fbpx

Z tych szumów

Modlitwa do Vivolaków

Każdy ma prawo do zdrowia, mówi sympatyczny guru w imieniu sympatyczego boga, słuchałam głośnej lektury, powolnie artykułowanych słów objawienia. Kosmetyczka, która w czasie pandemii zajęła się profesjonalnie techniką uzdrawiania została przewodniczką duchową mojego sparalizowanego podopiecznego. Przyjechałam do Lotaryngii z Polski, by myć jego ciało, podłogę i okna.  Po toalecie i nakarmieniu L. przebywał w towarzystwie opiekunki duchowej, która czasami dokonywała rzeczy wielkiej, wyłączała program sportowy telewizji dla książki. To nic, że był to podręcznik technik przekazywania energii, lista cudów z udziałem początkujących adeptów guru. L. zamieniał się w słuch, a ja mogłam nałożyć słuchawki dla fal Radia Classique lubbez nich poddać się oddziaływaniu słów założyciela prężnie rozwijającej się na świecie sekty. Podsłuchać wykładu o  metodach walki z chorobami za pomocą uwagi skierowanej na chromosom młodości i witalności.

Mijały nam dni, miesiące. L. zapadał się w sen o zdrowych nogach, poruszających się rękach. Wieczorami wkładałam go do krzesełka, wykonywaliśmy dzięki najnowszej technice lot i lądowanie ciała L. nad meblami, lądowanie w łóżku.

Nocami wyrzucałam bezwartościową paplaninę ( Z tych szumów/ rozmów )
Nabądźmy, nie błądźmy ks. Baka ,,Starym uwaga”), odciążając pamięć komputera.  Wiele nazwisk nadawców nic mi już nie mówiło. Pisałam do kogoś:
Dziękuję, ładnej pogody życzę…
czytam właśnie u furttenbacha w rozdziale czwarta chmura o słońcu,
wytniesz je z blachy mosiężnej w 16 rogów czyli płomieni,
nie żałuj najprzedniejszego mosiądzu,
z którego balwierze sporządzają swe miednice,
wyszoruj je startą cegłą,
kiedy bóg przemówi, zaczniesz powoli obracać swoim słońcem
trochę w prawo trochę w lewo

Miłego dnia życzę.

Temu samemu adresatowi wysłałam fragmenty książki ,,Comment avoir plus de mémoire”, w której znalazłam rachunek jej zakupu z 10.05. 1978 r. w księgarni przy 13, rue Des Forges, w Dijonie (lieux de mémoire, ulica Kuźni zachowała w nazwie pamięć o rzemieślnikach pracujących tam już w XIII w, une forge dzisiaj to system informatyczny zarządzający dokumentami tekstowymi, danymi). Opisuję w liście zapach stęchlizny starych kartek  (woń publicznej toalety z L’avenue des Champs-Élysées), zapach ubogiego domu bez okien na przedmieściach Pompejów. Ktoś wymalował tam kota wielkości dwóch digitusów, siedzącego tyłem do mnie. Patrzył na fragment morza, kwadrat wielkości dłoni. Wdychałam tam chore powietrze salonu pradziadków w Łańcucie.

Ciężkie, lekkie słońce, nadsubtelna struktura promienia

Od lat, o tych samych porach, kilka razy w tygodniu spotykało się w korytarzu masażystki kilku jej klientów. Wymieniali się doświadczeniami życiowymi, bieżącymi problemami dnia. L. lubił rozmawiać ze starym Césarem.
C. – Nieprawda.
L. – Prawda zdeformowana.
C. Pan jest filozofem?
L. Filozofem-piłkarzem.
C. Rodzina od dawna w Lotaryngii.
L. Jestem trzecim pokoleniem.
C. Lotaryngia, historyczna ziemia filozofów-erotomanów.
L. Mieszańce?
C. Chodziło im o jedno, o to zakazane (kilka wieków temu). Prohibicja napędza czarny rynek. Wchodzili do księgarni: potrzebna filozofia, księgarz na zaplecze i przynosił z nielegalnego obiegu ciekawostki. Wielu za to zapłaciło więzieniem.
Starsza pani do L:
-Ciężki czas.
L. – Jestem tu dla pani promieniem słońca.
Starsza pani: Ciężkie słońce.
César: My tu jak w Bastylii. Zamknięci bez wygłoszenia wyroku. Czym pan zawinił? Ja ciężką pracą w zakładach, które zrównali potem z ziemią.
L. Wypadek samochodowy, kierował kolega.
C. No i skazani jesteśmy na siebie do wybuchu rewolucji (zaśmiał się), uwolniła z Bastylii kilku więźniów.
L. Niewielu dla wrzasku wolności.
C. Zgrzybiałe, aresztowane tam książki, wyniesiono w końcu na świeże powietrze.
L. Rewolucje dotleniają.
C. Poemat umiera, kiedy nie ma czym oddychać. Słowa Nerudy o zależności form do siebie przyległych. Wyznał, że żył.
Od teraz fizycy, badając tajemnicę kosmosu, będą musieli uwzględniać nie tylko energię, materię i czas, ale również coś zupełnie nowego i pięknego – ludzką świadomość.
Kurt Vonnegut, “Trzęsienie czasu

Ojciec bóg, ojcu guru o tym samym, o czym dziewczyna nieruchomemu sportowcowi. Chłopak siedział ze sztywnymi nogami wyciągniętymi przed siebie, rękami na plastikowym stoliczku, ekranie skupiającym część jego uwagi na atakowaniu przez zwinną, młodą kotkę wskazujący palec. Dziewczyna czytała: Dzielimy ziemię, świat, świadomość na fragmenty. Nie zauważamy, kiedy sami nie potrafimy połączyć się w całość. Stajemy się wyspami własnych śmierci. Nie ubolewamy nad tym, co ginie z naszej winy. Zabijamy, co dane było na za darmo, bez poczucia żalu i winy. Wyobraźmy sobie wyspę tętniącą życiem, na przykład pełną pelikanów. No choćby Galapagos. Przybywamy tam, by zarzucać na szyje przyjaźnie nastawionych do nas ptaków liny, dusić je dla przyjemności. One milczą, bo taka ich natura. Oprawcy (zdarzenie opisane “La force du vivant” Jeana Dorsta), zabijamy czas zabijając.

Podzielony świat na florę, faunę (człowiek wpisany jest przez naukowców do fauny)stracił opiekę duchów życia, strażników obydwu światów jednocześnie (na kursach przedstawię modlitwę do zapomnianych duchów Vivolaków).

Otrzymaliśmy energię, która może nas uzdrowić, wyzwolić nas z biedy. To od nas zależy, czy staniemy na nogi. Mamy prawo do zdrowia i bogactwa. Na treningach (informacje o spotkaniach na końcu książki) nauczysz się aktywowania swojego DNA według własnej woli. Ojciec obdarzy cię niezwykłymi zdolnościami intuicyjnymi, energią o najwyższej mocy. Będziesz mógł przetrwać w środowisku zatrutym przez ludzkość dzięki zmysłom parapsychicznym , oczyszczającym podświadomość. Potem nastąpi powolna synchronizacja półkul mózgowych, narodziny nadświadomości. Dzięki niej możliwa jest zmiana zapisu DNA, sięgającej przeszłości i przyszłości.  Zmarli przodkowie zmienią się na takich, jakich chcesz, nienarodzone wnuki mogą już być programowane przez ciebie. Wystarczy tylko prosty trening pod okiem przewodnika.

Położyłam się na swoim wielkim łożu wyobrażając sobie DNA wielu osób, które chciałabym zmienić. Budowę kwasu deoksyrybonukleinowego znałam jedynie ze schematycznych rysunków i modeli. Jakich zmian w konstrukcji mogłam dokonać skupiając energię na zlepku słów „de en a dziadka, babci”?

Głos zza ściany: operacji pomaga wielokrotne wypowiadanie: zrobione, udało się, zrobione, udało się…

Nitki DNA babci poplątałam z DNA Germaine de Staël.  DD. Zamiast chować się po sanatoriach  z powodu zdrady dziadka, babcia prowadziła salon kulturalny w Łańcucie (mieście, gdzie schroniła się na chwilę baronowa de Staël von Holstein). NN. Maria Eleonora (dodałam drugie imię babci) zapraszała tam wykształconych Żydów, którzy dzięki jej koneksjom uniknęli zagłady, a biedakom kupili przed wojną bilety do ziemi obiecanej.  AA. Dziadek z zawiązanymi na kilka węzłów nićmi DNA Senesina („jednego z Sieny”, syna fryzjera, kastraty, kolekcjonera dzieł sztuki)  w przerwach między występami literatów, filozofów, śpiewał partie z „Ester” i „Debory” lub „Rinalda”:
Cara sposa, amante cara, dove sei?
Deh! Ritorna a’ pianti miei.
Del vostro Erebo sull’ara
Colla face del mio sdegno

Io vi sfido o spirti rei!  
Haendla.  W przerwach między występami karmił swoją papugę i małpę. Epizody z jego służbą złożoną z  czarnych niewolników i atak paraliżu baronowej de Staël na balu, szybką śmierć po tym zdarzeniu, wymazuję w trakcie tworzenia nowego DNA. Brak wiary w skuteczność eksperymentu powodował próby kilku podobnych powiązań, po to tylko, żeby babcia była szczęśliwa.

Mémoires d’une jeune fille rangée wchodzącej po schodach Bibliothèque Sainte-Geneviève, do sali dla czytelniczek, gdzie pochylała się nad Mémoires et Aventures d’un homme de qualitéAntoine’a Françoisa Prévosta, wspomniała też o ,,Komedii ludzkiej” Balzaka. Mijała dziwaków, półkloszardów, pana w papierowym kapeluszu. Miała siedemnaście lat i była studentką.

 Miałam dwadzieścia pięć lat, kiedy weszłam na schody unoszące mnie nad Paryż. Centrum Pompidou otwarte było wtedy za darmo dla wszystkich. Księgozbiór poświęcony sztuce wystarczył mi do zdobycia materiałów o malarzach pracujących czernią. Kończyłam wtedy krakowską akademię i mój ojciec, któremu odcinano po kawałku nogi,  nie zastanawiał się nad tym, gdzie jest właściwe miejsce dla kobiety.

Szybko odnalazłam w czytelni potrzebne lektury, siadłam przy wielkim stole, zerkając na rzeźby Ernsta za szybą. Przede mną na podłodze rozłożyli się kloszardzi. Udawali, że czytają zasłaniając twarze wielkimi stronami gazet. Smród, który unosił się wokół nich był tym samym, co w lubelskim kościele, gdzie po wysłuchaniu Dobrej Nowiny miejscowi alkoholicy, narkomani i bezdomni mogli zjeść darmowy, niedzielny obiad. W drzwiach stała nawrócona, która po spojrzeniu w twarz wchodzącemu, kierowała śmiedziuchów na lewą stronę,  na prawą chrześcijan. Jako gość byłam przygotowana na braterstwo z nędzarzami. Jednak łaskawość chrześcijanki pozwalała mi na prawicową perspektywę lewicy. Po napisaniu fragmentów tekstu pracy magisterskiej, zeszłam do podziemi, gdzie ustawiono w kręgu wygodne fotele. Z każdej słuchawki  dochodził głos lektora, czytał poezję starofancuską. Siedziałam na przeciwko śpiących ze słuchawkami na uszach bezdomnych, wsłuchowałam się w język średniowiecznej Francji.