fbpx

Moje sny czasem spotykają się ze snami Beksińskiego

Zainspirowana felietonem pani Barbary Rajchert – Anaszewskiej, dzielę się z Państwem swoimi spotkaniami z dziełami Beksińskiego oraz własnymi przemyśleniami. Pani Barbarze dziękuję za inspirację i przypomnienie mi twórcy odłożonego przeze mnie do komody sztuki. Z zaciekawieniem i przyjemnością przeczytałam tekst: „Pragnę malować tak, jakbym fotografował sny”.     

Sztuki wizualne zawsze mnie fascynowały. Niejednokrotnie podziwiam artystę, ale nie koniecznie chciałabym być posiadaczką jego dzieł. Fascynuje mnie kreatywność człowieka na wiele sposobów. Pragnę przedstawić sztukę wielkich w oczach zwykłego człowieka, w moich oczach. To zadziwienie i częstokroć niepojęcie. Podziwiam kreatywność Zdzisława Beksińskiego na wielu płaszczyznach sztuki wizualnej, choć sama jego sztuka mnie nie pociąga. Beksiński  najważniejszym w swojej sztuce uczynił sen i czasem moje sny spotykają się z jego snami. 

Zdzisław Beksiński był jednym z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych polskich artystów współczesnych. I jak to się przytrafiało niejednemu wspaniałemu artyście, nie skończył szkoły w tym zakresie. Ukończył studia architektoniczne na Politechnice Krakowskiej i zamieszkał w Rzeszowie, skąd wrócił do Sanoka w 1955 roku. W 1951 roku ożenił się z Zofią Heleną Stankiewicz, z którą miał syna Tomasza. W 1977 roku rodzina Beksińskich przeprowadziła się do Warszawy. Żona po długiej chorobie zmarła w 1998 roku, a rok później syn Tomasz popełnił samobójstwo. Sam Beksiński również tragicznie zginął. Został zamordowany w  swoim warszawskim mieszkaniu w 21 lutego 2005 roku. 

Czy wówczas sen stał się jawą? 

Na początku drogi twórczej Zdzisław Beksiński wybrał fotografię, jako sposób przedstawienia własnej wizji świata.  Okazał się nowatorskim twórcą w tej dziedzinie.  Lata pięćdziesiąte XX wieku w Polsce, to czas w którym władza dzierżona była przez Władysława Gomułkę, będącego pod pantoflem Józefa Stalina, a polityka zimnej wojny uniemożliwiała śledzenie nowoczesnego sprzętu fotograficznego, który dostępny był w krajach spoza bloku wschodniego. Dlatego Beksiński posiadał bardzo skromne zaplecze techniczne, nie mając dostępu do nowoczesnego sprzętu.  Nie przeszkodziło mu to jednak  w zrobieniu światowej kariery w tej dziedzinie. Być może to dzięki temu musiał być bardziej twórczy od fotografików Zachodu.   Beksiński jako twórca nie skupiał się na tym, czego chce i oczekuje odbiorca oraz krytyk; lecz na wizji, którą nosił w sobie, i którą chciał pokazać. Naprzemiennie tworzył ją i burzył. Nie trzymał się kurczowo sprawdzonych sposobów jej obrazowania, ale wciąż poszukiwał nowych.  Pozwalał mu na to jego nonkonformizm. A wiadomo, że obie postawy, nonkonformistyczna i twórcza, wzajemnie się wspierają. Stają się niejako koniecznością życiową każdego wielkiego artysty. Beksiński przez całe życie poszukiwał coraz to nowych środków artystycznego wyrazu. Wielokrotnie wychodził przed szereg i szedł przed obecną na rynku sztuką dzierżąc w dłoniach pochodnię. Przecierał szlaki i oświecał, niekiedy nawet oślepiał blaskiem swojej pomysłowości i nowatorskiego szlifu dla zobrazowania swoich snów. Wielokrotnie krytykom, innym twórcom czy odbiorcom jego dzieł zapierało dech w piersiach w obliczu sposobów i technik przez niego stosowanych oraz samego świata, jaki im ukazywał. Jakakolwiek awangarda bladła przy nim. Wygrał niejeden międzynarodowy konkurs. Drogę do uznania otworzyła mu czarno-biała fotografia. A może raczej drzwi do świata otworzyły mu: deformacje ciał, skrępowane linami kobiety, kadry wyjęte jakby z całości postaci. I sny… Przyciągał, fascynował i przerażał. Nie zatrzymał się. Swoje sny obrazował nie tylko jako fotograf, ale malarz, rzeźbiarz, architekt, rysownik i przy końcu swojego życia- również grafik komputerowy. Czasem zastanawiam się, jakim okazałby się twórcą, gdyby gro jego życia przypadło na XXI wiek. I myślę sobie, że to przekracza granice mojej wyobraźni. W swojej twórczości skupił się na snach. A sny zazwyczaj są surrealne, abstrakcyjne, absurdalne, bywają koszmarami, deformują nasze myśli i uczucia, a niekiedy i zdarzenia. W nich często przebywamy jednocześnie w kilku światach, a także jako bohaterowie przeżywamy je, niejednokrotnie w tym samym czasie obserwujemy siebie i sen sam w sobie, niekiedy nawet analizujemy go i komentujemy. Zatem skoro sen stał się: tematem, bohaterem, przedmiotem i podmiotem dzieła, to  twórczość jego musiała w konsekwencji stać się taka jak sen. Geniusz i pracowitość wsparły go w tym przedsięwzięciu. Ale poszedł dalej. Skoro wprowadził sen do świata realnego, to dlaczegóżby nie wkomponować go w wymiary tejże rzeczywistości realnej?! Zatem ukazał się w nurcie figuratywnym. Tajemnice snu wystawił na widok publiczny. Stąd jego twórczość jest subiektywna, ale i niezmiernie sugestywna. Jego obrazy, a później grafika komputerowa otwierają przestrzenie wizji i emocji. Impresja i ekspresja spotykają się ze sobą w jednym punkcie, którym jest abstrakcja. I zastanawiam się, co tak naprawdę miał Beksiński na myśli, określając swój styl lat dziewięćdziesiątych XX wieku jako barokowy. Mistycyzm…empirię…maksymalizm w oddziaływaniu na odbiorcę dzieła…. konceptyzm dążący do zadziwiania i szokowania….konceptyzm z uwagi na sam pomysł… ? Wielu barok kojarzy się z mnogością ozdobników i nadmiernością detali… i wielobarwnością. W pracach Beksińskiego odnajduję trzy podstawowe pojęcia baroku: concepto (koncept), ingenio (pomysłowość), agudeza (ostrość jako „ciętość umysłu”). Beksiński doskonale przysposobił barokowy styl i udoskonalił go na swoje twórcze potrzeby. Więcej nawet, stworzył cudownie niepokojący melanż z ekspresją, abstrakcją, subiektywizmem i fantastyką. I w tym miejscu moje sny i sny Beksińskiego spotykają się. Stoję  i wpatruję się zadumana, zadziwiona, z ciekawością wchodzę do jego snów … i nie uciekam. Swoimi snami rozglądam się w jego snach i zabieram ze sobą, to pochwycenie niepojętego, zobrazowanie ulotności i nierealności, zatrzymanie i zapatrzenie, mowę bez słów, światło i cienie, iluzję i prawdę. Pytajnik i – przemilczenia. To zabieram. Cicho wychodzę. Wracam do siebie.  Makabryczny kalejdoskop zostawiam Beksińskiemu.