fbpx
Zaznacz stronę

Z Olegiem Osipoffem – malarzem i autorem naszej Ypsilonowej okładki rozmawia Sylwester Kurowski

Przestrzeń metaksy

GALERIA SATYRA & SURREALISM „Na Drabinie” poleca:

– Zdobywasz prestiżowe nagrody, w tym również te na międzynarodowych konkursach. Czy nagrody mają dla Ciebie w ogóle znaczenie?

Oczywiście! Chociaż nie spodziewałem się zwycięstwa. Ostatnio w konkursie, do którego przystąpiłem, w kategorii ,,Surrealizm i Symbolizm”, nominowanych było bardzo wielu malarzy. Dodam, że malarzy wybitnych i wszechstronnych. 

Mogę sobie tylko  wyobrazić, jak ciężko było jurorom dokonać wyboru… Niemniej jednak większość z 40. profesjonalistów zagłosowała właśnie za moim obrazem.  To bardzo motywuje. 

Mam nadzieję, że  o mojej twórczości będzie się dowiadywało coraz  więcej osób, coraz więcej galerii, więcej kolekcjonerów, będę też  pozyskiwał więcej nowych znajomych i  przyjaciół. Stąd  potrzeba globalnej  komunikacji.

– Czy pamiętasz taki moment ze swojego dzieciństwa, że wolałeś pozostanie sam na sam ze swoim rysunkiem, od zabawy z rówieśnikami?

Nie. Nie pamiętam czegoś takiego.

 Gry z rówieśnikami były wówczas najważniejszą częścią mojego życia. Cały czas chciałem spędzać z dzieciakami  na podwórzu. Tam działy się ciekawsze rzeczy, zajęcia takie jak: wspinaczka po drzewach, jazda na rowerze, jakieś zawody …

Chociaż oczywiście miałem też dużo albumów do rysowania. I wszystkie te albumy były wypełnione rysunkami.

– Kiedy zauważyłeś, że malujesz lepiej od rówieśników, albo pomyślałeś o stworzonym przez siebie dziele: ,,O! to jest naprawdę dobre”?

Nie zastanawiałem się nad tym czy dobrze rysuję, czy źle…  po prostu rysowałem. Mnie samemu zawsze się to podobało, lubiłem to zajęcie. Jeszcze nie znałem słowo konkurencja :). 

Kiedy byliśmy w starszych klasach, wielu moich szkolnych kolegów chciało mieć moje rysunki, i nawet je kolekcjonowali . 

 ,, To jest naprawdę dobre” – pomyślałem o wiele później. Na pewno już po służbie w armii. Wtedy podjąłem decyzję o poważnym podejściu do malowania.

 I potem, kiedy stworzyłem dwa pierwsze obrazy na płótnie, które  jakimś cudem zobaczył, a następnie kupił za niesłychane wówczas pieniądze (1000 dolarów amerykańskich) jeden biznesmen z Rosji (to było jakoś  pod koniec lat 80- tych). 

To wtedy powiedziałem sobie właśnie coś w rodzaju: ,, …to jest naprawdę dobre”. 

– Czy ktoś Cię zachęcał do rozwijania w sobie tego talentu, czy malowałeś z własnej potrzeby serca?

Zawsze tworzyłem z własnej potrzeby serca. I tylko  nieliczne obrazy ,,na zamówienie”.

– Czy ktoś z Twojej rodziny również maluje?

Tylko mój 8-letni wnuk. Na razie to Awangarda i Art house w sztuce (śmieję się). Życzę, żeby jemu świat nie ,,podciął skrzydeł”…

– Czy to jest dobry czas dla artystów? Da się z TEGO wyżyć?

Trudne pytanie. Dobry czas dla artystów zależy od wielu czynników: od geografii, polityki, od zdrowia malarza, od wiary w siębie, od ludzi, którzy go otaczają i  ich wsparcia.

 Zależy też od zapatrywań samego artysty, od tego czego on  sam chce i oczekuje  od życia. 

Jest na przykład rzeźbiarz mieszkający  w Chinach, który na orzechowej łupince wycina rylcem pejzaże i miasta. Sprzedaje swoje wytwory maksymalnie za 500 dolarów. I  on jest szczęśliwy. 

Ale są także tacy artyści – ,,majstrowie”, których  nazywam ,,z mydlanego bąbelka”, którzy prosto bryzgają kilka razy na płótno i otrzymują za to miliony. 

  Wszystko to jest więc subiektywne. Ja staram się tylko przeżyć. Przeżywam..  Myślę jak  większość zwyczajnych malarzy. Specjalista IT ma większe szanse na sukces finansowy.

– Czy do pójścia na medycynę, skłoniła Cię chęć zerwania z malowaniem? Czy może nie myślałeś o malowaniu jako o zawodzie i sposobie na życie, tylko wyłącznie jak o hobby?

Tak. To właśnie tak było. Moi rodzice bardzo nalegali na to, żebym został lekarzem, a ja byłem wtedy młody i niezdecydowany, co chcę robić w życiu.

 Wtedy jeszcze nie uświadamiałem sobie, czego tak naprawdę chcę. Teraz dziękuję Wszechświatowi za to, że on wszystko postawił na swoim miejscu.

– Co spowodowało, że zmieniłeś zdanie i  jednak poszedłeś na Akademię Sztuk Pięknych?

To jest bardzo proste. Właśnie zdałem sobie wtedy sprawę, że chcę żyć inaczej. Nie mogę tego racjonalnie wytłumaczyć. Coś we mnie  dojrzało I sprawiło, że zmieniłem swoje życie.

– W Twoich pracach widać niezgłębione sceny, dużo szczegółów, kolorystyki, ale i pozwalasz odbiorcy na dopowiedzenie całości kompozycji. Można oglądać obraz i odkrywać ciągle coś nowego. Twoje dzieła zachęcają do innego postrzegania świata. Co kieruje Tobą podczas tworzenia?

O! Dziękuję! To dla mnie komplement… Ale i trudne pytanie. Spróbuję na nie mimo wszystko odpowiedzieć…  Na pewno to, co mi towarzyszy, nazywa się jednym słowem: Natchnienie. Ale może też Refleksja… A może nawet Medytacja. Trochę w tym marzenia, trochę kłamstwa (tak, czasami kłamię w swoich obrazach), trochę pragnienia, żeby coś  przekazać widzowi, no i trochę proroctw. Są w tym też: kino, teatr, książki, fantazje o przyszłości, wspomnienia przeszłości, miłość i predylekcja, smutek, ironia, symbole, fragmenty życia swojego i innych. Pragnienie w ogóle było czymś, co łączy dziś eksperymenty z kompozycją obrazu i eksperymenty z łamliwą perspektywą rysunku.

 Są i eksperymenty z kolorem i światłem… i jeszcze wiele, wiele wszystkiego… Cały świat. Ale nie finalizuję obrazu filozoficznie.

 Sprawiam, że widz sam może dokończyć fabułę, domyślić się finału, zdecydować, co chce zobaczyć.

Przecież każdy człowiek dowolną rzecz postrzega po swojemu. Mam nadzieję, że zostawiam mu trochę miejsca na przemyślenia.

O kolorystyce. Chcę ozdobić całą wolną przestrzeń. Moje dzieciństwo i młodość spędziłem w Związku Radzieckim, który pozostał w mojej pamieci, jako: szaro-zielone ściany, wojskowe kolory, szare budynki, szare szkoły i przedszkola i  minimum innych kolorów, a do tego równie szarzy i nieszczęśliwi ludzie w szaro-zielonych ubraniach. I czerwone flagi. Czerwone flagi na szaro-zielonym tle. Nawet zieleń lasów jest teraz wspominana jako rodzaj szarości.Prawdopodobnie z tego właśnie bierze się moje umiłowanie koloru i pragnienie udekorowania wszystkiego wieloma kolorami tak, aby było: jaśniej, lżej i bardziej optymistyczne. Chociaż uwielbiam czerwony i używam go z przyjemnością. Ale to nie jest związane z czerwonymi flagami:)

Nie wiem, czy odpowiedziałem na Twoje pytanie. Wszystko to jest trudne do wyjaśnienia. 

– Czy inspiracją dla tworzenia są rzeczywiste, namacalne obrazy z życia, czy też może być to coś ulotnego, jak: sen, zapach, utwór muzyczny, książka? Co pobudza Twoją kreatywność?

Częściowo już odpowiedziałem powyżej. Tak, mogą być to: realne obrazy z życia, jakieś momenty, okazyjne frazy, opowiadania druhów, zabawy z dziećmi, oraz moje własne emocje i fantazje, księgi oczywiście, kino, teatralne przedstawienia, podróże. I sny. Rzadko, lecz czasami budzę się i czynię szkice, próbuję złapać ideę. Sny…  Zamierzałem namalować całą serię obrazów na podstawie moich snów. Nie wystarczało by lat…

Bardzo lubię też patrzeć na obrazy dawnych mistrzów. Książki i albumy ze starożytną sztuką. Wczesny renesans, północny renesans, holenderska szkoła realizmu bardzo mnie inspirują do pracy z płótnem.

– Czy uważasz, że aby osiągnąć sukces wystarczy: talent /uzdolnienie /dar, czy też musi być solidny warsztat, technika, nakład pracy? Czy według Ciebie można być dobrym twórca bez fundamentów zdobytych w szkole, innymi słowy czy samouk może być wybitnym artystą?

Bezsprzecznie. Artysta samouk może być wybitny. Jest na to wiele przykładów. Gdybym teraz miał podejmowac decyzję, nie poszedłbym na studia. Szczerze mówiąc, źle się uczyłem, opuszczałem zajęcia, nie chciałem robić tak ,,jak się powinno”. Jeśli chodzi o edukację, to więcej mi dały wycieczki do muzeów i na wystawy, komunikacja z niezależnymi artystami, książki i albumy artystyczne, niż szkoła.Oczywiście, aby uzyskać akademicki sposób malowania, dla realizmu, prawdopodobnie konieczne są studia, choć pewnie i to  jest dyskusyjne. Wyczucie kompozycji albo jest, albo nie ma. Nie da się nauczyć zmysłu kompozycji. Wszystko inne można dziś uzyskać z tysięcy źródeł w Internecie.

 Artysta-samouk jest mistrzem czystym, nieopieczętowanym, bez dogmatów. Gauguin, Henri Rousseau, Frida Kahlo … oni nie studiowali malarstwa. Jednak dla osiągnięcia sukcesu, same umiejętności nie wystarczą. Konieczne są  jeszcze: pracowitość, cierpliwość, stały samorozwój, informacja, motywacja, farby, pędzle, płótna, czas i pieniądze. Wbrew popularnemu stwierdzeniu, że „Artysta musi być głodny”, chcę powiedzieć, że artysta powinien być, jeśli nie bogaty, to umiarkowanie zamożny i spokojny o przyszłość.  Musi też chcieć zostawić ślad po sobie, po swoim życiu. Każda sztuka ma prawo istnieć. Nawet kilka plam farby na płótnie.

– Jak życie w Moskwie wpływa na Ciebie jako artystę? 

  Moskwa w żaden sposób nie zaważyła na mnie jako na artyście. Moskwa – jest energetycznie chora. Moskwa to pieniądze, nic więcej.

 Jest wiele muzeów, sal wystawowych, piękna architektura, historia, wielu ciekawych i utalentowanych ludzi … Ale nie.  Nie potrafiłem pokochać Moskwy, a i ona nie polubiła mnie.

– Skąd potrzeba tak bliskiej zażyłości ze sztuką?

Nie wiem. Przypuszczalnie styl życia. Lifestyle. Już nie mogę inaczej.

– Dlaczego tematem Twoich obrazów często są samochody, i to takie z górnej półki: ferrari, porsche?

Po prostu kocham samochody i motocykle. Porsche, Ferrari, Jaguar, Corvette – podobają mi się ich formy, wygięcia, odblaski …Widzę samochód I postrzegam go jako dzieło sztuki. Na moich obrazach każdy z nich odgrywa swoją rolę. Samochody to moje personaże. Każdy samochód to symbol czegoś. Stare Mercedesy ,,zabytki” – to dla mnie symbol: mądrości, rzetelności, starożytnej prawdy. Eksperymentowałem. Postanowiłem użyć samochodu w surrealizmie. Wyszło chyba nieźle?! W każdym bądź razie będę to robił, bo mi się podoba:)

– Czy masz jakiegoś mistrza, czy któryś z artystów jest Ci szczególnie bliski?

O tak! Mogę o tym rozmawiać godzinami. Takich mistrzów jest wielu: Pieter Bruegel (starszy), Bosch, Jan Van Eyck, Vermeer, Bracia Limburg, Paolo Veronese, Gerard Terborch.

Z bardziej nowoczesnego malarstwa i grafiki jest to austriacki artysta Ernst Fuchs. Max Ernst, Parkes, de Chirico, Leonora Carrington, Rudolf Hausner.

 Polscy artyści: Henryk Siemiradzki, Jacek Malczewski, Jerzy Duda-Gracz, Zdzisław Beksiński, Jacek Jerka.

 Rosyjscy artyści: surrealista Vladimir Kush, Andrey Remnev, Alexey Bogolyubov, Grigorij Bruskin, Boris Kustodiev … można to ciągnąć bardzo długo.

 Różne szkoły i nurty w sztuce. Różne kraje świata. Różne epoki.

– Skąd u Ciebie znajomość j. polskiego?

Niezbyt dobra znajomość języka polskiego. Dopiero niedawno zacząłem to studiować. Jestem Białorusinem z polskimi korzeniami. Mój dziadek ze strony ojca był Polakiem. Mój wujek i dwaj kuzyni ze swoimi rodzinami mieszkają w Polsce. Ojciec również urodził się na terytorium Polski, ale potem terytorium to zostało zajęte przez Sowietów. Można powiedzieć, że jestem Polakiem. Moje nazwisko to pseudonim – ale to długa historia.

Często bywałem w Polsce, komunikowałem się z ludźmi. Stąd zainteresowanie językiem.

– Czytałem, że miałeś wystawę między innymi w Warszawie, jak do tego doszło?

To było dawno, ale pamiętam bardzo przyjemną atmosferę na warszawskiej Starówce. Mała, przytulna galeria. Jej właścicielką była Pani Ewa- niezwykle sympatyczna i życzliwa kobieta. Zabrała moje obrazy do swojej galerii, a ja w tym czasie chodziłam do różnych innych warszawskich galerii i pokazywałam zdjęcia obrazów. Nikt tego nie wziął.

 A pani Ewa powiedziała, że ​​moje obrazy są świetne i zgodziła się ze mną współpracować. To było takie wzruszające. Zapamiętam ją na zawsze. Nieco później zorganizowała wystawę. Wystawa była wspólna, z białoruskim i polskim artystą. Nawiasem mówiąc, dwa moje obrazy zostały wtedy sprzedane. Poznałem wspaniałych ludzi!

– Powiedz coś proszę o warsztacie, od czego zaczynasz obraz i czego używasz? Czy malujesz w konkretnych porach dnia lub nocy? Masz jakiś scenariusz tworzenia obrazu?

Czasami mam scenariusz, a czasami odbywa się to spontanicznie. Najpierw rodzi się idea. Idea może powstać w jedną sekundę, ale może też  wykluwać się latami. Dużo mam idei zamkniętych w ołówkowych szkicach, dużo też zapisanych w notesie. Potem zaczynam transformować ideę: rysuję pierworysy i szkice lub od razu nanoszę rysunek na płótno. Po jakimś czasie idea transformuje się i modernizuje. Lubię eksperymentować z farbami. Tak więc praca nad jednym obrazem trwa od trzech do sześciu miesięcy. Staram się pracować głównie w ciągu dnia, ale często zdarza się, że siedzę przy sztalugach przez całą noc, aż do siódmej rano. Przychodzę z wieczornego spaceru lub z siłowni, postanawiam, że jeszcze godzinę popracuję, ale daję się ponieść emocjom, i nie zauważam, jak nadszedł poranek. Ale nie powinno się tego robić. Wpływa to na stan. Dlatego staram się przestrzegać codziennej rutyny.

Do pracy używam tylko wysokiej jakości materiałów: dobrej jakości płótna, ręcznie robionych drewnianych blejtramów. Farby sygnowane znanymi markami – włoskimi, holenderskimi, rosyjskimi. Pędzle, lakiery, rozcieńczalniki – wszystko bardzo dobre i drogie.

– Używasz wyłącznie oleju i płótna, czy czasami sięgasz po inną technikę? 

Tylko olej i płótno.

– Czy uważasz, że różne sztuki (malarstwo, literatura, muzyka, rzeźba) powinny być eklektyczne, przenikające się, czy też powinny być to odrębne byty?

 Powinny się przenikać. Tak to już jest.  Myślę, że nie może być inaczej.

Więcej satysfakcji daje Ci proces tworzenia czy gotowe dzieło?

Proces pracy. Często gotowe obrazy wcale mi się nie podobają. Cały czas chcę je zmieniać, uzupełniać, ulepszać, przedłużać ten akt malowania.

– Co uważasz za swoje największe artystyczne osiągnięcie?

Tego rodzaju podsumowanie jest dla mnie bardzo trudne. Nie potrafię jakoś ocenić takich wydarzeń w moim życiu.

Nie mam żadnych osiągnięć. Nie próbuję niczego osiągnąć. Po prostu żyję i wykonuję swoją pracę.

– Czy mógłbyś świadomie zrezygnować z malowania, czy coś byłoby w stanie to zastąpić? Czy były w Twoim życiu przerwy w malowaniu?

Były przerwy w rysowaniu. Krótkoterminowe. Próbowałem zarobić na życie. Ale wszędzie były niepowodzenia. A może to były lekcje życia?! Wszechświat uporczywie przywracał mnie do malarstwa.

– Jaką dostałeś najlepszą radę jako artysta?

Praca, cierpliwość, pracowitość, zapał, odwaga, życzliwość, ciągły rozwój osobisty. 

Lub siebie i ludzi! Nie naśladuj, nie zazdrość, nie bądź smutny, nie badź zależny od opinii innych!

– Czy pozwalasz komuś zobaczyć pracę przed jej ukończeniem?

Nie, nie, nie:)  Nikomu nie pozwolę. To bardzo intymne. Czasem udostępniam gotowe fragmenty na Instagramie. Ale nic więcej.

– Czy najbliżsi są Twoimi recenzentami?

Również nie 🙂

– Co lubisz robić oprócz malowania?

Kocham moją rodzinę, kocham swoje wnuki. Lubię mój samochód i motocykl. Lubię prędkość. Lubię też podróżować. Lubię czytać, ale ostatnio ze względu na brak czasu, głownie słucham audiobooków.

Lubię dobre filmy. Lubię teatr. Lubię japońskie zegarki lat 80-tych. Czasem lubię być sam. Lubię czystą wodę i świeże powietrze. Lubię orientalne filozofie afirmujące życie. Lubię wolność. Lubię morze i ocean. Lubię śnieg. Lubię dżinsy. Lubię lody… 

Bardzo dziękuję za pytania.

– Dziękuję za rozmowę.

Galeria SATYRA I SURREALISM „Na Drabinie” została stworzona w 1998 roku przez Grzegorza Misiaka. Galeria zaprezentowała wiele znaczących wystaw polskich artystów zrzeszonych w „Stowarzyszeniu Polskich Artystów Karykatury”, najczęściej pokazując je w sposób premierowy. Galeria obecnie realizuje swą działalność głównie przez internet.
Więcej na stronie Fundacji: www.franklin.org.pl oraz: facebooku: GALERIA SATYRA & SURREALISM „Na Drabinie”.

Wybrane prace

Three sisters the logic agression and gifted, 2014:

The rape of Europa, 2014:

The Fate – Spiner, 2011:

Taxi to the Altar of the Desires, 2013:

Seeing of solider, 2019:

Christ and the Sinners, 2007:


Skip to content