fbpx

O dżdżownicy, która stale była smutna…

Na działce wśród warzyw i roślin, w ziemi mieszkała sobie mała dżdżownica. Nazywali ją dżdżownicą Smutaśnicą, bo stale była smutna. Nikt nie wiedział dlaczego, ta mała dżdżowniczka, nigdy jeszcze się do nikogo nie uśmiechnęła. 
– Mama jest taka wesoła i pogodna, a ta mała taki smutas – mawiały stare dżdżownice między sobą, zastanawiając się, dlaczego tak właśnie jest. 
Dżdżownica Smutaśnica chadzała swoimi ścieżkami. Wszyscy ją ostrzegali, żeby nie podchodziła za blisko powierzchni ziemi, bo może, to się dla niej źle skończyć.
– Nie idź tam – wołała mama  gdy widziała, jak mała niebezpiecznie zbliżała się na powierzchnię – tam może być człowiek, może łopatą kopać, albo orać i zrobi Ci krzywdę. 
Ludzie im specjalnie krzywdy nie robią, bo wiedzą wszyscy, że są pożyteczne. Spulchniają ziemię i roślinki, warzywa, kwiaty lepiej wtedy rosną. Ale podczas prac w ziemi, można nie zauważyć, że jakaś glizdka jest między grudkami i może przydarzyć się jakieś nieszczęście. Dorosłe dżdżownice o tym wiedzą i ostrzegają młode. 
– Nie podejdę zbyt blisko mamo, sama wiem, na ile mogę podejść – odpowiadała niezbyt grzecznie i zazwyczaj tak samo.
Mimo tych uwag i próśb dżdżowniczka wychodziła nie raz na zewnątrz i pełzała po ziemi. Bardzo się jej tu podobało i miała wśród traw i grządek wielu przyjaciół. Poznała śliczną czerwoną biedronkę, która za każdym razem, kiedy dżdżowniczka była na powierzchni, przylatywała do niej. Stonkę, o której źle mówili, bo była nie lubiana. Zjadała liście ziemniaków i to przez nią, ludzie rozsiewali jakieś trucizny po polach i działkach.  Dżdżowniczka musiała wtedy chować się bardzo głęboko w ziemię. Siedziała tam dobrych parę dni, bo na ziemi było bardzo niebezpiecznie. Była zła na stonki, ale tę jedną bardzo lubiła i nawet ją prowadzała po swoich korytarzach podziemnych. W ten sposób ratowała jej życie, podczas oprysków. Znała też piękne motyle, którymi zachwycała się i nie tylko ona. W zachwyt wpadali widząc motyla prawie wszyscy. Taki, to jest piękny owad… 
– Ech, jak ja bym chciała być taka piękna i latać sobie z kwiatka na kwiatek. Móc chociaż ten jeden raz – marzyła Smutaśnica – polecieć wysoko, wysoko do kwiatów jabłoni, czy wiśni. – i patrzyła za motylkiem, jednym i drugim, jak z wdziękiem i gracją fruwają pośród najpiękniejszych kwiatów, czyniąc ich jeszcze piękniejszymi. 
Później, gdy wracała do swojego podziemia, nie można było się dziwić, że była smutna.
– Jest tyle piękna na świecie, a ja jestem taka brzydka, obślizgła i do niczego nie potrzebna – żaliła się nad sobą.
Najchętniej wcale by nie wchodziła pod ziemię, tylko siedziała na łące wśród kwiatów i owadów. Wygrzewając się w słońcu słuchała śpiewu ptaków, konika polnego piękne cykanie. 
– Smutaśnica, chodź tu do nas – wołała ją mama – tu jest twoje miejsce. Tyle razy ci tłumaczyłam, że masz być pod ziemią i przeżuwać, i przeżuwać… Taka jest twoja rola, a nie przesiadywanie bezczynnie i wpatrywanie się w niebo. 
– Ja nie wpatruję się w niebo, tylko podziwiam kwiaty, motyle…
– Tak, tak – przerwała jej mama – twoje miejsce jest pod ziemią i proszę zaraz tam wrócić.
– Co ja z nią mam?! – narzekała mama dżdżowniczki – Nic mnie nie słucha, nic nie chce robić. Co ja mam z nią począć? Zapytała razu pewnego najstarszej dżdżownicy w całej okolicy.
– Już mi odwłok opada z bezradności, nie mam pojęcia jak do niej dotrzeć. Na nic się zdają tłumaczenia, krzyki i kary. 
Stara dżdżownica podumała, pomyślała i powiedziała:
– Rzadko już teraz wychodzę na powierzchnię, bo jestem stara i nie cieszą mnie takie wycieczki, ale pójdę tam do niej i porozmawiam. Spróbuję ją przekonać, wydaje mi się, że muszę to zrobić ja, bo doskonale ją rozumiem. Kiedy byłam młoda, tak samo się zachowywałam i dużo wody upłynęło w naszych podziemnych korytarzach, nim to zrozumiałam. Wtedy też pomogła mi stara dżdżownica, więc pora spłacić dług. Dziś nie, bo już dzień się kończy, ale jutro pójdę.
Mama dżdżownica nie co się uspokoiła i już z większą ochotą wróciła do swoich zajęć. 
W nocy zaczął padać ulewny deszcz. Korytarze dżdżownic, zaczęły napełniać się wodą bardzo szybko. Wszyscy tam mieszkający zaczęli wychodzić na zewnątrz, bo brakowało w nich powietrza. Kiedy pada deszcz, wszystkie dżdżownice wychodzą spod ziemi. Bo jak mawiają – można wreszcie spokojnie pooddychać świeżym powietrzem. Tak, ludzie kiedy pada deszcz, nawet jak coś robią na polu, to uciekają przed nim. Wtedy dżdżownice mogą czuć się bezpieczne. 
Mała dżdżowniczka wcale w nocy nie była pod ziemią, tylko siedziała pod liskiem szczawiu i słuchała opowieści wiatru i deszczu. Nagle pomiędzy jedną kroplą, a drugą, Smutaśniczka usłyszała dobiegające spod ziemi wołanie o pomoc. Szybko jak tylko mogła najprędzej, zaczęła kopać, jak najgłębiej skąd dobiegał głos. Wszystkie inne dżdżownice dopełzły już też do tego miejsca, ale zanim zdążyły wkopać się w ziemię, mała dżdżowniczka już wyciągała nieprzytomną, podtopioną starą dżdżownicę. Ledwo już żyła, mało brakowało, a utopiłaby się, bo jej korytarz zalała woda, a ona stara nie zdążyła wydostać się na zewnątrz.  
Na pewno, nie raz widziałyście, drogie dzieci, właśnie po deszczu, dużo glizdek wszędzie, nawet na drogach i chodnikach. Uciekają ile się da, by się nie podusić. Tak i teraz było, ale to właśnie mała dżdżownica była bohaterką tej nocy, to ona wyciągnęła starą dżdżownicę i uratowała jej życie. Nie wiedziała, że ta obiecała jej mamie, że będzie ze Smutaśnicą rozmawiać. 
Teraz leżała pół żywa, a inne dżdżownice zlazły się dookoła i zaczęły medytować:
– Czy przeżyje? 
– Co będzie teraz? 
– Da radę? 
– Nie za mocno się poddusiła?
A ona leżała i próbowała dojść do siebie. 
Po jakimś czasie wszystkie rozeszły się do swoich korytarzy, a ona została. Została też z nią Smutaśnica, bo po raz, że nie chciała staruszki zostawiać samej, a po drugie, to zawsze wolała być na powierzchni. Więc obie tak sobie leżały do końca nocy. Kiedy nadszedł ranek, stara dżdżownica nieco się ożywiła. Wyglądała już całkiem dobrze i całkiem dobrze się czuła. Przynajmniej tak wydawało się dżdżowniczce Smutaśniczce. Słoneczko zaczęło pięknie grzać, a ona teraz leżała sobie i wygrzewała stare pierścienie (bo dżdżownice zbudowane są z pierścieni). Mała dżdżownica leżała obok.
Stara zagadała:
– To ty jesteś Smutaśnica?
– Tak – odparła krótko mała dżdżownica
– To ty mi uratowałaś życie, wyciągając mnie z zalanego korytarza?
– Tak – nie zmieniając tonu, znów krótko odparła 
– Bardzo ci dziękuję, gdyby nie ty, pewnie by mnie już tu nie było.
– Eee, jak nie ja, to któraś inna by to zrobiła – odparła skromnie
– Nie prawda, inne były za daleko, nie zdążyłyby. To ty jesteś bohaterką, bo uratowałaś mi życie. A ja tak lubię patrzeć na ten piękny, kolorowy świat. Na kolorowe motyle, jak fruwają wśród kwiatów, na biedronki czerwone w czarne kropki, słuchać śpiewu ptaków i kumkania żab… – zaczęła dżdżownica.  – Już nigdy bym tego nie zobaczyła, ani nie usłyszała…
– Jak to? Ty też lubisz? Tak jak ja? Przecież ty jesteś stara i stale siedzisz w korytarzach pod ziemią, to jak możesz to wszystko widzieć i słyszeć?
– Owszem siedzę w korytarzach, ale podobnie jak ty, czasami wychodzę, by nacieszyć oczy i uszy…
– Naprawdę? Na mnie wszyscy krzyczą i nawołują, żebym tego nie robiła, żebym ziemię przeżuwała. 
– I mają rację – stwierdziła stara dżdżownica
– Jak to? To lubisz, czy nie? Tobie wolno, a mnie nie?
– Ja jestem stara, ale jak byłam taka młoda jak ty, też często siedziałam wśród traw, warzyw, owoców. I miałam przyjaciół na łące, i w ogrodzie. Ale później zrozumiałam, że moim przeznaczeniem, jest być tam pod ziemią. Posłuchaj mnie bardzo uważnie: naszym zadaniem jest spulchnianie ziemi. Pomyśl, jak nie będziesz tego robić, to nic nie urośnie na tej działce, nawet te piękne kwiaty, które tak podziwiasz. A jak nie będzie kwiatów, to i nie będzie motyli, pszczół, a nawet biedronki nie przylecą tutaj.  I co wtedy będziesz podziwiać? Stracisz swoich przyjaciół i oni stracą, bo przecież kwiaty, to ich pożywienie, schronienie. Cała łąka, ogród, pola wszystko co tu rośnie, to dzięki nam, bo spulchniamy ziemię, napowietrzamy. Dzięki temu wszystko tak pięknie rośnie. Pomyśl o swoich przyjaciołach i pomóż im, zrób to dla nich. Tak jak dzisiejszej nocy zrobiłaś tak wiele dla mnie. Uratuj ich, jak uratowałaś mnie. Pomóż swoim przyjaciołom żyć i cieszyć się tym wszystkim, co dzięki twojej pracy tu urośnie. A od czasu, do czasu przecież wyjdziesz do nich i również będziesz się cieszyć razem z nimi. 
– Tak, masz rację, bez tego niczego tu nie będzie. Muszę się wziąć za pracę. Dziękuję ci stara dżdżownico… 
– Nie ma za co malutka, powodzenia – i już więcej niczego nie powiedziała, wślizgnęła się pod ziemię i nikt też więcej już jej nie widział. 
Dżdżownica Smutaśnica wzięła się za pracę solidnie, za spulchnianie gleby. Zaglądała do swoich przyjaciół czasami i uśmiechała się do nich widząc, jak pięknie dzięki niej oni mogą żyć, a ona na nich patrzeć. Uśmiechała się też mama dżdżowniczki widząc, jak córka pracuje i żyje, tak jak każda dżdżownica, a przede wszystkim już nie jest Smutaśnicą…