fbpx

O ślimaczku, który szukał domku…

Z łąki…

„Ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi”. Kto nie zna tego powiedzonka. Prawie każde dziecko je mówi, kiedy tylko widzi ślimaka. A gdzie najczęściej można spotkać ślimaka? No właśnie, na łące. Opowiem wam kochane dzieci historyjkę o pewnym małym ślimaczku Nieboraczku…

Na łące wśród wysokich traw i krzaków, chadzał sobie ślimaczek. Był bardzo malutki, powędrował trochę za daleko i się zgubił. Szedł, szedł i popłakiwał, bo bardzo się bał. Nie było przy nim ani mamy, ani taty, a wokół tylko trawa i tataraki. 

Usłyszała go biedronka i pyta:

– Co się stało ślimaczku? Czemu płaczesz?

– Bo ja się zgubiłem i nie mogę trafić do  swojego domku.

– A czemu tak daleko odszedłeś? Przecież jesteś jeszcze taki malutki.

– Poszedłem sobie na spacer, chciałem zobaczyć, co jest po za tym krzakiem, w którym byłem z mamą, z tatą i z moim rodzeństwem. Nie chciałem ich zostawić, ale już później nie potrafiłem wrócić.

– Poczekaj, pofrunę wysoko i zobaczę, może będę widziała jakiś krzak, to ci powiem, w którą stronę masz iść. – tak zrobiła. Pofrunęła wysoko i się rozejrzała. Przyleciała do ślimaczka i mówi:

– Ślimaczku, dookoła jest bardzo dużo krzaków. Nie wiem, w którym może być twój dom. Musisz sobie sam radzić, nie mogę ci pomóc. Jedynie co mogę zrobić, to wskazać ci najbliższy krzak. O! tam jest. Jak chcesz, to idź w tę stronę. – powiedziała i poleciała. Ślimaczek skierował się w tym kierunku, który wskazała mu biedronka. Szedł znów i szedł, doszedł do jakiegoś krzaczka, ale tam nie było nikogo z jego rodziny, nie było jego domku. Znów zapłakał… 

Przelatywała pszczółka i ona zainteresowała się małym ślimaczkiem:

– Czemu płaczesz? – zapytała 

– Zabłądziłem, szukam swojego domku.

– Fruwam tu już od dłuższego czasu, ale nie widziałam nigdzie domku ślimaków. Przykro mi, nie potrafię ci pomóc – i odfrunęła

Ślimaczek znów został sam. Smutno mu było, tak bardzo się bał. 

–  Noc niebawem nadejdzie, a gdzie ja będę spał? – zastanawiał się maluch. – Nie, nie mogę się bać, muszę być dzielny, tak jak tata. Tata na pewno się nigdy nie bał. – myślał dodając sobie odwagi i otuchy. – Gdzieś muszę iść, coś muszę robić, żeby ich odnaleźć.

Mały ślimaczek Nieboraczek, nie był taki bezradny. Potrafił znaleźć sobie roślinkę, którą mógł zjeść i napić się z niej wody. Od czasu, do czasu coś podjadł i szedł dalej, szukając swojego domku. Gdy robiło mu się bardzo smutno, popłakiwał jeszcze. Dlatego, znów zwrócił uwagę na siebie konika polnego, który akurat przeskakiwał obok niego. 

– Czego ty płaczesz młodzieńcze? – zapytał zielony skoczek

– Płaczę, bo się zgubiłem i szukam swego domku.

– Poczekaj podskoczę tak wysoko jak tylko potrafię. Może zauważę jakiś domek ślimaczy – jak powiedział, tak zrobił.

Podskoczył kilka razy i mówi:

– Wiesz, co młody, nie widzę nic, co by przypominało domek ślimaków. Musisz sobie radzić sam, ja skaczę dalej, bo pora na obiad, a ja jeszcze daleko w trawie –  podskoczył kolejny raz i zniknął.

– Ech, chyba już nikt mi nie pomoże, ani ja sam nie znajdę swojego domku – westchnął maluch

Nagle coś zaszeleściło, zaszumiało bardzo blisko ślimaczka. Wystraszył się, ale nasłuchuje dalej. Nie ucieka, zresztą w swoim ślimaczym tempie, daleko by nie uciekł.

Patrzy, a tu wynurza się spod źdźbła trawy duży ślimak. 

– Co ty tak zawodzisz, że słychać cię na całej łące? Co się stało? – zapytał bardzo poważnym głosem.

– Nic, tylko, tylko…- zaczął się jąkać ślimaczek, bo ten, to był bardzo duży, i nie wiedział, czy ma się cieszyć, że go widzi, czy się go bać.

 – Bo ja, bo ja… – szlochał malec bardziej już teraz ze strachu.

– Powiesz wreszcie, czy nie? – zdenerwował się stary ślimak.

– Bo ja się zgubiłem i nie mogę trafić do swojego domku.

– Hahahahaha – zaczął się śmiać stary ślimak – ale żeś mnie rozbawił. Już nie pamiętam, kiedy tak się uśmiałem. Jakiego ty domku szukasz? Przecież ty swój domek masz przy sobie. Nosisz go przecież na swojej nodze!

– Naprawdę? Nie wiedziałem… Naprawdę, to jest mój domek? Nie mam innego? Ani gniazda, ani dziupli?

– No nie, jak przystało na prawdziwego ślimaka. Widzisz, jestem duży i mam duży domek, a ty malutki, to domek jest taki jak ty. Będziesz rósł i domek urośnie razem z tobą. Niczym się nie przejmuj, tylko my ślimaki mamy tak dobrze, że zawsze domek mamy przy sobie. Zobacz jak to się robi – i zwinął się w kłębek chowając się w swojej muszli.

– Widziałeś? – zapytał gdy wyszedł z niej z powrotem.

– Tak, tak, – krzyczał rozradowany malec – Ja też tak mogę? Ja też?

– No oczywiście, próbuj. No, no jeszcze bardziej, jeszcze się zwiń – tłumaczył małemu ślimaczkowi, a ten wykonywał jego zalecenia.

– No widzisz, udało ci się, brawo!

– Hura! Hura! Udało mi się. Teraz już nie będę bezdomny. Mam domek zawsze przy sobie. Jakie, to szczęście mieć domek zawsze przy sobie. Dziękuję ci bardzo ślimaku.

– Nie ma za co. – uśmiechnął się przyjaźnie stary ślimak – Tutaj jesteś bezpieczny, nikt ci nie zrobi krzywdy, jak się w nim schowasz.

– Naprawdę?

– Tak, skorupa jest twarda i osłania cię całego, jesteś bezpieczny.

– Jak to dobrze, już więcej nie będę się niczego bał i będę bezpieczny. Jak to dobrze mieć własny domek.

– Tak, tak… – przytaknął stary ślimak – jak to dobrze… – i poszedł.

A ślimaczek Nieboraczek był taki szczęśliwy od tej pory, bo już nie musiał się bać, a w razie niebezpieczeństwa, chował się w swojej muszli, gdzie było mu bardzo dobrze i przyjemnie, jak to w domku.