fbpx

Poezja Anny Tlałka

03/2021

hartowanie skóry

w zakładkach wodorośli układanie pięter
z kamyków – to co ważne jest głęboko pod,
to co wystaje najbardziej podatne na wiatr,
oddech człowieka;

być tylko sobą, gęsią czekającą
na młode, kobietą zaszywającą puch.

dojście

krajobraz dopasowuje się do oczu – wejście. 
dłoń wlecze znużoną poświatę, zmrok 
chłodzi ziemię.

przed nami roztopy i głos pisklęcia –  
nie boimy się wiatru, nie rozbije skał,
bo ono śni nas, rysuje i o nas śpiewa.

Wańki – wstańki

Zabawki tak zwyczajnie  powstają z martwych. 
Instant liryka – wierna laleczka. Jaki mechanizm wypełnia
jej wnętrze, że staje się źródłem pocieszenia?

Kłaniają się  nisko,  to świat przedstawiony, 
dziecięce modelowanie na wzór, proste elementy złączone
w krajobraz.

Powyjmować je z kartonów, powypychać ze strychów
lub wspomnieć po cichu w czasie poszukiwań, w obronie 
przed dosadnością. 

u źródła

postacie, które szkicuję  na zaliczenie, siedzą
na małym mostku, jest w nich zapowiedź
dobrych i złych czasów. analizuję topografię 
ramion, włosów i dłoni.

pytam o wierzbę, a jej płacz wzrasta we mnie
do grubości dębu. widzę porzuconą łódkę
pod łukiem tęczy i czas, który przyspiesza,
choć mało odczuwalnie.

na starych fotografiach przyglądam się rzeczom
mało istotnym z punktu widzenia kaczek, na tle 
purpurowo-szarych skrawków nieba, poszukując 
koronek fraz w orbitach, jakie pozostawiły na rzece.

już zmierzcha, opuszczamy to miejsce
a twój blado tlący się uśmiech mimo wszystko trwa.