+48 736-84-84-44

Dorota Szawdzianiec

13/2025

 

Wśród nocnej ciszy

 

Ciemność nocy spowija niebo

ostatnie auta spływają

tętniącymi chwilę temu arteriami miasta

do serc domów

rozchodzi się

po ulicach uliczkach

alejach i parkach

cisza jak spokojny oddech dziecka.

 

I tylko gdzieś w ciemnych zaułkach

w osiedlowych śmietnikach

pod mostem rzeki

i w tunelach dworca

słychać jak chrzęści

potłuczone czyjeś życie.

 

Leży tam w embriony skulony

poszukiwacz niedojedzonych kanapek tropiciel i odkrywca ciepłych miejsc

przesiąknięty dymem

kolejnego wypalonego jak znamię dnia

i próbuje zasnąć nie zamykając oczu.

 

W kieszeni dzwonią klucze zimne

niepasujące już do drzwi domu

i różowa spinka do włosów córeczki

którą gładzi palcami czule

jak jej kręcone blond włosy

kiedy szła pierwszy raz do szkoły.

 

A pod głową uwiera

kolorowa jakby na przekór reklamówka wypchana po brzegi

latami wzajemnych zdrad

pretensji o nic

kłótni bez powodu

i kilkoma parami ciepłych skarpet

dorzuconymi z troski.

 

 

Moje serce

 

Znalazłam na drodze

po której Bóg nie chodził

już od dawna

serce z kamienia

leżało wdeptane w ziemię

przez wiarę nadzieję

i miłość.

 

Szare

zimne

i ciężkie od nienawiści

nie patrzyło w oczy

i nie mówiło 

jakby się bało

że nie uwierzę w jego historię.

 

Zabrałam je ze sobą

ściskając w ciepłej dłoni

i poniosłam

w głąb siebie

oswajając na nowo

niczym dzikie zwierzę

z życiem

które za mną

i przede mną.

 

 

A ty przeciw sobie

 

Jeszcze przy tobie zasypiam

oczy mrużę i słucham

łopotu skrzydeł twoich myśli

jeszcze zanurzam się

w oceanie twoich oczu

i szukam swojego odbicia.

 

A ty daleko

gdzieś po drugiej stronie mostu

nie na mojej łące

zbierasz rumianki

jej uśmiechu

i buszujesz w zbożu złotych włosów.

 

Jeszcze w objęciach twoich ud

kołyszę się w rytmie

wczorajszej melodii

i rozpaczliwie szukam cię

w mężczyźnie

który leży tuż obok.

 

 

List do ciebie

 

Wierzyłam że kiedyś

utulę

ukołyszę

zaśpiewam

nocą wstawać będę

gdy zapłaczesz.

 

Że pokażę ci

jak rosną drzewa

a gdy z pierwszym krokiem

poczujesz chłód zielonych traw

poprowadzę za rękę

przez życia łąk rozkołysany łan.

 

Że czekać będę

roztrzęsiona

patrząc w okno

od nocy czarne

gdy ty wzlatując

na nieopierzonych skrzydłach

smakować będziesz

świat zachłannie.

 

Że każdą łzę

którą mi przyniesiesz

pobity przez los

przygarnę

w słońcu nadziei wysuszę

i w radość zmienię

byś spróbował raz jeszcze

i jeszcze

i jeszcze.

Przejdź do treści