Wybieram szczęśliwe liczby i skreślam totolotka. Kończę i patrzę na wypełniony kupon. Nagle mam déjà-vu: już widziałam ten obraz i znam te myśli. Zamykam oczy. Usiłuję przypomnieć sobie dalszy ciąg. Przyszłość z przeszłości… Czy wygrałam? A może lepiej nie wiedzieć? Jeśli nie wygrałam, stracę nadzieję na wygraną i to, co robię teraz będzie pozbawione sensu. A jeśli wygrałam, to może tylko w tamtym, innym świecie, a nie tu i teraz. Zżera mnie ciekawość, ale nic z tego. Przebłysk trwał krótką chwilę i nie chce odsłonić tajemnicy. Czy w krainie déjà-vu jestem tą samą osobą? Czy ty też tam jesteś? A może w tamtej rzeczywistości już nie żyję? Może umarłam zaraz po wypisaniu kuponu? Co za dziwne, niepokojące, a zarazem niezwykłe i intrygujące uczucie…
Otwieram zaciśnięte powieki i ze zdumieniem patrzę na uśmiechniętą postać, która siedzi naprzeciwko mnie. To chyba ja! Chociaż jakby trochę inna. Jakaś bardziej promienna i szczęśliwsza? Ktoś chrząka znacząco, więc spoglądam w bok i po swojej prawej stronie widzę mojego kolejnego sobowtóra. Ten widok mniej mi się podoba: blada, smutna, z oczami podkrążonymi bardziej niż moje. Instynktownie zerkam w lewo. Jest i trzecia! Najbardziej odjechana i szalona, z jakimiś kolorowymi kokardkami we włosach i w czerwonych okularach. Wszystkie trzy zjawy wpatrują się we mnie uważnie, jakby czekały na moją reakcję.
– Jesteście mną? – pytam niepewnie. A moje awatary, cokolwiek to jest, przytakują głowami.
– Z przeszłości? Z przyszłości? – moje kolejne pytania wzbudzają pobłażliwe uśmiechy.
– Raczej z równoległych światów – odpowiada Szczęśliwa, podczas gdy Szalona dopowiada: – Jest nas więcej. Smutna nic nie mówi, tylko opuszcza głowę.
– Wiedziałam! – triumfuję. – Czułam, że coś takiego istnieje! Tyle razy miałam déjà-vu i nie potrafiłam sobie tego wytłumaczyć. Opowiadajcie! Jak tam jest u was?
– Jest tak, jak zdecydujesz. Za każdym razem. Ty jesteś Matrycą – mówi Smutna. I wyczuwam w tym lekki ton wyrzutu.
– To ja decyduję, czy wygram w lotto???
Teraz Szalona patrzy na mnie z ironicznym uśmieszkiem, jakby chciała powiedzieć: I kto tu jest szalony, ale odpowiada uprzejmie:
– Nie, tu akurat decyduje rachunek prawdopodobieństwa, ale twoje decyzje determinują bieg zdarzeń. Na przykład nasza siostra – wskazała na Smutną – po wygraniu miliona stwierdziła, że chce być wolna i korzystać z życia. Zostawiła męża i dzieci i wyjechała w podróż do ciepłych krajów. Pieniądze szybko się rozeszły i nawet chciała wrócić, ale wszyscy odwrócili się od niej, a jej miejsce zajęła życzliwa koleżanka. Została sama i trochę źle to znosi.
– Która koleżanka? – podchwytuję chwilowo najważniejszą informację.
– A o RODO słyszałaś? – karci mnie Smutna i wzdycha głośno. Widać, że ulżyłoby jej wyjawienie imienia zdrajczyni.
– Rodo-srodo – mamroczę ze złości pod nosem.
– A ty czemu jesteś cały czas taka zadowolona? – atakuję w odwecie Szczęśliwą.
– Bo osiągnęłam w życiu równowagę, odnalazłam siebie i nie ma we mnie negatywnych emocji – odpowiada, jakby recytowała wyuczoną lekcję.
– Taaa, akurat! Nie ze mną te numery! A nasza, powiedzmy, jeszcze bardziej wesoła siostra? Co ją tak cieszy? – gryzę się w język, żeby nie nazwać Szalonej wariatką.
– Ja niczym się nie przejmuję, czerpię z życia pełnymi garściami i żyję chwilą. Ale tak po prawdzie to my nie jesteśmy twoimi siostrami. Ty jesteś Matrycą, czyli taką, jakby naszą matką. Szalona najwyraźniej osiągnęła dar mówienia bez ogródek.
– Wypraszam sobie. Jestem za młoda na to, żeby być waszą matką – protestuję z godnością.
No proszę, one są siostrami, a ja mam być ich matką? A w ogóle, co to za teksty pełne frazesów, jak z podręczników do bycia szczęśliwym? Coś mi tu śmierdzi…
– A czemu w ogóle zawdzięczam waszą wizytę? – znowu wszystkie trzy przybyszki patrzą na mnie uważnie.
– Potrzebujemy twojej pomocy. Równowaga pomiędzy światami została zachwiana i tylko ty możesz nam pomóc – mówi poważnie Szczęśliwa.
– Jesteś naszą ostatnią nadzieją – dodaje płaczliwym tonem Smutna.
– Wystarczy, że podasz nam login i hasło do swojego konta w bankowości elektronicznej, a my zajmiemy się resztą – rzuca beztrosko Szalona.
– Cooo? Kompletnie wam odbiło? Ja tu się cieszę z historycznego spotkania między światami, a wy chcecie mnie oskubać z pieniędzy, których w dodatku nie mam? Co za podłość! – uderzam pięścią w stół i… nagle budzę się. Jest już całkiem ciemno i jestem zupełnie sama. Musiałam przysnąć na siedząco, z głową opartą o stół. Od uderzenia w blat boli mnie ręka, ale czuję ulgę, że nie dałam się nabrać na nowy – po metodach: na wnuczka, na policjanta i na pracownika banku – rodzaj przekrętu: na déjà-vu. Brrrr. Aż mnie ciarki przeszły. Ja wiedziałam, że to déjà-vu to nic dobrego.