13/2025
druga strona
nie śpię wspominam
księżycowa pełnia toczy
smak jabłek i krzyk żurawi
pędzel nocy rozcina
swojską przestrzeń
nadaje rzeczom kształty
od nowa formuje istnienie
nie śpię pamiętam
jak pod kuchenną blachą
w czerwonych szyszkach
płonęły ziarna czasu
na niewidzialnych niciach
snują się myśli
poszarpane jak babie lato
podpływają do okien
srebrne dachy na stodołach
nie śpię czekam
aż w pajęczych sieciach
zaświecą krople rosy
i popłyną pod powieki
gdy świecą sny
gdy zamiast księżyca świecą sny
jak szron na jesiennych liściach
smakują słono jak krew
bielejąc kośćmi zaciśniętych palców
co noc cierpliwie rzeźbią
nasze twarze zastygając pytaniem
czy to koniec już
czy może dopiero początek
i przerażeni jesteśmy
że nadejdzie świt
poranek w hotelowym pokoju
poranek w hotelowym pokoju budzi się długo i powoli
deszcz stuka o parapet zamglony widok za oknem
plącze wymiary i utrudnia rozpoznanie
lustro nie pomaga
odbija się w nim nieznajoma twarz kogoś
kto zgubił tożsamość i szuka dla siebie imienia
esy-floresy na płytkach w łazience
przybierają kształty drzew i zwierząt
nad nimi lewitują w błękicie chagallowscy zakochani
każde osobno nie mogąc się spotkać
po dwóch łykach kawy wyłaniają się punkty odniesienia
koniec hotelowej doby już blisko
za progiem czeka świat który nigdy nie śpi
w taki dzień jak dziś
w taki dzień jak dziś nie kupisz pomarańczy
ktoś przeszedł drogą ostatni raz zostawił cień
w oknie na pelargoniach na igłach opuncji motyl
buczący trzmiel kołuje nad wielkim łopianem
w taki dzień jak dziś nie znajdziesz słów
na wypełnienie ciszy
w piwnicznych bukłakach klaruje się wino
nieśpieszne soki czerwienią oblewają parapety
w taki dzień jak dziś policzysz książki na półkach
wiedząc że żadnej nie przeczytasz po raz drugi
i nie spotkasz nikogo z dawnych lat kto pamięta
jak byłaś małą dziewczynką
w taki dzień jak dziś nie pomyślisz o jutrze
mistyka kamieni
zawsze tak samo twarde
anonimowe
deptane przez miliony
nieznanych nóg
nie szukają znajomości
nie zawierają przyjaźni
nie oczekują współczucia
ścierają się toczą
spadają kruszą
wietrzeją
większe okazy
stają się mniejsze
i nadal są
nie tracą energii
nie karmią się nadzieją
nie toczą walki
na śmierć i życie
umieranie świata
ich nie dotyczy
nie dostąpią zmartwychwstania
nie zaśpiewają w chórze
ani nie zostaną potępione