
z białym długim warkoczem wystarczy nakłuć
uśpić w sobie powściągliwość
a potem obudzić się w zupełnie innym świecie

Skip to content