fbpx
Zaznacz stronę

„Kara… czy wina?”

Mała, najwyżej ośmioletnia dziewczynka idąc chodnikiem, śpiewała sobie i podskakiwała, jak to dziecko.

Nagle przystanęła przy furtce sąsiedniego domu i przypatrując się z zaciekawieniem, przytuliła twarz do prętów ogrodzenia. Zobaczyła tam sąsiada, który właśnie podlewał trawnik i kwiaty. Robił to zresztą prawie codziennie, bo lato tamtego roku było wyjątkowo upalne i suche. Deszcz nie spadł od ponad miesiąca.

Mała Agatka zawsze chętnie podpatrywała i zaczepiała znajomego sąsiada, z którym rozmawiała przez długie godziny. Znała pana Jana od zawsze. Lubiła go, zdaje się z wzajemnością. Uczył ją, jak przycinać kwiatki i kiedy zbierać nasiona. Miała nawet u niego swój mały ogródeczek, w którym robiła wszystko, zgodnie z jego zaleceniami.

Chętnie biegała do kiosku po gazetę dla taty, który po powrocie z pracy, lubił siadać w fotelu i zatapiać się w lekturze, podczas gdy ona mogła wtedy do woli czesać jego włosy. Czarne, gęste. Zupełnie jak te jej.

  • Dzień dobry panie Janie – krzyknęła zza furtki dziewczynka.
  • Dzień dobry Malutka. Dokąd pędzisz?
  • Idę po gazetę do kiosku. Może i panu kupić?
  • Nie, dziękuję, ja zawsze chodzę po gazetę z samego rana, kiedy ty pewnie jeszcze śpisz.
  • To w takim razie może coś innego panu kupić? – zapytała rezolutnie.
  • No dobrze, skoro tak bardzo chcesz, to kup mi proszę kartkę pocztową. Taką z naszym miastem, i znaczek.
  • A właściwie… po co panu taka kartka?
  • Chcę ją wysłać do kolegi. Zawsze o tej porze roku posyłam mu kartkę z pozdrowieniami i zapytaniem o zdrowie. To taka nasza tradycja.
  • Ładnie, a co to jest tradycja?
  • Tradycja, to taki zwyczaj, przyzwyczajenie, coś co się powtarza cyklicznie o tej samej porze…
  • Aha…
  • Agatka, Agatka! – dziewczynka usłyszała nagle za plecami głos mamy – Nie zamęczaj pana Jana, tylko pędź do kiosku! Bo jak tak dalej pójdzie, to prędzej tata wróci z pracy, niż ty z tą gazetą.
  • W porządku – odparł sąsiad – dla mnie też zrobi zakupy.
  • Co ja mam z tym dzieckiem…- kiwała głową matka i coś jeszcze cicho, już jakby tylko do siebie, mówiła wchodząc do domu. Agatka pobiegła dalej, a pan Jan nadal kręcił się po swoim ogrodzie.

Dziewczynka przyniosła mu kartkę ze znaczkiem i umówili się na poobiednie „działkowanie”.

Tata wrócił z pracy i jak zawsze najpierw przeglądał gazetę. Mama zaś krzątała się po domu. Znali pana Jana od jakichś 15-tu lat. Mieszkał tam odkąd pamiętają. Zdawał się być bardzo spokojnym, zrównoważonym i odpowiedzialnym człowiekiem. Nieraz nawet zdarzało mu się zostać z małą Agatką, gdy jej rodzice mieli jakiś niespodziewany, pilny wyjazd. Mała go uwielbiała i wcale nie grymasiła, że musi zostać z obcą osobą. To raczej mama dziewczynki narzekała, że zawsze po takim wspólnym wieczorze, córka bywa rozkapryszona. Sąsiad bowiem rozpieszczał ją niemiłosiernie. Pozwalał jej dosłownie na wszystko. Zupełnie jak prawdziwy dziadek. Agatka nie miała prawdziwego dziadka. Ten ze strony ojca zmarł wcześnie, kiedy nie było jej jeszcze na świecie, natomiast mama Agatki nie miała rodziców, wychowywała się w domu dziecka. Tak więc, nic nie mówili, kiedy mała lgnęła do pana Jana.

Coraz częściej zabierał ją do siebie pod pretekstem pielęgnacji kwiatków i warzyw.

  • Mamo, ja dziś znów umówiłam się z panem Janem na „działkowanie”- rzuciła od niechcenia dziewczynka, zaraz po obiedzie.
  • Czy ty nie przesadzasz? Zamęczysz pana Jana tymi swoimi ciągłymi wizytami. Przecież tak nie można, to nawet nie wypada.  
  • Nie zamęczę, nie zamęczę. My się rozumiemy i mamy wspólne zabawy.
  • Wspólne zabawy? – zaniepokoiła się mama.
  • Tak…
  • Jakie zabawy? Możesz mi coś o nich opowiedzieć?
  • Ale co?
  • No, co robicie podczas tych zabaw?
  • Podlewamy kwiatki, obcinamy listki, kopiemy ziemię…
  • No tak, ale może coś jeszcze robicie?
  • Robimy, no pewnie, że robimy.
  • Ale co? – niecierpliwiła się mama – Co robicie?- powtórzyła.
  • Pan Jan opowiada mi bajki, wierszyki. Wiesz, pan Jan ma nawet taki mały telewizorek i puszcza bajki na ścianie. Gdybyś widziała, jakie fajne ma filmiki.
  • I nic więcej?
  • Nic więcej… – tym razem to Agatka wyglądała na zniecierpliwioną.
  • A czy, czy może pan Jan…, czy on…? – kobieta cedziła słowa, nie wiedząc, jak właściwie ma zadać pytanie.

– No co? Co pan Jan? – zniecierpliwiona już na dobre mała dziewczynka wstała mówiąc: – Mamo, muszę już iść, pa.

 I nim pani Wanda zdążyła zareagować, córeczka ubrana w  dziecięcą ufność, wybiegła z domu.

  • Muszę z nią jeszcze porozmawiać – obiecała sobie matka, i poszła do kuchni.
  • Z kim chcesz rozmawiać? – zapytał mąż usłyszawszy, jak żona mówi do siebie.
  • Z Agatką…
  • Z Agatką? O czym?
  • A takie tam babskie sprawy.
  • W tym wieku?
  • No dobra, powiem ci, tylko się nie śmiej, i nie mów, że jestem przewrażliwiona.
  • Obiecuję…
  • Agatka powiedziała mi przed chwilą, że mają z panem Janem wspólne zabawy i… – przerwała na chwilę, jakby sama zastanawiała się nad tym, czy aby nie przesadza.
  • No wiem, przecież spędzają ze sobą tyle czasu.
  • No właśnie… i to mnie trochę niepokoi.
  • To… czyli co?
  • No to, że są tyle czasu sami. Rozumiesz?
  • Nie…
  • Nie udawaj!
  • Nie udaję! Powiedz wreszcie o co ci chodzi…. Czy uważasz, że…?
  • No właśnie…
  • Nie, to niemożliwe, widzielibyśmy. Przesadzasz… przepraszam obiecałem, ale…  co to w ogóle za wymysły.
  • Wiedziałam, wiedziałam, że tak zareagujesz. Ale ja mam jednak pewne obawy.
  • No dobrze, jeżeli tak, to poobserwujmy trochę dziadka i tę ich działkową przyjaźń –poinformował tata, któremu najwyraźniej udzielił się niepokój żony.

Chyba nagle wyobraził sobie taką sytuację, bo aż nim wstrząsnęło, po czym  krzyknął:

  • Chyba bym go zabił, zabiłbym drania!
  • Nie krzycz, bo usłyszy, przecież są na działce tuż za płotem. Słyszysz, jak szczebioce?
  • Słyszę, słyszę… Nie… nie… to absolutnie niemożliwe…

*  *  *

  • Lubisz tak, prawda? – pytał Jan dotykając pośladków dziewczynki, kiedy ta nachylała się do kwiatków na grządce.
  • Lubię – odpowiadała cicho, nieświadoma właściwie tego, co się zaczęło.

–   Tylko czemu nie wolno o tym mówić?

  • Bo to są sprawy intymne.
  • Intymne?
  • Tak, takie o których nie wolno z nikim rozmawiać: ani z mamą, ani z ciocią, a już  na pewno nie z tatą.
  • Dobrze, w porządku…
  • No widzisz… A chcesz pocałować dziadka?
  • Chcę! – podbiegła do mężczyzny i pocałowała go w policzek.
  • Pięknie… Chodź do domu maleńka, dam ci coś dobrego.

Zawsze miał w zanadrzu coś wabiącego. Doskonale wiedział, że Agatka, jak każde dziecko lubi słodycze, i te zawsze miał u siebie. Częstował, potem kładł ją na wersalce i włączał telewizor. Kiedy dziewczynka patrzyła na bajkę, on rozbierał ją i całował wszędzie. Najbardziej śmiała się, kiedy całował ją po łonie. Nie myślała, że to coś złego. Robił to przecież zawsze, odkąd zaczęła tu przychodzić. Był delikatny w swoim okrucieństwie. Jednak samo dotykanie i całowanie przestało go podniecać. Próbował posunąć się dalej. Rozsuwał jej  nóżki i… nie, nie zrobił tego, ale dotykał, wąchał, całował.

Mała czasami tam zasypiała, a wtedy onanizował się nad jej rozebranym ciałem. Robił to nawet kilkukrotnie podczas jednego spotkania. Kiedy wracała do domu, zdawała się być zadowolona, że mogła spędzić czas z dziadkiem, że ktoś poświęcił jej uwagę, że dla kogoś była ważna.

*  *  *

Od pewnego czasu mama wiedziona intuicją, dyskretnie obserwowała dziewczynkę, ale Jan dość szybko zorientował się, że rodzice chyba coś podejrzewają.

Chęć zdobycia celu, była jednak większa niż ostrożność. Tyle lat, tyle lat… czekał na tę nagrodę…i miałoby nie być jej zwieńczenia? Nie, absolutnie nie mógł do tego dopuścić. Nieustannie o tym myślał.

Przychodził do państwa Drozdowskich, rozmawiał z nimi, opowiadał o Agatce, jaka to mądra dziewczynka. Głaskał ją po główce i dotykał dłoni. Mała siadała mu wtedy na kolanach i przytulała się do niego.

Pani Wanda czuła się nieswojo w takich sytuacjach, ale mała lgnęła do dziadka.

Upłynęło sporo czasu od ich ostatniego spotkania i  coraz trudniej było mu utrzymać na wodzy swoje pożądanie. Zaplanował ten wieczór bardzo dokładnie. Wiedział, że to ostatnia chwila, że musi to być teraz.

                                                 *   *   *

Mijały tygodnie, w których nic nowego się nie wydarzyło. Pani Wanda pomału przekonywała się o niesłuszności swych podejrzeń.

  • Kamień  z serca… jak dobrze, że to tylko mój wymysł, jak dobrze…

Pani Wanda zapraszała czasem sąsiada na obiad, zdarzało się też, że jadali razem  kolacje,  ot jak dobrzy, starzy znajomi.

Pan Jan był bardzo grzeczny, wręcz szarmancki i umiał się zachować w każdej sytuacji.

Zastanawiające było tylko to, że ciągle wyszukiwał okazji, żeby się u nich pojawić… a to chciał pożyczyć trochę soli, a to znów cukru. Zjawiał się w ich domu pod byle pretekstem. Poprosił  nawet Agatkę, by i jemu kupowała w kiosku gazetę. Zmienił przyzwyczajenia, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do swego upragnionego celu.

*   *   *

Pewnego dnia siedzieli sobie przed domem, Agatka biegała ciesząc się wakacjami, gdy nagle zadzwonił telefon… Kobieta przeprosiła gościa i poszła odebrać. Pan Jan słyszał, jak mówiła:

  • Dobrze kochanie, to o której wracasz?

Aha, to znaczy jutro rano? …nic się nie martw, tylko jedź ostrożnie…

  • Dobrze, dobrze… pa.

Zdaje się, że na to właśnie czekał Jan. Uradowany wyjął z kieszeni fiolkę i szybko wrzucił tabletkę do szklanki pani Wandy.

*   *   *

         Kiedy się obudziła, na dworze było szaro. Nie miała pewności, czy to zmrok, czy wczesny świt? Rozejrzała się wokoło i  nagle zorientowała, że jest w domu sąsiada. Co prawda nie było go nigdzie w pobliżu, ale  niepokój  wzrastał wraz ze świadomością tego, że nie wie, co z Agatką. Przeraziła się, gdy zaczęła sobie przypominać i mozolnie kojarzyć fakty. Wstała i rozglądając się wszędzie, szukała córeczki. Nagle usłyszała dobiegające z piętra, coś jakby sapanie. Przerażona natychmiast pobiegła w tamtą stronę, popchnęła mocno niedomknięte drzwi, a to co zobaczyła, nie tylko odebrało jej mowę, ale  i na moment sparaliżowało.

  • Ty draniu, co ty robisz?! – ryknęła widząc go nad córeczką. – Jak możesz!
  • Mamo! Mamo! – krzyknęła zapłakana dziewczynka zrywając się z kanapy. Tak się bałam, to tak bolało… – zasłaniała ręką nieporadnie krocze, z którego wypływała krew.
  • Ty draniu! – krzyczała zrozpaczona i bezsilna kobieta, przytulając małą do siebie.
  • Cicho córeczko, już dobrze!

Po tych słowach Jan nagle zerwał się i podbiegł do pani Wandy tulącej dziecko, po czym odepchnął płaczącą Agatkę i zaczął szarpać kobietę.

– Przecież wiem, że tego chcesz. Zazdrosna jesteś o córkę, tak? Chodź, dla ciebie też mam prezent. Lubię takie jak ty… – mówił zrywając z niej bluzkę, jednocześnie szarpiąc guzik spodni.

Kobieta walczyła jak lwica, szarpała, gryzła, drapała i  krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. Jan pozamykał okiennice i drzwi. Męża  nadal nie było, nie zdążył jeszcze wrócić do domu, więc nie miał  kto przyjść im z pomocą. Wiedziała o tym dobrze i myślała tylko o małej, żeby więcej jej krzywdy nie zrobił.

Wreszcie opadła z sił i  Janowi udało się rzucić ją na wersalkę, gdzie przed chwilą zgwałcił Agatkę. Rozszarpał resztę ubrania i siłą wepchnął członek między jej nogi. Spięte ciało nie miało już siły dłużej walczyć, poczuła ostry ból. Łzy ciurkiem leciały jej po policzkach, a on sapał jej do ucha, obleśnie się przy tym śliniąc, co zdawało się nie mieć końca. Mała siedziała skulona w kącie pokoju i płacząc przyglądała się wszystkiemu.

Wanda leżała jeszcze chwilę zbrukana i nie wiedziała, czy ma siłę wstać, czy ma siłę iść,  czy ma siłę spojrzeć na oprawcę?! Kiedy się wreszcie na to zdobyła, podbiegła prędko do córeczki i złapała ją ponownie w objęcia.

  • Już dobrze córeńko… Okryła ją swoim swetrem, a sama zaczęła pospiesznie ubierać się w strzępy tego, co zostało z jej ubrań, co zostało z jej życia. Stary siedział na fotelu zupełnie nagi i lubieżnie przyglądał się obu, komentując frywolnie:
  • Matka i córka, córka i matka. Ale mi się trafiło, nie mogłem sobie wymarzyć lepszej kumulacji. Miło było, niezła jesteś… ale jeszcze z tobą nie skończyłem – podniósł się i podszedł do bladej ze strachu i wycieńczenia kobiety. Złapał ją za włosy, kierując twarz prosto w swego penisa, obrzydliwie zachęcał: – Weź go, no już, weź, tylko tak możesz go rozruszać. Mówiłem ci przecież, że to jeszcze nie koniec, bież go! – szarpnął zapłakaną kobietę przyciskając coraz mocniej jej twarz do swoich genitaliów.

Następne, co pamięta z tamtego dnia, to głosy:

  • Otwierać, policja!
  • Panie Kowalski… jest pan aresztowany…

Pierwsi weszli policjanci, tuż za nimi pan Drozdowski. Doskoczył do swoich, przytulił. Wszyscy troje płakali…

*  *  *

  • Oskarżony proszę wstać.
  • …Oskarżonego Jana Kowalskiego za dopuszczenie się gwałtu na nieletniej Agacie Drozdowskiej oraz za gwałt na Wandzie Drozdowskiej, jak również pobicie obu poszkodowanych… sąd skazuje na 5 lat pozbawienia wolności…

Wyrok nie jest prawomocny.

                                            *  *  *

– Halo…

tak, Michał Drozdowski przy telefonie.

– ………….

– Przekażę…oczywiście. Do usłyszenia…

– Kto dzwonił?- zapytała pani Wanda widząc, że mąż pospiesznie odkłada słuchawkę.

– Jest wyrok… – wyszeptał.

– Tak?

– 5 lat…

– 5 lat?! – Zaledwie 5 lat!!!!!

Skip to content