+48 736-84-84-44

Płonąca żyrafa

*

Akryl o średnicy 20 cm malowała wiosną. Za oknem kamienicy przy Bednarskiej przekwitały magnolie. Fuksję, turkus, kobalt, fiolet nanosiła na płótno opuszkami palców. Nuciła przy tym melodię, która mogła być fragmentem z Niemena. Twarz dziewczyny to pierwszy obraz malowany po śmierci Maćka. Zamiast pastylek długie godziny twarzą w twarz ze sztalugą.

Mieszkanie przy Bednarskiej mieściło się na pierwszym piętrze, należało do Kociewskich, warszawskich architektów, właścicieli jamnika i kotki. Malwa otrzymała je w spadku.

Kociewscy zmarli dzień po dniu. W środę Aniela, w czwartek Zygmunt. Sąsiadki mówiły wtedy,

że ludzie, którzy naprawdę się kochają, umierają po sobie.

*

W pokoju rozgaszczał się wieczór. Atramentową poświatą okrywał ramiona malarki, portret dziewczyny w wianuszku z kwiatów i z łzą na policzku. Przypominała boginkę morską Amfitrytę, córkę Okeanosa i Tetydy, przedstawianą z muszelką w kształcie rogu. Malwa zbierała muszelki, nazywała je maleńkimi wachlarzami wszechświata. Pejzaż dzieciństwa, plaża w Chałupach, pocztówka zapisana na zielono, zapach pianki do opalania, ręcznik z delfinem. Sensualna retrospekcja koiła w chwilach jak te.

*

Maćka poznała na spływie kajakowym w Czorsztynie. Nie wymawiał er, nosił za długi sweter. Zakochała się od razu. Z nim kupowała modrą kapustę, zmieniała wycieraczki, dziergała aniołki.

Zabawa w dom trwała dziesięć lat. Proza poetycka z pamięcią o datach urodzin i kupnie karmy

dla psa.

Dramaty przydarzają się innym myślała, patrząc na śpiącego Maćka. Jeszcze pożyjemy! Tyle miejsc do odwiedzenia, tyle filmów do obejrzenia – szeptała.

Łączyła ich miłość do zapachu drukarskiej farby, dlatego Zoli, Hrabala, Flauberta nie odłożyli na później.

*

Wierzyła w moc talizmanów. Przyszywała do plecaka frędzelki i ruszała w Tatry, by zmyć z siebie miejski kurz. Zerwać kalendarze dni koślawych, pijanych, nie takich, o jakich piszą w poradnikach. Wiedziała, że szczęścia można się nauczyć jak wzoru na pole trójkąta.

Od śmierci Maćka minęło pół roku. Sześć miesięcy patrzenia za siebie. Pakowania pudeł z płytami, koszulami, które w nucie podstawy wciąż miały tytoń. Lekcji kaligrafii z wzoru na pole trójkąta.

*

Lubiła pistacjowe lody, wykonywane rzemieślniczym sposobem, barwione bazylią.

W Szczecinie, gdzie przed wojną stał pomnik Amfitryty, sprzedawano takie lody. Przy stolikach

z białego ratanu siadywali przechodnie, patrzyli w stronę życia. Kobieta z parasolką, mężczyzna

w kraciastej marynarce, dziewczynka z futerałem na skrzypce. Scenografia miasta, pejzaż z żyrafą, szuflady okien i drzwi. Bruk zadeptany milionem stóp. Kalosze lub japonki, nie ma to znaczenia, niosą biografie, plątają wątki. Epicko, że hej!

 

Ślady na piasku i kręgi na wodzie jak u Staffa. 

*

Komunizm płonął ostatkiem czerwoności, gdy decydowała o wyborze zawodu. Papier toaletowy stawał się bielszy, litery zaczęto zapisywać atramentem granatowym jak mundury policjantów.

Naród, w którym świętość z łajdactwem mieszała się jak w blenderze, wybierał wolność. Zakładał białe skarpetki do czarnych mokasynów, handlował z cinkciarzem, przytulał panienkę marynarza, stawiał pomniki. Posąg Amfitryty zaprojektował Kociewski. Kiedy umierał, nad Warszawą szalała burza.

*

Akryl o średnicy 20 cm sprzedała jesienią. Za oknem kamienicy przy Bednarskiej przekwitały astry. Powiesiłam go w miejscu, gdzie wcześniej wisiało zdjęcie Maćka.

*

Maga była siostrą Malwy, aktorką, która dzisiaj obchodzi urodziny. Wypija butelkę wina, patrząc w oczy żyrafie. Zapala papierosa. Stróżki dymu unoszą się nad głową. Znaczą ornamenty w kąciku ust. W białej sukience stoi przed lustrem. Pantofle z pruneli trzyma w dłoni. Uczy się roli. 

Nie jestem Emmą. Chciałam nią być. Mój różany bukiet zamienił się w popielate motyle.

Wieczorem zagra w monodramie. Przed wejściem do teatru upuści torebkę. Nie zauważy, że lusterko poturla się do kałuży.

*

Na ścianie w garderobie są ślady papilarne z fluidu i maski. Różowe jest miasto w Indiach, w którym małpy zjadają turystom kanapki. Białe jak synogarlica z gałązką. Niebieskie jak ikonka elektronicznej poczty. Papierowe, plastikowe, z gipsu. Maga powtarza monolog.

Gryzę wargi i katharsis. Ja manekin. Wierzę!

Przechyla głowę w kierunku żyrafy. Na drugim planie też płaci się klakierom.

*

W miejscu, gdzie wcześniej wisiał akryl o średnicy 20 cm, wieszam reprodukcję Płonącej żyrafy, zabraną z mieszkania Kociewskich przy Bednarskiej w Warszawie.

Przejdź do treści