fbpx

Poezja Pauliny Basi Perczak

03/2021

dłużnicy

dawno temu pożyczyłam ci serce
na mały procent wielkiego kredytu
dziś wpychasz je z powrotem
unikając lichwiarskich opłat
które sprytnie ukryłam w umowie*
(*nigdy nie patrzysz  gwiazdom w oczy, 
ale za to uważnie przyglądasz się gwiazdkom)

siedzimy przy okrągłym stole licytując koszty
mnie brakuje ust i pośladków
tobie – torsu i brody
(wzajemne argumenty palą się w rękach)

jestem bankrutem

przechowywanie w miłosnej formalnie
bijącego serca

nie może być tanie

kredowe dywany

w domach z tłuczonego szkła
przez rozciągnięty w korytarzu strach
skaczą dzieci
kredowymi ustami rysują 
uwięzione w kieliszkach 
pęknięte serca

w brudnej pościeli toną rodzice
w ich trzewiach rajskie jabłka
z których utoczono ziemskie wino
zatruła się krew
zaczadziły myśli
wystrzeliły w sufit pijane słowa

była praca
jest cztery razy pięćset
plus talony obiadowe z MOPS-u

robić się nie chce
gotować się nie chce

pić się chce

blackout

zachmurzone niebo
przesłania resztki snu
coraz wolniej gasnę pośród ciszy
w której ptaki bez skrzydeł
wydziobują z oczu ziarna
kiełkujące kształtem słów

pod szklaną ścianą płaczu
wchodzę w nas coraz tęskniej
gubię przymiotniki
dławię się przecinkami
bez twoich czasowników
nie mogę postawić kropki
w żadnym czasie

na moją obecność położył się cień
twojej nieobecności
w okiennych futrynach zimuje miłość
na szybach przemarznięte pąki marzeń

absencja staje się większa niż kuchenny stół
na którym kroję ostatni wieczór

rozrasta się we mnie brak
rysuje granicę
gdzie kończysz się ty
zaczynam ja

yesterday

warto czasem stracić
jedną parę rąk
żeby zatańczyć z ciszą

stać się połowicznym kaleką
i zjeść całą czekoladę
(lub z przyzwyczajenia tylko połowę)
potem poprzeglądać się w pustych kieliszkach
których nie ma już po co napełniać
(a może właśnie teraz jest powód?)

niekiedy trzeba
rozstać się z jedną parą oczu
żeby zauważyć że nie jest się połówką
ale całym jabłkiem 
które potrzebuje wspólnego koszyka
uplecionego  językami z różnych planet