+48 736-84-84-44

Iwona Danuta Startek

13/2025

 

 

druga strona

 

nie śpię wspominam

księżycowa pełnia toczy

smak jabłek i krzyk żurawi

pędzel nocy rozcina

swojską przestrzeń

nadaje rzeczom kształty

od nowa formuje istnienie

 

nie śpię pamiętam

jak pod kuchenną blachą

w czerwonych szyszkach

płonęły ziarna czasu

na niewidzialnych niciach

snują się myśli

poszarpane jak babie lato

podpływają do okien

srebrne dachy na stodołach

 

nie śpię czekam

aż w pajęczych sieciach

zaświecą krople rosy

i popłyną pod powieki

 

 

gdy świecą sny

 

gdy zamiast księżyca świecą sny

jak szron na jesiennych liściach

smakują słono jak krew

bielejąc kośćmi zaciśniętych palców

 

co noc cierpliwie rzeźbią

nasze twarze zastygając pytaniem

czy to koniec już

czy może dopiero początek

 

i przerażeni jesteśmy

że nadejdzie świt

 

 

poranek w hotelowym pokoju

 

poranek w hotelowym pokoju budzi się długo i powoli

deszcz stuka o parapet zamglony widok za oknem

plącze wymiary i utrudnia rozpoznanie

lustro nie pomaga

odbija się w nim nieznajoma twarz kogoś

kto zgubił tożsamość i szuka dla siebie imienia

esy-floresy na płytkach w łazience

przybierają kształty drzew i zwierząt

nad nimi lewitują w błękicie chagallowscy zakochani

każde osobno nie mogąc się spotkać

po dwóch łykach kawy wyłaniają się punkty odniesienia

koniec hotelowej doby już blisko

za progiem czeka świat który nigdy nie śpi

 

 

w taki dzień jak dziś

 

w taki dzień jak dziś nie kupisz pomarańczy

ktoś przeszedł drogą ostatni raz zostawił cień

w oknie na pelargoniach na igłach opuncji motyl

buczący trzmiel kołuje nad wielkim łopianem

 

w taki dzień jak dziś nie znajdziesz słów

na wypełnienie ciszy

w piwnicznych bukłakach klaruje się wino

nieśpieszne soki czerwienią oblewają parapety

 

w taki dzień jak dziś policzysz książki na półkach

wiedząc że żadnej nie przeczytasz po raz drugi

i nie spotkasz nikogo z dawnych lat kto pamięta

jak byłaś małą dziewczynką

 

w taki dzień jak dziś nie pomyślisz o jutrze

 

 

mistyka kamieni

 

zawsze tak samo twarde

anonimowe

deptane przez miliony

nieznanych nóg

 

nie szukają znajomości

nie zawierają przyjaźni

nie oczekują współczucia

 

ścierają się toczą

spadają kruszą

wietrzeją

większe okazy

stają się mniejsze

i nadal są

 

nie tracą energii

nie karmią się nadzieją

nie toczą walki

na śmierć i życie

 

umieranie świata

ich nie dotyczy

 

nie dostąpią zmartwychwstania

nie zaśpiewają w chórze

ani nie zostaną potępione

Przejdź do treści